piątek, 29 listopada 2013

Od Alice

Poczułam silny ucisk. Rżałam płaczliwie, przywołując Heliosa. Tego nie było jednak w pobliżu. Na moje nieszczęście jego obecność była mi teraz bardzo potrzebna.
Zaczęłam rodzić zgodnie z terminem, lecz akurat w tym dniu nie mogłam powstrzymać się od wieczornego spaceru. Było tak pięknie..
- Heliosie! - krzyczałam.
Nagle pojawiła się ulga i usłyszałam ciche rżenie. Potem znów coś mnie ścisnęło i trzymało przez kilka minut. Ból znów ustąpił.
Podniosłam łeb i spojrzałam za siebie. Leżały tam dwa urocze źrebaczki, w tym maleńki pegaz.





Przytuliłam oba maluchy i wstałam. Te próbowały mnie naśladować, ale niestety wciąż potykały się oraz upadały. W końcu udało im się zrównać krok z moim. Szło im co raz lepiej.
Poszliśmy na łąkę, gdzie bawiłam się z maluchami. Potem nakarmiłam je i położyłam się obok nich. Chwilę potem na łąkę przyleciał Helios. Miał wyjątkowo zdziwioną minę na widok małego brzoskwiniowego pegaza i srokatej klaczki.
- Oto nasze dzieci Heliosie - powiedziałam.
Ogier trącił mnie łbem i przytulił maluchy. Te od razu poznały tatę.
- Jak je nazwiemy? - spytał.
Zastanowiłam się chwilę.
- Nazwiemy je Olimp i Sunrise.
- Piękne imiona.
Wtedy ni stąd, ni zowąd pojawiła się Etain. Pogratulowała nam zdrowych maluchów i pobłogosławiła je słowami Niechaj Epona ma w opiece potomków młodych Alice i Heliosa. Ześlij im szczęście i dobrobyt, aby mogli być spełnioną rodziną.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Od Alice

Lekarka zabroniła mi opuszczać pałac. Nie ukrywam, że bardzo mi to dokuczało. Jako tropicielka i urodzona łowczyni odczuwałam potrzebę ruchu. Chciałabym dzikim galopem przemierzać łąki, gonić ptaki i czuć, że jestem tak szybka jak wiatr. Niestety do porodu pozostało niewiele czasu, więc siedziałam znudzona na łóżku, wyczekując odwiedzin Heliosa.
- Pani, przyszedł twój gość - powiadomiła mnie służąca Etain. Nasza przywódczyni nakazała jej pilnować oraz zajmować się ją, nim urodzę.
- Niech wejdzie - poleciłam. Chwilę potem do komnaty wszedł czarny pegaz. Jak zawsze na jego ustach widniał promienny i szczery uśmiech. Takiego go poznałam i pokochałam.
- Jak się czuje przyszła mama - powiedział całując mnie na powitanie.
- Dobrze wiesz, że nie wiem jak się spiszę w jej roli i proszę, nie nazywaj mnie tak dopóki nie urodzę - powiedziałam, po czym westchnęłam. - Stracę całą wolność jaką miałam. Już nigdy nie będę taka jak dawnej.
Helios posmutniał. Bardzo przejmował się każdą zmianą mojego humoru. Tak też było tym razem.
- Nie mów tak. Kiedy maluchy podrosną znowu będziesz mogła poczuć wolność. Nie chciałaś mieć potomstwa?
- Nie teraz. Pomyśl, nim nasze dzieci podrosną, ja będę miała już swoje lata. Nuż nigdy, przenigdy nie będzie tak jak dawnej. Nigdy już nie pobiegniemy przed siebie do nieznanej nam krainy, nigdy nie spędzimy nocy tylko sami. To co było już nigdy nie wróci.
- I cieszę się, bo będzie o wiele lepiej.
Helios trącił mnie łbem. Zaczynałam poważnie zastanawiać się nad tym, czy jednak chcę mieć potomstwo. Jednakże, nie potrafiłabym później porzucić moich dzieci. Do głowy przychodziły mi różne pytania, lecz nie na wszystkie znałam odpowiedź. Co z tego, że Epona chciała, abym miała potomstwo? To mój wybór i jej nic do tego. Nie wiem już, co mam o tym wszystkim myśleć.

wtorek, 19 listopada 2013

Od Alice: Od Etain (C.D.)

Z trudnością powiedziałam Etain o wynikach. Nigdy nie lubiłam rozmawiać o tych sprawach z kimś innym niż Helios.
- Gratulacje! Z pewnością będziesz świetną matką - zapewniła mnie.
- Bardzo ci dziękuję. Nie chcę cię do niczego nakłaniać, ale myślę, że ty też powinnaś zrobić badania - uznałam.
- Zastanowię się - odpowiedziała.
Potem udałyśmy się na spacer plażą. Piasek ustępował naszym kopytom, a morze przyjemnie szumiało.
Rozmawiałyśmy z przywódczynią o różnych sprawach. Nagle pojawił się Helios.
- Umiłowana - przywitał się.
Ustawił się tuż obok mnie. Właściwie ciągle szedł zetknięty z moim ciałem. Jego obecność zmusiła nas do zmiany tematu.
- Emm... To ja może zostawię was samych - stwierdziła Etain, po godzinnym spacerze.
- Jeżeli masz jakieś ważne sprawy. Zawsze możesz z nami zostać - zapewniłam.
- Nie. Sama wiem, że młoda para potrzebuje swobody - odpowiedziała puszczając do mnie oko.
Odleciała pozostawiając mnie i Heliosa sam na sam. Pegaz korzystając z okazji namiętnie cmoknął mnie w usta.
- Jak widzę, twoje powitania mają teraz klasę - zaśmiałam się.
- Jak widać. I jak nastrój przyszłej mamy? - zapytał.
- Ogólnie dobrze się czuję. Tylko... ja boję się tego macierzyństwa - wyznałam.
- Przestań z tym. Będziesz świetną matką, a ja ojcem - uśmiechnął się.
Przytuliłam go. Mój partner zawsze potrafił mnie pocieszyć i wprawić w dobry humor.
Powoli zapadał zmrok. Postanowiłam poszukać Etain i wreszcie dowiedzieć się, czy zgodziła się na wykonanie badań. Odnalazłam ją w jej komnacie.
- Etain? - zawołałam.
Klacz zwróciła głowę w moją stronę.
- I jak? zrobisz te badania?
- ...

<Etain?>

Od Rosy: Etain C.D.

- Bardzo chętnie się tym zajmę - odparłam -wkońcu i tak się nudzę.
Podzeszłam do okna i rozejżałam się.
- Zazdroszczę tobie i Alice. - wyznałam.
- Czego? - zapytała Etain.
- Miłości. - szepnęłam - ona ma Heliosa, ty masz Lochlana, a ja nie mam nikogo.
-...

<Etain?>

Od Laury: Misja

Gdy już się przyszykowałam do podróży poszłam do Heliosa, aby spytać o drogę. Kiedy go znalazłam pokazałam mu mapę od Etain. Chwilę nad nią posiedzieliśmy. Potem ją zwinęłam. Poszłam tam gdzie mi wskazał ogier. Wyruszyłam następnego dnia rano. Jest tam zimno, dlatego wzięłam swój najcieplejszy płaszcz oraz kilka na zmianą. Spakowałam żywność oraz wodę. Szłam bardzo długo. Robiło się coraz zimniej, więc już założyłam swój płaszcz. Było trochę cieplej. Szłam dalej. Kiedy wreszcie doszłam ujrzałam przed sobą rozciągający się krajobraz gór pokrytych śniegiem. Było pięknie. Na dole ujrzałam mnóstwo koni. Zeszłam. Po drodze spotkałam Dominique - szamankę Fomorian. Klacz zaczęła mnie przedstawiać innym i pokazywać tereny. Dominique okazała się bardzo miła. Gdy dalej zwiedzałyśmy nadleciała gromadka dzieci. Skakały na mnie i się śmiały. Było zabawnie. Podszedł do mnie jeden mały ogierek. Był słodki.
- Witaj ...... Jestem Liam - przedstawił się nieśmiało.
- Ja jestem Laura - również się przedstawiłam
Spędziłam kilka dni wśród Fomorian. Cały czas chodził za mną Liam. To było trochę denerwujące, bo nawet potrenować w spokoju nie mogłam. Prosiłam go nie raz, aby poszedł się pobawić gdzie indziej, ale on nie chciał. Z czasem zaczął powtarzać moje ćwiczenia. Śmiesznie wyglądał. W końcu zaczęłam go lubić. Naprawdę był słodki. Pewnego dnia spytał mnie czy nauczę go wszystkich moich sztuczek. Na początku byłam do tego sceptycznie nastawiona, ale w końcu się zgodziłam. Ogierek skakał ze szczęścia. Musiałam, aż go uspakajać. Parę dni później Dominique urządziła wieczorne modły. Wyszła przed wszystkich fomorian i zaczęła mówić modlitwę :

O, Epona, Bogii piękna i majestatu,
Bogini Uśmiechu i siły radosnej.
U schyłku tego dnia
kierujemy nasze dziękczynne spojrzenia
na zachód, na wodny szlak
i kąpiemy się w błogosławieństwie dnia następnego
Dzisiaj dziękujemy Tobie,
że przyprowadziłaś do nas Laurę
tę, co zrodzona jest z szlachetnej rasy,
Strażniczka honoru.
Strażniczka tradycji.

Po modlitwach podeszłam do Domiique. Zaczęłyśmy rozmawiać. W pewnym momencie poprosiłam ją, aby coś o sobie opowiedziała. Zgodziła się i zaczęła :
- To, że jestem Fomorianką to już wiesz. Ale nie wiesz, że jestem wnuczką muzy tańca Ciary.
Zdziwiłam się.
Tak nam minął wieczór. Następnego dnia rano wyruszyliśmy. Szliśmy bardzo długo. Obok mnie oczywiście szedł Liam. Trzy dni później przechodziliśmy obok warownie. Tam niespodziewanie napadł na nas wojownik. Zaatakował Liam'a, mówiąc, że jest zagrożeniem. Odepchnęłam go jednym ciosem dalej i podbiegłam do małego. Na szczęście nic poważniejszego mu nie było. Wyjaśniłam to wojownikowi. Trochę było mu wstyd, więc pozwolił nam przenocować w warowni. Ja całą noc opiekowałam się Liam'em. Tam doszły mnie wieści, że schwytano Misę i Marco. Cieszyłam się, niestety Misa była w ciąży i nie można było dokonać egzekucji.
No cóż trzeba czekać - pomyślałam.
Następnego dnia mieliśmy już dotrzeć do Partholonu. Tam czekają nas wieści o ucieczce Misy i Marco. To była smutna wiadomość, ale nie przeszkodziła nam w dotarciu do stada. Po południu już byliśmy w stadzie. Wszyscy się na nas patrzyli. Poszłam ze wszystkimi do Etain.
- Jestem i przyprowadziłam Fomorian wedle życzenia - powiedziałam do Etain

<Etain?>

Od Etain C.D.

Zerknęłam na klaczkę:


Po jej spojrzeniu zauważyłam, że pożałowała tego, co powiedziała. To pewnie ta, która jest duszą towarzystwa, taka wygadana i tak dalej. To jest ta "najbardziej lubiana". Nie miałam jej za złe tego, że coś jej się wymsknęło. Pozdrowiłam dziewczynki i ruszyliśmy z Lochlanem nad wodospad.
No i zaczęło się to, co nie uniknione. Zaczęło się od pocałunków, które z każdą sekundą stawały się jeszcze namiętniejsze. Całował mnie też po szyi.
- Kocham cię - wyszeptałam
- Ja ciebie też - odrzekł.
Kochaliśmy się tam, a później zaczęłam rozmowę:
- Chciałbyś mieć dziecko? - spytałam
- Zależy z kim - odparł ze śmiechem. Oczywiście dostał kopniaka w zad.
- Jak to z kim? - odparłam żartobliwie. Potem znów spowarzniałam - Lochlanie, pytam na serio!
- Hmmm... Z tobą zawsze - powiedział, po czym mnie pocałował - Z resztą tak czy siak, jesteś Wybranką Epony, więc dziecko jest nieuniknione... Ale przecież nawet nie jesteśmy parą! - powiedział
- A pytałeś??
- Zostaniesz moją partnerką?
- Nie. To znaczy zostane, ale spytasz się mnie kiedy indziej. Ja o tym zadecyduję - uśmiechnęłam się zalotnie. Cmoknęłam go w policzek i zaczęłam szykować się do wstania. Lochlan mnie zatrzymał.
- Musisz już iść? Miałem nadzieję, że se jesz...
- Nie, nie, nie. Mam obowiązki. Przyzwyczajaj się, kochanie! - krzyknęłam, po czym Podeszłam do wodospadu. Umyłam twarz i oczy. Lochlan zapewniał mnie, że wyglądam cudnie, lecz gdy przejrzałam się w tafli wody stwierdziłam, że wyglądam po prostu jak pół dupy zza krzaka. Lochlan mnie uczesał. Pozwoliłam mu tylko dlatego, gdyż był mega słodki przy proszeniu. Powiedziałam sobie: I tak już nie mogę gorzej wyglądać! Ku mojemu zaskoczeniu, Lochlan ma talent fryzjerski!
- Kochanie, dziękuję ci. Byłbyś świetnym fryzjerem! - powiedziałam. Cmoknęłam go na pożegnianie. Po drodze spodkałam Alice. Chwilę rozmawiałyśmy po czym wyznała mi:
- Jestem w ciąży.

<Alice?>


Alice w ciąży!

Uwaga! Uwaga! Ogłaszam pierwszą w historii stada ciążę! A szczęśliwą mamą zostanie Alice! :D
Zatem przepowiadam: urodzą się bliźniaki, chłopiec i dziewczynka. Ponieważ będą częściowo Fomorianami, synek odziedziczy po ojcu skrzydła, więc będzie pegazem :D
Proponuję wymyślać imiona, bo na świat przyjdą 29 listopada (piątek) czyli już za 10 dni!
Gratuluję szaszłyku!


~ Serek

poniedziałek, 18 listopada 2013

Od Alice

Wraz z Heliosem szłam na badania, które miały wykazać czy jestem źrebna. Wciąż nie byłam do końca przekonana, a mój partner nalegał. Chciał się dowiedzieć, czy zostanie ojcem.
Weszłam do bogato zdobionego korytarza. Wisiało w nim dużo obrazów, plakatów i ogłoszeń. Stanęłam przy oknie i wpatrywałam się w morze.
W końcu zawołano mnie do sali. Gdy weszłam, zauważyłam stojącą obok łóżka panią doktor. Uśmiechała się promiennie. Starałam się to odwzajemnić, ale nie potrafiłam ukryć stresu.
- Witaj Alice! Nie musisz się mnie obawiać. Proszę, połóż się - powiedziała łagodnym tonem. Podeszłam do łóżka (lub czegoś łóżko podobnego).
Melanie, bo tak nazywała się pani doktor, nałożyła na mój brzuch jakieś zioła, maski, żele i Epona wie co. Przyciągnęła za sobą urządzenie z rączką zakończoną rolką, po czym zaczęła mnie badać.
Po trwającym około kwadrans badaniu wyszłam z sali. Helios czekał na mnie przy wyjściu. W drodze powrotnej opowiedziałam mu o wynikach.
- I co? Będę tatą czy nie? - wypytywał.
Westchnęłam i wydusiłam dość niepewnie:
- Będziesz.

C.D.N.

niedziela, 17 listopada 2013

Od Etain: Lochlan

- Chętnie - zgodził się ogier. Poszliśmy zatem wolnym spacerkiem w stronę jeziora.
- Przykro mi, że musiałeś siedzieć w tych ochydnych lochach. Ale nie wiń też Rosy, na jej miejscu postapiłabym podobnie... gdybym wiedziała tylko tyle co ona...
- Ciiii... - wyszeptał - Najważniejsze, że jesteś tutaj ze mną, cała i zdrowa. No i żywa - dodał ze śmiechem. Strzeliłam mu kopniaka w zad, oczywiście żartobliwie. Ten tylko się zaśmiał.
- Widzę, że jesteś u szczytu formy - spojrzałam na niego unosząc jedną brew.
- Chłodno tu trochę... to przez to jezioro. Może pójdziemy gdzieś indziej? - spytałam
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, milady! - powiedział kłaniając się żartobliwie.
- Och, przestań! -  szturchnęłam go lekko - Gadasz jak te służące przysyłane tu przez moją matkę. Zatem błagam, tylko nie milady! - powiedziałam
- No dobrze, dobrze - uśmiechnął się. Doszliśmy do Łąki Muz. Tam zaczęliśmy się całować. Do czasu aż...
- Umiłowana Epony! - westchnęłam na dźwięk piskliwego głosu jakiejś klaczki. Po chwili zobaczyliśmy całe stado piszczących dzieci biegnących w naszym kierunku. Rzuciłam Lochlanowi spojrzenie w stylu "pomóż", ale on tylko parsknął śmiechem.
Pochwili ta pierwsza klaczka podeszła do nas:


- Bb... bądź pozdrowiona Umiłowana Epony... ty także, Milordzie - powiedziała nieśmiało klaczka.
- Witaj, jak masz na imię? - spytałam klaczkę.
- Lenobia - powiedział już pewniejszym tonem źrebak. 
- Lenobia... masz przepiękne imię. Ja mam na imię Etain, a to jest mój... kolega Lochlan. - Powiedziałam zmrażając Lochlana spojrzeniem, zmuszając go do uśmiechu.
- Twe imię znałam milady, za to pierwszy raz słyszałam o twoim... koledze Lochlanie. - powiedziała
- Tak, no bo on jest... nieśmiały - wydusiłam. Lochlan spojrzał na mnie krzywo.
- Nie wygląda na nieśmiałego - powiedziało inne dziecko.


C.D.N.




Od Etain: Od Rosy C.D.

- Cóż... Helios i Lochlan należą do Stada. Laura przyprowadzi tu pozostały lud Fomorian. Jedyne co mnie martwi to Misa i Marco, oraz...
- Zaraz, zarac, chwileczkę... Oni wciąż są na wolności!? - spytała podniesionym tonem Rosa.
- Niestety, ale tak. To nie wszystko. Są jeszcze ci Fomorianie, których ogarnęło szaleństwo. To ich się najbardziej obawiam...
- Jak myślisz, ile może ich być?
- Nie wiem, ale napewno mnóstwo. Jeśli oni zaatakują Partholon...
-... dojdzie do wojny.
- Dokładnie. Dlatego... cóż, wiem, że obecnie pełnisz funkcję Klaczy Beta, ale kiedyś byłas wojowniczką. Proszę, abyś patrolowała tereny i stale informowała mnie o tym, co zauważyłaś. Liczy się każdy ślad.
[...]

<Rosa?>

Od Etain: Od Laury C.D.

Miałam duże zaufanie do Laury. Byłam prawie w stu procentach pewna, że sobie poradzi.
- Tak więc hmmm... Masz tu mapę Partholonu - wręczyłam klaczy zwój. Klacz przyglądała mu się. - O drogę powinnaś spytać się Lochlana lub Heliosa. Wiem tylko, że przedewszystkim powinnaś tam spotkać Dominique. Ona tam wszystkim rządzi. Twoim zadaniem będzie sprowadzenie ich do Partholonu.
- Rozumiem. Kiedy mam wyruszyć?
- Cóż... jak najszybciej, ale cię nie poganiam. Liczę na ciebie - uśmiechnęłam się do niej. Klacz również uniosła lekko kąciki ust.
- Nie zawiedziesz się - powiedziała.
- Jeśli chodzi na wyżywienie i ttak dalej to nie masz się czym martwić, już ja o to zadbam. Ty musisz tylko jakoś ciepło się ubrać. W górach Trier jest strasznie zimno.
- W porządku, lecę się szykować. Do zobaczenia!
- Do widzenia i powodzenia! - odkrzyknęłam.

<Do Laury: Po wskazówki dotyczące tego opowiadania zgłoś się do mnie na PW>

piątek, 15 listopada 2013

Nowa (pierwsza) para!

No i Alice i Helios są razem :D Szczęścia!




Nowy Koń!

Oto nowy... a może nie nowy? xD W każdym bądź razie powitajmy Heliosa :D



Helios
Ogier Beta

Od Alice: "Czy zostaniesz..."

Szłam powoli brzegiem rzeki. Od dawna rozmyślałam o tym, czy rzeczywiście jestem w ciąży, czy też moje psychiczne przygotowania są zbędne.
Był chłodny jesienny wieczór. Delikatny wiatr rozwiewał moją grzywę i poruszał ogonem. Jak na angloaraba byłam dość niezwykła. Co prawda nie jestem do końca pewna, czy jestem rasowym koniem, ale zawsze warto mieć jakieś nadzieje.
Nagle podbiegł do mnie Helios i pocałował na powitanie. Razem udaliśmy się na spacer nad łąkę.
Szliśmy wśród gnących się pod podmuchami wiatru traw i różnokolorowych kwiatów.
- Cieszę się, że cię mam. Jesteś jedyną osobą, na której mi zależy - powiedział.
- A Lochlan? Przecież to twój przyjaciel - odparłam.
- No tak, ale to co innego, gdy kogoś kochasz - wytłumaczył.
- Masz rację - dodałam, po czym podeszłam do niewielkiego płotu, za którym słychać było szum fal.
- Podoba ci się tu? - spytał Helios.
- Tak, bardzo. Uwielbiam szum morza - opowiedziałam.
- Więc, chciałbym cię w tym miejscu o coś spytać... - powiedział niepewnie.
- Hmm? O co takiego? - zaciekawiłam się.
- Alice, czy ty... czy zostaniesz moją partnerką? - wydusił.
Moje oczy zrobiły się ogromne, a głos utknął mi w gardle. Nie wiedziałam co powiedzieć. Kochałam go, on mnie, bla, bla, bla i tak dalej, ale czy tego chciałam? Czy chciałam, aby tak szybko do tego doszło? Czy w ogóle chciałam z nim być? W mojej głowie kołowało mnóstwo pytań, a on wpatrywał mi się prosto w oczy, wyczekując odpowiedzi. Co ja mam zrobić Epono?
Słuchaj głosu swego serca.
W końcu, słuchając tego "głosu serca" odpowiedziałam całkowicie pewna:
- Tak.
Helios uśmiechnął się i zawiesił mi na szyi naszyjnik z kryształem. Pocałowałam go i poszliśmy w stronę lasu.
Słońce schowało się za horyzontem, a my siedzieliśmy na malutkiej polanie. Oczywiście, po pełnym emocji dniu, trzeba było trochę się zabawić więc, ja i Helios "spędziliśmy" trochę czasu na "zabawie". Teraz już na pewno będę źrebna pomyślałam.

czwartek, 14 listopada 2013

Mam nowego bloga!

Guys! Mam Nowego Bloga :D
Od jakiegoś czasu niezwykle popularne stały sie blogi z ludźmi (lub czymś na krztałt ludzi xD).
Sama zapragnęłam taki mieć. Wachałam się między syrenami, aniołami, wampirami, myślałam nawet nad smerfami xD, nie no, to był żart. Ostatcznie jednak zdecydowałam się na... czarownice!
I tak powstało:


Zapraszam was do dołaczenia :D



Informacje

Zauważyliście pewnie, że usunęłam post Rosy. Dlaczego? Ponieważ, chciałam dać innym się wykazać, a Laura zgłosiła się wcześniej, lecz po prostu trochę później chciałam wstawić. Dlatego na przyszłość proszę, aby wysyłać głównie posty do mnie (wiem, że wysyłacie też do Aszlo, bo ona ma więcej czasu :P), a ja ewentualnie jak nie będę miała czasu, zlecę wstawienie Szaszłykowi (Do Aszlo: od teraz mówię na ciebie Szaszłyk :P), abyście nie musieli czekać. Tak więc z całym szacunkiem do tofeliko: Ty z Alice jesteście na maksa aktywne, jesteście betami itd. chciałam dać się wykazać innym :)

Ja teraz mogę w tygodniu tylko na 15 min. - 30 min (głupie ogranicznie wymyślone przez rodziców), więc z opowiadaniami robicie w ten sposób: wysyłacie do mnie, a jeśli nie będę miała czasu, to zlecę to Alice. Ewentualne ważniejsze posty typu: Nowy Koń itp. dodam w weekend, lub w tygodniu jeśli znajdę czas.

Ostatnia sprawa: Wszelkie opowiadania które ma dokończyć Etain zostaną napisane najpóźniej o niedzieli, a trochę się tego nazbierało muszę przyznać. Niestety teraz mam dość trudny weekend: jutro szkoła, po szkole jazda konna, odrabianie lekcji... w sobote jadę na zawody starszego brata, a po tym jadę do babci bo rodzice użądzają imprezę, u babci także nocuję. Zatem postaram się pozałatwiać wszystko w niedzielę.

Do Szaszłyka: Wyślij formularz Heliosa :)

Od Laury: Misja

Po obchodach Pełni Księżyca udałam się do Etain
- Chciałabym podjąć się tej misji - powiedziałam
- Napewno ? - spytała zdziwiona
-- Tak. Nie mam co tu robić, a tak trochę podróży dobrze mi zrobi. Lubię podróże - odpowiedziałam
- Jesteś pewna. Przecież jesteś nieśmiała
- Wiem,ale postaram się, jak tylko będę mogła - odparłam z uśmiechem
- A więc dobrze - zgodziła się

< Etain ? >

środa, 13 listopada 2013

Obchody Pełni Księżyca

Całe Stado Wzgórz Partholonu zebrało się tego wieczora w jednym miejscu, aby wspólnie pomodlić się do bogini Epony. Etain po długim procesie uciszania zebranych przezła do swojej przemowy.
- Miło mi was znowu widzieć. Jak wiecie, przez pewien czas byłam ekhm...  nieobecna. Dzisiaj postaram się wam to wszystko wynagrodzić. - po pierwszych zdaniach tłum zaczął wiwatować i wykrzykiwać "Bądź pozdrowiona Umiłowana Epony! Sławmy Eponę!", a wcielenie Epony uśmiechnęło się i dało innym znak, aby dali jej kontynuować.
- Przede wszystkim - spojrzała na Rosę - pragnę was poinformować, że nowi Fomorianie - przeniosła wzrok na Lochlana i Heliosa - nie są już naszymi wrogami, a obecni tutaj Lochlan i Helios oficjalnie zostali członkami naszego stada. To nie wszystko. Mam dla jednego z was ważne zadanie do wykonania. Poszukuję kogoś, kto sprowadzi resztę Nowych dobrych Fomorian z gór Trier. Z tego co wiem jest ich około pięciu set, w tym czterysta dzieci - usłyszano okrzyki zdziwienia - Chętny do wykonania tego zadania niech zgłosi się do mnie po uroczystości, a otrzyma niezbędne wskazówki. - Klacz przerwała na chwilę aby pooddychać. - Ostatnią ważną sprawą... może tak: Tutaj, w obliczu pełnego księżyca, Epony i całego Stada pragnę ogłosić Rosę i Alice klaczami Beta, ponieważ świetnie zastąpiły mnie obie podczas gdy ja była po prostu martwa. - klacz uśmiechnęła się i poprosiła dwa wskazane konie o podejście, nakładając im na głowę diademy, podobne do tego, który ona sama posiada, lecz mniej zdobione i nieco bardziej skromne. Po tej czynności zakończyła przemowę: - Dziękuję za uwagę, możecie się rozejść - powiedziała.

<Ktoś chce wypełnić to zadanie? :)>

Od Alice: Przed Obchodami Pełni Księżyca

- Przecież to wcale do tego nie pasuje! - zapierał się Helios.
- Spierasz się ze mną? - spytałam opryskliwie.
- Nie, oczywiście, że nie - odparł szybko.
- To dobrze - dodałam, po czym ubrałam go w elegancką, czarną szatę. Sama założyłam lekką i zwiewną, satynową suknię. Potem poprosiłam ogiera o dociągnięcie gorsetu.
- Nawet bez gorsetu wyglądasz pięknie - pochwalił mnie. Na to posłałam mu jedynie ciepły uśmiech.
Wyglądałam przez okno, uważnie przyglądając się księżycowi w pełni. Był to jedyny dzień w miesiącu, podczas którego można było ujrzeć księżyc w takiej fazie.
Wyszłam na podest w sali balowej i ogłosiłam reszcie koni o której rozpocznie się uroczystość. Następnie wyszłam z zamku i podążyłam w stronę plaży. Tam podczas przypływu miała odbyć się uroczystość. Nagle od tyłu naskoczył na mnie Helios, przewracając nas na trawę. Wylądowałam pod nim. Wygramoliłam się spod ogiera i ułożyłam obok niego.
- Heliosie? - spytałam.
- Tak? - mruknął.
- Chciałbyś mieć dziecko? - zapytałam odwracając do niego łeb.
- Pewnie. Myślę, że każdy ogier chciałby zostać ojcem - odparł.
- Nie każdy - zaprzeczyłam, po czym wstałam i podeszłam do brzegu klifu. - Rodzice mnie porzucili, bo byłam niechciana. Nigdy nie miałam się urodzić.
Z moich oczu poleciały perliste łzy. Helios podszedł do mnie i musnął ustami w poliko. Przytuliłam się do niego.
- Za kilka dni, a może nawet jutro pójdę do lekarki. Niech powie mi, czy mam się spodziewać dziecka - wydusiłam.

wtorek, 12 listopada 2013

Od Rosy: Dziękuję Epono!

Tego dnia jak zwykle pełniłam obowiązki zmarłej Etain. Zeszłam na chwile do lochów. Nie było w nich nikogo.
''Tylko przez chwile zostawiam to sama, po śmierci Etain wszystko staje na głowie."
Wróciłam zła na górę. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przede mną stała Etain! Pomrugałam i nic, klacz nadal stała.
-Etain! Ty żyjesz! - krzyknęłam i rzuciłam się jej na szyję.
-Już, bo mnie udusisz. -uśmiechnęła się klacz. Streściłam Etain ostatnie dwa tygodnie.
-Już wszystko wiem, Alice mi opowiedziała. - odparła klacz.
-A powiedziała ci o jej spotkaniach z Heliosem? - zadałam kolejne pytanie, a Etain znów potwierdziła gestem. Nie rozumiałam jej reakcji, ale siedziałam cicho.
-Co zrobimy z Fomorianami?
- [...]

<Etain?>

Od Lochlana: Etain

Kolejny dzień, z którym moja chęć do życia zmniejszyła się jeszcze bardziej. Etain, moja miłość nie żyje, a wkrótce ma się odbyć egzekucja moja i Heliosa. Jedyna rzecz, która mnie cieszyła, to to, że ta garstka nowych Fomorian została uwolniona od krwi ojców. Tylko dlaczego takim kosztem!?
Usłyszałem, że ktoś otwiera celę. "Prawdopodobnie to strażnik właśnie przyniósł mi jakieś marne resztki do jedzenia". Jednak się myliłem.
- Lochlanie? - zamurowało mnie. Od razu rozpoznałem jej głos. Nie wiedziałem tylko, czy to naprawdę ona, czy też mi się już powoli miesza w głowie. Postanowiłem się jednak odwrócić.
To była ona. Odziana była w lekką szatę z kapturem. Jej piwne oczy zalśniły. Zauważyłem, że była znacznie chudsza. Zgrabne zwykle nogi przypominały trochę gałązki mogące się w każdej chwili złamać, delikatnie odstające żebra, podkrążone od zmęczenia oczy, blizny po cięciach, gdy podcinała sobie żyły. Prawie dwa tygodnie temu. Jednak moim zdaniem wyglądała wprost cudnie.
- Etain... - wypowiedziałem ledwo słyszalnym głosem. Klacz rzuciła mi się w ramiona.
- Lochlanie, tak bardzo tęskniłam! Bałam się, że coś ci zrobili... - zaczęła mamrotać, całując mnie kolejno w oba poliki, a na końcu nos.
- Najważniejsze jest to, że ty znów żyjesz. Byłem pewny, że cię straciłem - powiedziałem całując ją w czoło.
Postanowiliśmy wyjść z tych okropnych lochów. Jak zauważyłem, Helios także został wypuszczony. Po tym, co opowiedziała mi Etain, miałem dziką ochotę z nim pogadać. Jednak moja ukochana zawsze będzie na pierwszym miejscu.
- Kochanie, co powiesz na spacer? - zaproponowała

<Etain?>

poniedziałek, 11 listopada 2013

Od Alice: Nad wodospadem

Zaparzyłam w kuchni zioła dla Etain. Ich zapach powodował u mnie nudności. Powoli wyszłam z kubkiem naparu i skierowałam się w stronę pokoju Etain. Zauważyłam, że drzwi były otwarte, a pamiętałam jak je zamykałam. Przyśpieszyłam kroku. Jak się spodziewałam, Etain gdzieś wywiało.
Powoli przechadzałam się po świątyni, myśląc, że Etain niedługo wróci. Gdy usłyszałam stukot kopyt, gwałtownie się obróciłam. Jednak zamiast Etain ujrzałam Heliosa.
- Helios! - krzyknęłam.
- Alice! Nic ci nie jest? - spytał.
- Nie, wszystko w porządku - odparłam.
Przytuliliśmy się, po czym Helios zaproponował:
- Może się przejdziemy?
- Czemu nie. Proponuję nad wodospad.
- Twoja wola luba.
Udaliśmy się nad wodospad. Romantyczna aura tamtego miejsca sprzyjała wykonaniu zadania, powierzonego przez Eponę. Nagle Helios podszedł do mnie i zaczął okrywać moją szyję pocałunkami. Jeszcze chwila i wypełnię zadanie od Epony pomyślałam. Nie myliłam się. Jeszcze tej nocy straciłam cnotę z mym ukochanym.
Obudziłam się nad ranem. Chłodny, rześki wiatr wlatywał do mych chrap. O dziwo obok mnie nie było Heliosa. Wstałam, napiłam się wody i udałam się na jego poszukiwania. Znalazłam go w jaskini za wodospadem.
- Co się stało? - spytałam zatroskana.
- Ja wiem, że ty tego nie chciałaś - odparł smutny.
- Wręcz przeciwnie - powiedziałam, po czym złożyłam na jego poliku pocałunek. Zdziwiony Helios trącił mnie łbem.

Od Etain: Znowu żyję

- Jak się czujesz, Etain? - zatroskany głos Alice dopiero po pewnym czasie był dla mnie zrozumiały.
- Dobrze. Tylko trochę boli mnie głowa - powiedziałam
- To zapewne normalne bo zmartwychwstaniu - powiedziała Alice z uśmiechem. Brakowało mi jej. - Ale jeśli chcesz mogę zaparzyć ci ziółka, te które robiła... - Alice urwała. Wiedziałam, że chodziło jej o Brennę. Zrobiło mi się smutno. Pamiętam Brennę jeszcze, jak byłam źrebakiem. Postanowiłam zmienić temat.
- Emmm... Ile czasu mnie nie było? - spytałam. Zapewne góra cztery dni.
- Cóż, prawie dwa tygodnie - powiedziała klacz
- Aż tyle!? To oznacza, że za dwa dni są Obchody! - wygląda na to, że szybko odzyskiwałam siły.
- Na razie o tym nie myśl. W najgorszym wypadku Rosa cię zastąpi - powiedziała Alice i nagle posmutniała.
- O co chodzi? - spytałam. Alice opowiedziała mi całą historię z Heliosem.
- Cóż, chyba klacze z Partholonu mają słabość do Fomorian - powiedziałam żartobliwie. Jej jednak nie było do śmiechu.
- Pójdę zaparzyć ziółka. Będę za piętnaście minut. - powiedziała. Mimo okropnego bólu głowy nie zamierzałam siedzieć bezczynnie. Natychmiast udałam się do Partholońskick lochów. Gdy weszłam powitał mnie paskudny smród, wilgoć i chłód. Za zwyczaj bywały puste, jednak nie tym razem. Jako, że miałam na sobie szarą pelerynę, nikt nie wiedział, że znów żyję. Zeszłam na drugie piętro (w dół) i zatrzymałam się przy celi Heliosa. Ogier nie zaszczycił mnie spojrzeniem. Wyjęłam klucze (miałam zapasowe) po czym otworzyłam celę.
- Jesteś wolny, Heliosie. Alice na ciebie czeka - powiedziałam z uśmiechem. Dopiero wtedy Helios na mnie spojrzał. Ponieważ nie wyglądał na przekonanego, musiałam wciąż nawijać. Zdjęłam tabliczkę:
Stracony w najchłodniejszy dzień zimy po czym zsunęłam kaptur peleryny.
- Dziękuję. Jestem ci wdzięczny, Umiłowana Epony.
- Prooszę cię, tylko nie tak oficjalnie! W końcu wkrótce będziemy jedną rodziną! - poklepałam go po ramieniu
- Co? - spytał
- Och, wiem o tym, że kochacie się z Alice, a ona jest dla mnie jak siostra, więc zapewne wkrótce będziesz... moim szwagrem. A teraz idź do niej. Jest w Świątyni Epony. - po tych słowach ogier odleciał. Ja zostałam. Został mi jeszcze jeden Fomorianin do wypuszczenia. Lochlan.
Trzymano go na trzecim piętrze. Tam były najsurowsze warunki. Był tam tylko Lochlan. Podeszłam do jego celi. Zobaczyłam go. Stał w kącie, tyłem do mnie. Jego skrzydła były złożone na plecach. Bez wahania weszłam do jego celi. On wciąż się nie odwracał.
- Lochlanie? - spytałam. Ogier się wzdrygnął.

<Lochlan? A Alice niech napisze jak zobaczyła że zniknęłam a potem jak przyleciał Helios>



Etain znów wśród nas!

Jak wam obiecywałam, Etain znowu żyje! Zaraz dokończę opko od Alice :)

Od Alice

Po raz kolejny wchodziłam do pokoju Etain i spoglądałam na jej ciało. Smutek napawał mnie za każdym razem, gdy pomyślałam, że gdybym wtedy nie poszła na ten głupi spacer, to nasza przywódczyni nadal by żyła.
Wyjęłam z komody olejki, którymi nacierałam ciało mojej zmarłej przyjaciółki. Namoczyłam kopyto w roztworze i gdy już miałam dotknąć nim Etain, jakieś światło mnie odepchnęło. Upadłam na podłogę, rozlewając olejki.
Alice... Alice...
- Bogini? - spytałam.
Alice, dowiodłaś, że zależy ci na Etain. Twe zadanie możesz wykonać później, teraz zwracam ci Umiłowaną.
Po tych słowach, ze światła wyskoczyła mała iskierka, która trafiła wprost w serce Etain. Chwilę potem światło znikło i usłyszałam oddech.
- Etain! - krzyknęłam.
Przywódczyni otworzyła oczy. Nim przytuliłyśmy się na powitanie, zastanawiała się chwilę, gdzie jest i co się dzieje.
- Jak się czujesz Etain? - spytałam.

<Etain?>

niedziela, 10 listopada 2013

Prośba

Słuchajcie! Mam do was prośbę. Od jakiegoś czasu ciągle wiele z was pisze opowiadania że zostaje zaatakowany przez Fomorianina itepe itepe... Pozwólcie zatem, że wam coś wyjaśnię.
Najpierw trzeba to ze mną skonsultować, aby nie tracić czasu na pisanie takiego opowiadania. Np. Aszlo to ze mną skonsultowała. Po za tym nie ma wielkich szans na to, że się zgodzę.

Z góry dziękuję za wyrozumiałość :)


Pozdrowionka! ~Almette

Od Laury: Fellandon C.D.

- Co teraz zrobimy ? - spytał Falladon
- Nie wiem. Masz jakieś umiejętności zwiadowcze ? - spytałam
Falladon się na mnie popatrzył
- Nie - odpowiedział
- No trudno. Trzeba będzie to załatwić inaczej - powiedziałam i poszłam do przodu.
Wilki zaczęły biec w moją stronę. Ja rzuciłam zaklęcie i odleciały na kilka metrów. Rozbiłam kolejnym zaklęciem ścianę i wróciłyśmy do stada. Gdy tam dotarliśmy okazało się, że Alice zaginęła, a Etain nie żyje.

<Falladon dokończ>

sobota, 9 listopada 2013

Od Alice: Powrót

Od mojego powrotu do Partholonu z gór Trier minęło już około półtora tygodnia. Troskliwie opiekowałam się Etain, wciąż rozmyślając nad moją rozmową z boginią. Twierdziła, że miłość może zwrócić naszej przywódczyni życie.
Siedziałam przy łożu, gdzie leżało ciało Etain. Po chwili wstałam i podeszłam do drzwi na taras. Księżyc był już wysoko na niebie. Do pełni tuż, tuż, a nie ma nikogo, kto odprawił by obrzędy Obchodów Pełni Księżyca.
Nagle na dworze coś mignęło. Szybko wyciągnęłam sztylet. Można powiedzieć, że znów odzyskałam dawny charakter "twardzielki". Wyszłam ostrożnie i rozejrzałam się dookoła. Nie było widać nikogo. Zaczęłam myśleć, że może coś mi się przywidziało i to tylko moja wyobraźnia, kiedy coś z zawrotną prędkością wleciało we mnie i razem wypadliśmy na trawnik. Gdy podniosłam łeb, ujrzałam nie kogo innego, jak Heliosa.
- Jak widzę, twoje powitania nadal są "zabójcze" - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie mogłem się doczekać, kiedy znów cię zobaczę - odparł.
- Ja też tęskniłam - rzekłam, po czym przyjacielsko trąciłam go łbem. W końcu padliśmy sobie w objęcia. Po dokładnym wyściskaniu się przyszedł czas na wyjaśnienia.
- Po co tu przyleciałeś? Przecież wiesz,  że gdy cię tu zobaczą, zostaniesz wtrącony do lochu - martwiłam się.
- Nie jest dobrze. Dzisiaj rano Misa i Marco odwiedzili mnie. Widzieli nas, kiedy się tobą opiekowałem. Oskarżyli mnie o zdradę. Ledwo co im umknąłem. Musiałem do ciebie przylecieć i cię ostrzec. Jeżeli nie znajdą mnie, zaczną szukać ciebie. Zabiją cię - opowiadał z przejęciem.
- Spokojnie. Umiem się bronić. Teraz ty musisz się ukryć. Jeżeli strażnicy cię zobaczą, to ty będziesz miał kłopoty, a nie ja - ostrzegłam go.
Gdy tak rozmawialiśmy, nagle usłyszałam szelest liści. Gdy się odwróciła, zauważyłam Rosę. Ta bez skrupułów wyszła z ukrycia i zawołała straże. Nakazała aresztować Heliosa.
- Helios uciekaj! - krzyczałam.
- Nie zostawię cię! - odpowiedział po czym rzucił się na straże. Jednak nie wygrał walki. Zakuli go w łańcuchy i poprowadzili do lochu.
- Rosa nie! - błagałam.
- Będziesz miała kłopoty moja droga. Zadajesz się z naszym śmiertelnym wrogiem - mówiła z wyrzutem.
- On jest inny! Nie znasz go - zaprzeczałam. Ona jednak nie usłuchała. Po policzkach zaczęły spływać mi łzy i poczułam się winna tego, co się przed chwilą stało.
Wczesnym świtem pobiegłam do lochów, zobaczyć się z moim lubym. Siedział w kącie, a kiedy mnie zobaczył, podszedł do krat.
- Cieszę się, że nic ci nie jest - powiedział łagodnie po czym trącił mnie łbem.
- Ja cię tak nie zostawię. Zobaczysz, wyciągnę cię - zapewniałam go.
Chwilę potem zobaczyłam kartkę wiszącą nad jego celą:
Skazany na stracenie w najmroźniejszy dzień zimy.
Helios uśmiechnął się do mnie i powiedział:
- Choćbym i umarł, to zawsze pozostaniesz w moim sercu.
Rozpłakałam się i pocwałowałam do świątyni by ponownie porozmawiać z Eponą. Wbiegłam rozgniewana przez wrota i krzyknęłam na cały głos:
- A miałaś mi pomóc!
Wtedy zawiał silny podmuch wiatru, a przede mną stanęła Epona, tyle tylko, że we własnej postaci.
Zastanów się, czy to nie ty popełniłaś błąd.
- Gdzie niby?! Miałam go zaprosić do zamku?! Tam też straże by go złapały - przeczyłam.
Co się stało, to się nie odstanie. Teraz pomyśl, jak możesz wykonać powierzone tobie przeze mnie zadanie.
- Przecież on jest w więzieniu. Straże stoją na każdym kroku. Nawet oknem się nie prześlizgnę - mówiłam.
Ja ci pomogę. Uwierz w siebie i pozwól działać boskiej mocy. Na trzy dni przez pełnią księżyca, udaj się pod okno celi twego ukochanego. Wybierz jedną z cegiełek podtrzymujących kraty i delikatnie w nią uderz. Z jednej cegiełki utworzy się ogromna dziura, przez którą uciekniecie nad wodospad. Tam dopełnijcie całego zadania i dajcie zakwitnąć swej miłości, a potem zrodzić jej owoce.
Westchnęłam, gdyż uznałam, że jak zwykle to tylko bujdy, które i tak się nie spełnią. Jak ogromny ogier ma się przecisnąć przez otwór szerokości jednej cegiełki! Zwykłe kłamstwa i tyle. Nadal jednak, jakaś mała część mnie, kazała mi wykonać powierzone mi zadanie.

Od Rosy: Nadzieja

W czasie gdy Alice pielęgnowała ciało Etain, ja pełniłam obowiązki przywódczyni. To było strasznie trudne. Już wiedziałam co czuła Etain, ale ona od dziecka była przygotowywana do tej roli.
Tego dnia miałam strasznie dużo pracy. Zmęczona miałam dość. Wyszłam z zamku i pogalopowałam nad Rzekę Przepowiedni. Zawsze tam chodziłam odpocząć.
Zatrzymałam się niedaleko świątyni Epony. Wpatrywałam się w swoje odbicie w wodzie i myślałam o Etain, o Lochanie i Fomorianach, oraz o tym co będzie dalej. Z oczu popłynęły mi łzy i wpadły do wody. Oślepił mnie dziwny blask. Przede mną pojawiła się bogini Epona. Od razu uklękłam.
- Roso czemu płaczesz? - zapytała bogini.
- Etain nie żyje, a ja sobie nie radzę. Poza tym nie wiem co będzie dalej - odparłam podnosząc głowę.
- Nie wylewaj już łez. Etain niedługo do was wróci - bogini spojrzała mi w oczy i zniknęła.
Bogini przywróciła mi nadzieję, że wkrótce znów zobaczę Etain, i że będzie lepiej. Poszłam powiedzieć o tym Alice. Miałam nadzieję, że słowa bogini spełnią się.

piątek, 8 listopada 2013

Od Alice: Od Rosy C.D.

Po raz pierwszy nie wiedziałam co zrobić. Nasze stado znalazło się bardzo trudnej sytuacji. Po chwili namysłu odpowiedziałam:
- Muszę porozmawiać z Lochlanem.
Rosa wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Oszalałaś?! To przez niego Etain nie żyje! - krzyknęła.
- To jedyny sposób na poznanie całej sytuacji. Gdy Fomorianie porwali mnie i przetrzymywali w swych lochach, nie miałam nawet najmniejszego kontaktu ze światem zewnętrznym! - rzuciłam opryskliwie.
Dokładnie, nie wspomniałam Rosie nawet słowem o Heliosie. Doskonale wiedziałam, że spotkałby go identyczny los, jak jego przyjaciół.
Rosa westchnęła i poprowadziła mnie do warowni. Gdy schodziliśmy kamiennymi schodami, uderzył na mnie podmuch chłodu i wilgoci. Wszędzie czuć było stęchliznę.
- To tutaj - powiedziała, wskazując łbem celę Lochlana.
Podeszłam bliżej i bez zahamowań kopnęłam w metalowe pręty. Po całym korytarzu poniosło się głośne skrzypienie. Śpiący więzień natychmiast wstał. Strażnicy otworzyli mi drzwi, a ja weszłam do środka. Bez skrupułów uderzyłam Lochlana w pysk.
- Jak ci nie wstyd! Na początku rozkochałeś w sobie Etain, a potem bezszczelnie... Ty! - krzyknęłam po czym zasadziłam mu porządnego kopniaka w pierś. Lochlan przewrócił się.
- No! Co masz mi do powiedzenia?! SŁUCHAM! - wrzeszczałam. Ogier milczał.
- Dobrze. Skoro nie masz ochoty ze mną rozmawiać, jesteś mi niepotrzebny - rzekłam, tym razem o wiele spokojniej. Następnie zwróciłam się do strażników:
- Nakażcie heroldowi ogłosić, że w najmroźniejszy dzień zimy, ten oto osobnik zostanie ścięty.
- NIE! - nagle odezwał się skazaniec.
- No proszę i kto to mówi. Wyjaśnisz mi wreszcie o co chodzi czy nie? - spytałam zniecierpliwiona.
- No... dobrze - odparł.
Lochlan opowiedział mi wszystko. Włącznie z tym co działo się podczas Samhain. Tym razem całkowicie inaczej patrzałam na zaistniałą sytuację.
Od mojej rozmowy z Lochlanem minęły już dwa dni. Od tamtej pory władzę przejęła Rosa, aby w naszym stadzie nie zapanował chaos. Ja troskliwie opiekowałam się ciałem zmarłej Etain. Pielęgnowałam je i utrzymywałam w najlepszym stanie.
Pod wieczór udałam się do świątyni. Na szczęście byłam tam sama. Uklęknęłam przed ołtarzem i poprosiłam Eponę o pomoc. Nagle tuż przede mną pojawiło się białe światło. Zrozumiałam, że to bogini objawiła mi się w tej postaci. Chwilę potem rzekła.
Para jest pączkiem, miłość kwiatem, a potomek owocem tejże miłości.
- O nie Epono, chyba nie chodzi ci o mnie i Hel... - nim zdążyłam powiedzieć, bogini potwierdziła. Wtedy ze światła powstała postać konia.
Alice, musisz wreszcie zrozumieć, że miłość to najpotężniejsza moc na świecie. Nic nie jest w stanie jej pokonać. Helios cię kocha, a ty jego. Czyż nie brakuje ci Umiłowanej?
- Brakuje Epono, ale nic nie przywróci jej życia - posmutniałam.
Zawsze są dwa wyjścia. Trzeba je tylko dostrzec.
- Chodzi ci, że mam postarać się z Heliosem o źrebaka? - spytałam. Bogini kiwnęła głową.
- Ale ja nie wiem czy jestem na to gotowa - odparłam.
Alice, musisz znaleźć w sobie odwagę. Uwierz w moc uczucia, którym darzy cię Helios. Wyznał, że jest ono szczere. Jeżeli odwzajemniasz jego miłość, pozwól mu na zrobienie kolejnego kroku.
Po tych słowach bogini rozpłynęła się, a w świątyni znów zapanował mrok i głucha cisza.

Od Rosy: Nie wierzę! C.D.

Zmęczona tym wszystkim poszłam nad rzekę. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nad brzegiem rzeki cwałowała Alice. Od razu podbiegłam o niej.
- Alice! Ty żyjesz - krzyknęłam.
- Rosa! Tak długo cię nie widziałam - odpowiedziała zapłakana.
- Alice! Co się z tobą działo - wypytywałam.
- Na wszystkie pytania odpowiem później. Teraz muszę iść porozmawiać z Etain - rzekła.
- Ale Alice... Etain... ona nie żyje - wydusiłam. Widziałam, że robi jej się słabo. Klacz osunęła się na ziemię.
- Alice! Alice dobrze się czujesz? - próbowałam ją ocucić.
Udało mi się to dopiero po godzinie.
- Nic ci nie jest ? - zapytałam gdy klacz odzyskała przytomność.
- Wszystko dobrze, tylko nie mogę uwieżyć, że Etain nie żyje - odparła wstając. Wyjaśniłam jej co się stało.
- Alice ja sama nie mogłam w to uwierzyć - zakończyłam. - A właściwie gdzie byłaś? Wszyscy myśleli, że nie żyjesz!
Wtedy Alice opowiedziała mi wszystko od początku.
- Co teraz zrobimy? - zapytałam po chwili ciszy.

<Alice?>

czwartek, 7 listopada 2013

OD Fellandona: Od Laury C.D.

Laura czuła się nieswojo. Taniec szedł jej doskonale, ale minę miała taką, jak by miała zwymiotować. Gdy muzyka ucichła, taniec się skończył. Odeszliśmy na bok.
-,,Felladon!"-usłyszałem ciche wołanie od strony lasu. Obróciłem się. Nikogo tam nie było.
-,,Felladon!"-odezwał się ponownie głos. To nie mogło być złudzenie. Nie oszalałem, a słyszę głosy. Laura coś do mnie mówiła, ale ja byłem w transie. Słuchałem głosu, który mnie wołał. Odważyłem się i postawiłem kopyto w przód. Zacząłem iść za głosem. Powolny stęp zmienił się w kłus, a ten w galop. Laura biegła za mną. Przebiegliśmy Góry Trier i biegliśmy dalej na północ. Głos nadal wołał. Szliśmy wąwozem. Nagle usłyszeliśmy wycie. Myślałem, że ogłuchnę. Zbudziłem się z transu. Słyszałem wszystko głośno i wyraźnie. Słyszałem wycie, echo i Laurę.
-Felladon biegnij!!!- krzyknęła klacz. Biegłem ile sił w kopytach. Nagle przed nami pojawiła się kamienna ściana. Odwróciliśmy się, a tam cała wataha wilków.

<Laura? Czy wrócimy na Samhain?>


I znowu wracamy do Samhain xD.. i znowu zakładamy że wtedy Etain jeszcze żyła xD

Od Al-Kapfy: Urodziny

Spacerowałam po łące. Moje stare kości doprowadzały mnie już do szału. Pojadłam trochę trawę. Potem poszłam nad jezioro. Nagle zobaczyłam na drugim brzegu, pół stada. Może nawet i całe. Przepłynęłam na drugą stronę jeziora. Ale mnie to zmęczyło! Gdy już byłam na brzegu wszyscy powitali mnie okrzykiem:
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
Nie spodziewałam się tego. Od śmierci męża nie obchodziłam urodzin. Był tort marchewkowy i prezenty, ale najbardziej cieszyło mnie to, że ktoś wiedział kiedy mam urodziny.
-Dziękuję Wam!- rzekłam- Ale skąd wiedzieliście, że mam urodziny?
-Felladon nam powiedział.- odezwała się Gamma.
Spojrzałam w jego stronę. Zarumienił się.
-Dziękuję Ci złotko!- powiedziałam i przytuliłam go.
-Proszę Al-Kapfa nie mów tak do mnie. Jestem już duży.- mówił mi cicho pod nosem.
Impreza się zaczęła. Konie tańczyły i składały mi życzenia. Przyszła pora na tort. Pomyślałam życzenie.
,,Chciała bym mieć róg, jak jednorożce, o których słyszałam"
I zdmuchnęłam 9 świeczek. Zjedliśmy tort. Przyszła pora na prezenty. Było ich wiele. Każdy mi coś dał. Sama nie wiedziałam, który prezent otworzyć.
-A może jutro je otworzę?- powiedziałam na głos.
Kilka koni przytaknęło. Impreza trwała do wieczora. Wtedy wszyscy się rozeszli.

<Powiedzmy, że to było zanim Etain umarła itp. :P>

Urodziny

3 listopada Al-Kapfa miała urodziny! Niestety, z powodu braku czasu nie ogłosiłam tego, ale dziś miałam czas więc... wyjątkowo dzisiaj będą obchodzone!

Sto lat, sto lat,
Niech żyje, żyje nam!
Sto lat, sto lat,
Niech żyje, żyje nam!
Jeszcze raz, Jeszcze raz,
Niech, żyje, żyje nam...
Niech żyje, żyje nam!
A kto...?
Al-Kapfa!!!

Czekam na opko o urodzinkach :D

Serek <3

Od Alice: Zauroczona w wrogu cz.2

Ostatnimi siłami kopnęłam klacz w szczękę. Napastniczka jęknęła przeciągle. Chwilę potem doszła do siebie. Gdy miała się już na mnie rzucić, wleciał w nią czarny ogier. Pamiętam jak zaciekle walczyli, potem straciłam przytomność...
Obudziłam się na puchowym łożu w ogromnej jaskini. Obok stał mój wybawca. Dopiero teraz zorientowałam się, że to jeden z przyjaciół Lochana.
- Jak się czujesz? - spytał.
- W miarę dobrze. Dziękuję za ratunek - odpowiedziałam.
- To tylko mała przysługa. Może masz ochotę na coś do jedzenia - zaproponował.
- Z chęcią - odrzekłam.
Z trudem zeszłam z łóżka. Zauważyłam, że moja noga jest zabandażowana. Spojrzałam się w stronę pegaza i powiedziałam:
- Dziękuję.
- Nic wielkiego. Tak przy okazji jestem Helios.
- Alice, miło mi.
Razem z Heliosem zjedliśmy śniadanie. Potem oprowadził mnie po okolicach jaskini, a w końcu poszliśmy nad kwiecistą łąkę.
- Tak tu pięknie. I pomyśleć, że to w tych znienawidzonych przeze mnie górach - stwierdziłam zachwycając się. Nagle próbując podejść bliżej rzeczki płynącej w poprzek łąki, potknęłam się i wpadłam wprost w ramiona Heliosa. Zarumieniłam się, on również. Szybko wstałam.
- Po raz kolejny mnie ratujesz - uśmiechnęłam się.
- Ech... to nic - odpowiedział niepewnie.
Potem razem wybraliśmy się nad górskie jezioro. Tamte tereny były mi zupełnie obce. Spędziliśmy wieczór na rozmowach. O dziwo Helios bez skrupułów przyznał się, że jest w połowie Fomorianinem. Opowiedział mi o sobie, a ja opowiedziałam mu swoją historię.
Przez kilka dni przebywałam z Heliosem w górach. Między nami zrodziła się przyjaźń, a może nawet coś więcej.
Pewnego razu wybraliśmy się nad kanion.
- Ścigamy się? Do tamtego głazu - spytałam.
Rana na mojej łopatce o dziwo szybko się zabliźniła. Zapewne to dzięki naszej bogini, która prawie od mojego przybycia do Partholonu czuwała nad moją osobą.
- Pewnie, czemu nie. I tak nie masz szans - zaśmiał się.
- To się okaże - odrzekłam, po czym ruszyliśmy cwałem.
Chęć zwycięstwa była ode mnie silniejsza. Pomimo lekkiego szczypania w ranie, biegłam coraz szybciej. Przy końcu wygrałam bieg o kilka metrów.
- I kto teraz się śmieje? - zadrwiłam.
- Po prostu miałaś szczęście - odpowiedział.
Potem chwilę bawiliśmy się, przewracaliśmy i skakaliśmy. Pod wieczór Helios zabrał mnie nad tajemnicze jeziorko. Księżyc przebijał się przez gałęzie wiśni, na których kwitły bajeczne kwiaty.
- To wyjątkowe miejsce. To tu matka zabrała mnie gdy miałem kilka dni. Potem zmarła - na to wspomnienie opuścił głowę.
- Heliosie, ważne jest teraz to, że żyjesz i wypełniasz prośbę swej matki. Chciała, żebyś żył i był szczęśliwy - pocieszyłam go, po czym przytuliłam mocno. Potem weszliśmy razem do jeziorka. Nagle Helios podszedł do mnie i trochę zmieszany powiedział:
- Alice... od kiedy cię zobaczyłem... ja...
Nasze głowy się zbliżyły. Popatrzyłam mu prosto w oczy, po czym pocałował mnie.
- Alice ja cię kocham - dokończył.
Przytuliłam go mocno. Moje serce zaczęło bić mocniej. Wtedy przypomniałam sobie słowa bogini Epony:
Miłość jest w stanie pokonać wszystko. Nie ukrywaj swoich uczuć pod maską dzielnej klaczy.
Dopiero teraz całkowicie zrozumiałam ich sens. Moje uczucie do Heliosa, jest w stanie pokonać fakt iż jest on Fomorianinem. Etain mówiła, że powinnam się dać ponieść miłości. W sumie właśnie to robię. Helios trzymał mnie w objęciach i całował po szyi. Szeptał mi do ucha czułe słówka. Raz po raz mówił Kocham cię Alice i Zrobiłbym dla ciebie wszystko. Gotów jestem nawet oddać za ciebie życie. Po chwili zrozumiałam, że to jest zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Wyrwałam się z jego ramion i uciekłam. Biegłam co sił przed siebie. Dotarłam aż na skraj lasu, nad urwisko. Usiadłam i rozpłakałam się. Jak mogłam być taka głupia?! Opętał mnie a ja mu na to pozwoliłam. Nagle zza drzew wyszedł Helios.
- Alice? Coś się stało? - spytał zatroskany.
- Ja już nie wiem co mam robić. Nie wiem kim jestem Heliosie! - powiedziałam wtulając swój łeb w jego pierś.
- Przepraszam cię. Nie powinienem w taki sposób ci tego wyznać... Mogłem pomyśleć, że to dla ciebie za wcześnie - odpowiedział zmieszany.
Tamtą noc spędziłam w jego ramionach. Rozmyślałam nad tym, czy rzeczywiście Helios wyznał mi szczere uczucie, czy to tylko część planu, którego końcowym punktem jest zabicie mnie.
Kolejny dzień przyniósł nową szansę. Po zjedzeniu śniadania, poszłam szukać Heliosa. Znalazłam go na łące. Zaraz po tym gdy mnie ujrzał, przyleciał do mnie radosny jak skowronek.
- Jak samopoczucie mojej ukochanej - spytał.
- To, że wczoraj się całowaliśmy, nie znaczy, że możesz nazywać mnie swoją ukochaną - rzuciłam opryskliwie, po czym pokłusowałam dalej.
- Ej! Co się znowu stało? Spędziłaś noc w moich objęciach, a teraz znów zaprzeczasz, że odwzajemniasz moje uczucie - wypominał mi. Przystanęłam.
- Wracam do Partholonu - wyrzuciłam z trudem.
- Co?! Ale dlaczego teraz?! Ja myślałem, że ci na mnie zależy - zasmucił się.
- Przykro mi, ale tam na pewno się o mnie martwią. Myślą pewnie, że nie żyję, zabita przez tamtą klacz - odpowiedziałam.
- Tego chcesz - spytał. Podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
- Muszę. To mój obowiązek. Etain mi zaufała. Nie mogę jej teraz tak zostawić - odrzekłam.
- Wiedz, że moje uczucie do ciebie zawsze było i będzie szczere - powiedział i mocno mnie przytulił.
Z trudem odwróciłam się i pogalopowałam. Po moich polikach zaczęły spływać łzy.
Gdy dobiegałam do lasu w Partholonie, zatrzymałam się i mimowolnie odwróciłam. Na widok wysokich gór, znów gorzko zapłakałam. Poczułam jak drży mi serce. Zrozumiałam wtedy, że go kocham. Poczułam żal na myśl, że tak go potraktowałam. Musiałam jednak wracać.
Gdy cwałowałam brzegiem rzeki, z naprzeciwka nadchodziła Rosa.
- Alice! Ty żyjesz - krzyknęła.
- Rosa! Tak długo cię nie widziałam - odpowiedziałam zapłakana.
- Alice! Co się z tobą działo - wypytywała.
- Na wszystkie pytania odpowiem później. Teraz muszę iść porozmawiać z Etain - rzekłam.
- Ale Alice... Etain... ona nie żyje - wydusiła.
Poczułam jak uginają mi się nogi. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Chwilę potem straciłam przytomność.

100 postów!!!

W końcu przekroczyliśmy to 100 postów!!! Z tej oto okazji zmieniłam wygląd bloga, wygląda teraz profesjonalniej i estetyczniej <3 Szablon zrobiłam sama (pracowałam nad tym tydzień), ale było warto. To jest właśnie ten specjal :D

+ Każdy koń może sobie wybrać 1 przedmiot. Proszę pisać na PW lub w komenarzach <3


Serek

Od Rosy: Nie wierzę!

Po tym co zobaczyłam w lesie wróciłam do zamku. Chciałam odpocząć. Niestety, dopiero co zdążyłam usiąść, do pokoju wpadła Gemma. Zdyszana nie mogła wydusić z siebie słowa.
-Spokojnie! Co się stało? - Powiedziałam wstając. Miałam przeczucie,że wydarzyło się coś ważnego.
-Etain! Alice! To straszne! - krzyczała z nieładem.
-Gemma, uspokój się! - krzyknęłam. Klacz się uspokoiła.
-Alice została zabita! Etain nie żyje. Złożyła się w ofierze bogini Eponie, żeby wyzwolić lud Lochlana.
Zrozumiałam z tego tylko początek.Nie mogłam uwierzyć.
-Nie! To nie możliwe!!! - krzyczałam. Wybiegłam z zamku. Etain i Alice były moimi najbliższymi przyjaciółkami. Nie chciałam bez nich żyć. Galopowałam przez las, bagna i resztę terytorium stada. Płakałam i biegłam. Na niebie rozszalała się burza. Spadł ulewny deszcz. Nie interesowało mnie nic co się działo w koło. Ciskałam piorunami gdzie popadnie. Byłam wściekła na Lochlana i jego lud i na Alice i Etain że odeszły, ale najbardziej byłam wściekła na bogini Epone, że pozwoliła im zginąć przez taki lud jak Fomorianie. Dotarłam do świątyni Epony. Stanęłam przed jej ołtarzem.
-O Epono, wszechmocna bogini! Dlaczego pozwoliłaś im zginąć?! Dlaczego?!! - krzyczałam - Najważniejsze osoby na których mi zależało, jedyne przyjaciółki!?
Złość w końcu minęła. Pojawił się żal i rozpacz. Łzy same mi ciekły z oczu. Oddała bym wszystko, byle by Alice i Etain żyły. Byłam bez silna.

C.D.N.

Zaginięcie Alice, "śmierć'' Etain

Uwaga! Informuję, że Alice zaginęła, a  Etain nie żyje (ale nie martwcie się, nie na długo), zatem proszę nie pisać opowiadań z ich udziałem!

Od Marsa

Słoneczny gorący dzień. Nie było ani jednego krzaczka do ukrycia się, a tym bardziej cienia. Jedynym chałasem było moje sapanie i latające sępy które czekały na jakąś padlinę. W końcu zobaczyłem las. Napiłem się z bliskiego strumyka. Piłem ile sił. Potem położyłem się w cieniu drzew i winorośli. Było słychac śpiew ptaków i odgłosy zwierząt. Zacząłem się nudzic, więc poszedłem pooglądac miejsce w którym jestem. Spotkałem pewną klaczkę. Była piękna o niespotykanej maści. Przedstawiłęm się. Opowiedziała mi o stadzie które prowadzi. Brzmiało to bardzo zachęcająco. Zgodziłą się na moją proźbę. Zwiedzałęm tereny z wielką przyjemnością z moim niezastapionym towarzyszem.
- Pięknie tu co ? - spytałem Picalla
- Jacha ! Pięknie - powiedział co chwila patrząc na przelatujące ptaki.

<To opko było nie na temat, ale niech będzie :) Załóżmy, że to było przed Samhain >

Od Etain: "Tylko krew umierającej bogini [..]''

O, Epono, co ja narobiłam!? Właśnie straciłam cnotę z odwiecznym wrogiem Partholonu! Co na to powie moja matka!? Nie miałam siły teraz o tym myśleć. Spojrzałam na Lochlana. Patrzył mi teraz głęboko w oczy. No dobrze, byłam lekko pijana, ale oddałam mu się z własnej woli. Uświadomiłam sobie, że go kocham. Uśmiechnęłam się. Powiem mu o tym jeszcze dziś. Nic nie pokrzyżuje nam szyków. Nagle podbiegła do nas Gemma.
- Etain, wydarzyło się coś okropnego! - Gemma zaczęła płakać
- Co?? O czym mówisz!
- To straszne!
- Powiedz mi, o co chodzi!
- Zabili Brennę! Ona nie żyje! Rosa znalazła ją z poderżniętym gardłem! - to był dla mnie nóż w plecy. Zupełnie straciłam pewność siebie. Nie zbiło mnie to jednak z tropu. Musiałam być silna.
- Kto ją zabił? No powiedz do cholery! - z nerwów straciłam panowanie
- Widziano czarną klacz, to zapewne ona - powiedziała Gemma, po czym na dobre się rozszlochała. Nagle podbiegł do nas Harry.
- Alice nie ma! Ją chyba też dopadli! - powiedział
- Co!? Nie! Tylko nie ona!
- Przykro mi Etain, raczej nie ma już dla niej ratunku -powiedział Harry smutnym tonem - teraz byłam bardziej wściekła niż zrozpaczona.
- Kto!? Kto to zrobił!? - darłam się na cały Partholon
- Prawdopodobnie... Fomorianie - serce mi stanęło. Odwróciłam się na pięcie. Spojrzałam na Lochlana, do oczu napłynęły łzy. Bez skrupułów dałam mu w twarz.
- Jak mogłeś!!!??? Jak mogłeś mi to zrobić!!!??? - wrzasnęłam
- Etain, to nie tak! - chciał do mnie podejść
- Nie dotykaj mnie! Straże! Zakuć go! - krzyknęłam na strażników mojej matki, którzy zakuli Lochlana w łańcuchy.
- Etain, wiem jak to wygląda! To Misa zdradziła, ja jestem niewinny! Tylko krew umierającej bogini może powstrzymać szaleństwo krwi mojego ojca...-  Gdy usłyszałam te słowa, zaniemówiłam. Dałam znak strażnikom, aby jeszcze go nie zabierali.
- Nowi Fomorianie wybrali mnie na swojego przywódce. To było przed śmiercią mojej matki. Gdy była na łożu śmierci obiecałem spełnić przepowiednię. Jak tylko cię poznałem, od razu się w tobie zakochałem. Nie byłem w stanie tego zrobić. Powiedziałem Misie, Marco i Heliosowi, że załatwię to do Samhain. Termin minął więc Misa zapewne się mści. Zapewne ukrywa się gdzieś wraz z Marco. Co do miejsca pobytu Heliosa nic nie wiem. Etain, musisz mi uwierzyć - nagle na miejscu pojawiła się moja matka, a za nią prawie cały lud Partholonu.
- Tylko krew umierającej bogini może powstrzymać szaleństwo krwi twojego ojca... - powtórzyłam. Wiedziałam już, co muszę zrobić. Wyjęłam sztylet, który dostałam od bogini. Nikt nie wiedział, co chcę zrobić. Domyślili się dopiero teraz...
- Nie! Etain nie rób tego! - Lochlan rzucał się, lecz łańcuch był zbyt krótki, aby mógł do mnie podejść. Wykonałam kilka cięć. Wszystkie zaczęły piec, z ran sączyła się krew, która powoli spływała w dół, w dół...
- Epono! Składam siebie w ofierze, abyś uwolniła Lochlana i jego ludzi od szaleństwa z krwi ich ojców, niechaj spełni się przepowiednia Morrigan! - po tych słowach padłam na kolana. Słyszałam szlochy innych, krzyki Lochlana.
- Uspokój się Lochlanie! Nie ma już dla niej ratunku, nie pozwól, by to poświęcenie poszło na marnę! Napij się jej krwi! - szlochała moja matka. Czułam jak Lochlan pije moją krew.
- Kocham cię - powiedziałam. To był sposób, w jaki chciałam umrzeć. Wydałam ostatnie tchnienie...

<Nie martwcie się, Etain i Alice będą żyć :P>

środa, 6 listopada 2013

Informejszyn 2

Słuchajcie! Wielu mnie pyta, czemu nie wstawiłam ich opowiadań. Otóż dlatego, że chcę, aby wydarzenia szły tak, jak w książce, albo chociaż podobnie (już i tak dużo zmieniliśmy :P).


UWAGA! To jest już dziewięćdziesiąty szósty post, jeszcze 4 i dobijemy do setki moi drodzy w ciągu tych 19 dni! Tak więc krótka wiadomość do naszej kochanej modki - Aszlo:
Jeśli chcesz opublikować posta, a będzie to post setny, nie publikuj NIC, albowiem ...
Tym setnym postem będzie szpeszial lub też raczej szpeszjale :3 To MUSI być setny post.
A co to za special? Dowiecie się wkrótce... buahahahahhahahahahaa!!!!!!


Serek <3

Od Lochlana: Samhain i Noc z Etain

Samhain zapowiadało się ciekawie. Po zakończeniu wszystkich obrzędów można było rozpocząć zabawę. Wypiliśmy z Etain po drinku. Potem był kolejny i kolejny. W końcu spytałem ją:
- Masz ochotę potańczyć? - spytałem szeptem
- No pewnie - powiedziała Etain lekko bełkocząc. Wypiła znacznie więcej drinków niż ja. Tańczyliśmy dość krótko. Szybko poszliśmy w jakieś odosobnione miejsce. Tam zaczęliśmy się całować.
- Etain... - powiedziałem zachrypnięty. Nie do końca wiedziałem, czy chcę, by tak wyglądał nasz pierwszy raz, nie wiedziałem, czy po prostu zachowuje się tak z powodu alkoholu, czy też jej uczucia są szczere. No ale cóż... raz się żyje, więc czemu miałbym nie wykorzystać takiej okazji, która mogłaby się więcej nie powtórzyć?
- Czy napewno tego chcesz? - spytałem
- Tak, chcę! - klacz niemal krzyknęła
 Po serii namiętnych pocałunków przeszliśmy do rzeczy.
- Loochlaaaniee - wychrypiała Etain - Kochamm... - zatkałem jej usta pocałunkiem. Wiedziałem że chce powiedzieć te dwa, piękne słowa, dziewięć liter, które sprawiłyby, że całkowicie bym jej uległ. A przecież zbliża się termin, do którego miałem ją złożyć w ofierze...

Po zakończeniu ekhmmm... tego, ubraliśmy się. Spojrzeliśmy na siebie.

<Etain?>

Komentarz ode mnie do Soni: Uśmiałam się jak wstawiałam to opko. Chociaż w sumie nie wiem, czy powinnaś opisać to dokładniej czy nie (chodzi mi o "bzyk bzyk" xD) Ale rozśmieszył mnie sposób w jaki uniknęłaś opisywania tego XD
No i: "Przeszliśmy do rzeczy" mnie rozwaliło, no ale opko spoczi xD

Od Laury: Falladon

Samhain było udane. Ja jednak stałam z boku. Nie lubię rzucać się w oczy. To już chyba każdy wie. Nagle spostrzegłam, że w moją stronę idzie jakiś ogier. Gdy podszedł bliżej spostrzegłam, że to Falladon.
- Witaj - przywitał się
- Witaj - również się przywitałam
- Czemu stoisz tu sama? - spytał.
- Chyba wiesz, że lubię być sama?
- Tak. Ale to Samhain. Możesz odpuścić - zaśmiał się.
- No nie wiem - odpowiedziałam.
- Czy zechciałabyś ze mną zatańczyć?
- Ja? - spytałam zdziwiona.
- Tak. Nikt inny tu nie stoi - odparł z uśmiechem.
- No nie wiem.
- Proszę - nalegał.
- No dobrze - odpowiedziałam rumieniąc się.
Falladon chwycił mnie i wyszliśmy na środek. Czułam na sobie wzrok wszystkich. Po raz pierwszy nie miałam na sobie płaszcza, ponieważ na taką okazję jednak nie wypada się tak ubrać. Zaczęła grać muzyka.


<Falladon?>

Przeprosiny and.. Go! Go!

Wybaczcie, że wczoraj nic się nie pojawiło, ale miałam mnóóóósttttwoo nauki. Dzisiaj postaram się wszystko uzupełnić


Serek <3

poniedziałek, 4 listopada 2013

Od Alice: Zauroczona w wrogu cz.1

Impreza trwała w najlepsze. Z nowym wyglądem przyciągałam ogiery, ale żaden z nich mi nie odpowiadał. Nie miałam ochoty tańczyć, więc nim wybrałam się na Samhain, wzięłam z zamkowej biblioteki książkę. Pochłonięta czytaniem, nie zauważyłam wychodzącej na spacer Rosy. Gdy znudziło mi się przerzucanie kartek, także postanowiłam się przejść. Szłam wzdłuż rzeki, potem przeszłam przez mostek i udałam się nad jezioro.
Nagle do moich uszu doszedł odgłos powietrza młóconego kopytami i szelest skrzydeł. Chwilę potem tuż przede mną pojawiła się skrzydlata, czarna klacz. Przeszyła mnie lodowatym wzrokiem i rzuciła się w moją stronę. Zdążyłam wykonać unik i rzuciłam się do ucieczki. Biegłam najszybciej jak mogłam. W płucach zaczynało mi brakować tchu.
Zaczęłam zwalniać. Klacz nadal leciała za mną. Dopiero teraz ujrzałam sztylet, który miała wycelowany w moją stronę. Wtedy poczułam przeszywający ból w łopatce. Sztylet przebił ją na wylot. Wycieńczona potknęłam się i upadłam. Klacz podeszła do mnie, a na jej pysku pojawił się złośliwy uśmiech. Czy to mój koniec?

C.D.N.

Od Rosy: Szczęście i strach

Gdy dostałam od Bogini Epony róg byłam prze szczęśliwa. W trakcie ceremonii usłyszałam dziwne dźwięki dochodzące z lasu. Poszłam to sprawdzić. W lesie było ciemno i mroczno. Mimo tego, że jestem odważna po plecach przeszły mi zimne ciarki.
Przeszłam jeszcze kawałek. Nagle z krzaków oddalonych o kilkanaście metrów ode mnie wyleciała czarna klacz pegaza. Odskoczyłam w bok. Nieznajoma najwyraźniej mnie nie zauważyła i odleciała. Byłam lekko zdziwiona i przerażona.
Podeszłam do zarośli z których wyleciała klacz. To co tam zobaczyłam było straszne.
W krzakach leżała martwa Brenna. Miała poderżnięte gardło. To był okropny widok. Odwróciłam głowę. Pobiegłam prosto przed siebie. Byłam kłębkiem nerwów. Roztrzęsiona próbowałam się uspokoić i wziąść w garść.
Po kilku minutach serce przestało bić jak szalone, a oddech ustabilizował się. Nadal nie mogłam uwierzyć co się stało.
W pewnej chwili zobaczyłam w oddali Harrego i Gemmę. Byłam szczęśliwa, że przyszli. Od razu podbiegłam do nich.
Rodzeństwo było zdziwione moim zachowaniem.
- Uspokój się. Co się stało? - spytał Harry. Wyjaśniłam im wtedy całe zajście i to co zobaczyłam.
- Musimy powiadomić o tym resztę - oznajmiła Gemma.
- Masz rację - przyznałam nadal niespokojna.

<Harry, Gemma dokończycie?>



Rosa jest teraz jednorożcem!

Rosa jest teraz jednorożcem! Z niecierpliwością czekamy na zdjęcie!

Alice zmienia wygląd!

Alice używa Perły z Morza Powołania, zatem powitajmy jej nowy, piękny wygląd!



niedziela, 3 listopada 2013

Od Alice: Przemiana

Gdy Epona podarowała mi perłę, byłam w siódmym niebie. Nareszcie mogłam mieć wymarzony wygląd. Wzięłam perłę i rzekłam:
Perło, perełko najukochańsza... Daj mi wygląd moich marzeń
Perła pękła a z jej środka wyleciało światło, które mnie otoczyło. Oczy wszystkich imprezowiczów zwrócone były w moją stronę. Chwilę później byłam zupełnie kimś innym. Smukłe ciało i pysk, gęsty ogon i grzywa. Moje szaty nabrały odcienia ciemnej śliwki. Być może bogini zasugerowała mi, jaki odcień kolorystyczny najlepiej do mnie pasuje.



Wszyscy zaczęli bić mi brawo i wiwatować. Gdzieniegdzie usłyszałam nawet komplementy i pochwały. Za każdym razem rumieniłam się i dziękowałam.


C.D.N.

Samhain

Była godzina dwudziesta. Na rozległej polanie zebrało się tysiące koni z Partholonu. Cała Świątynia Muz (Muzy oraz Ucznnice), Warownia (Wojownicy i Uczniowie), Całe Stado Ufasach, w tym rodzice Etain. Wszyscy stali już na polanie oczekując Etain, która właśnie szykowała się do wyjścia na podest. Ubrana była w koronkową, czerwoną pelerynę, zaś jej głowę zdobił diamentowy Diadem. W końcu wyszła na środek i rozpoczęła swoją przemowę:
- Szanowny Ludzie Partholonu! Witam was serdecznie na moich pierwszych obchodach święta Samhain! - po wypowiedzeniu pierwszego zdania tłum zaczął wiwatować, lecz zaraz potem ucichł, aby Wybranka Epony mogła kontynuować.
- Jak widzicie, wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Sama nie dałabym rady, pomogły mi Rosa i Alice, czym zasłużyły sobie na dużą pochwałę od Epony. Na Samhain ognisko powinno być zgaszone, nasze się pali. Pomódlmy się zatem do Epony! Niechaj się tu zjawi, zgasi ogień i odstraszy złe duchy! - następnie zaczęły się modły. Po chwili jednak wydarzyło się coś niezwykłego. Po niebie przeleciały dwa białe ptaki, następnie pojawił się oślepiający blask. Zauważalny był zarys postaci. To była Epona:


Po chwili słyszalny był pełen magii głos bogini:
- Witajcie, moje dzieci! - wykrzyknęła Epona, na co tłum odpowiedział głośnymi wiwatami i oklaskami. Epona dała im znak, aby pozwolono jej dokończyć - Jestem z ciebie dumna, Umiłowana, świetnie dałaś sobie radę w nowej roli. Wykazałaś się, udowodniłaś, że równasz się poprzednim moim wybrankom, których krew płynie w twych żyłach. W nagrodę otrzymujesz ten magiczny sztylet, który uchroni cię przed niebezpieczeństwem - Epona wręczyła Etain sztylet:


Etain wyglądała na zmieszaną. Czy Epona dając mi ten sztylet ostrzegła mnie przed niebezpieczeństwem? Czy to spełnienie snu Rosy? 
Epona jednak nie dała odpowiedzi, lecz spojrzała na Rosę.
- Z ciebie także jestem dumna, moje dziecko. Gdyby nie ty, Umiłowana nie poradziłaby sobie. W nagrodę spełnię twe życzenie - Epona wyszeptała coś niezrozumiale. Rosa zaczęła mienić się złocistym blaskiem. Na jej głowie wyrósł... róg. Oniemiała z zachwytu Rosa nie wiedziała co powiedzieć.
- Dziękuję, dziękuję ci bogini! - Epona nie odpowiedziała nic, tylko uśmiechnęła się serdecznie do Rosy i przeszła do Alice.
- Córko, w nagrodę za wsparcie oraz przyjaźń, jaką obdarzyłaś moją wybrankę otrzymujesz nagrodę - w stronę Alice podleciała mała, biała Perełka. - Sama zadecydujesz, kiedy jej użyjesz - Epona przeniosła wzrok na pozostałych poddanych. Uśmiechnęła się serdecznie do Pentesilei i Midhira, po czym jednym ruchem kopyta ugasiła ognisko. - To Samhain uważam za wypełnione!
- Sławmy Epone! Sławmy Epone! - rozległy się głośne wiwaty i okrzyki, a bogini rozpłynęła się w powietrzu.
- Koniec przemowy bogini, można przejść do zabawy! - powiedziała głośno Etain. Wtedy rozległa się muzyka, konie bawiły się, tańczyły i robiły inne nieokreślone rzeczy. Etain i Lochlan pili drinki, potem tańczyli. Później zniknęli. Harry tańczył z Rosą, Laura z Fellandonem, Blackie z Marsem, Gemma z Reno... 
Alice pilnowała przekąsek, Al-Kapfa rozmawiała z matką Etain, podobnie jak Jade. Wszystko było tak jak powinno, do czasu...

<Nie czepiać się, że tak długo, pisałam to pół godziny>
<Alice napisz swoje wrażenia po imprezie, a później jak wcześnie rano wiesz co>
<Rosa opisz jak w środku imprezy wyszłaś na spacer po lesie i znalazłaś Brennę z poderżniętym gardłem, i jak widziałaś czarną, skrzydlata klacz (ale ta klacz cie nie zauważyła) potem znajdują cię Harry i Gemma>
< Lochlan napisz, jak upiłeś się z Etain, wiesz, o co chodzi>
<Laura napisz, jak tańczyłaś z Fellandonem, on ma dokończyć to opowiadanie>
<Gemma i Harry napiszcie jak znaleźliście przerażoną Rosę, która mówi wam, co się stało. Ogłaszacie to całemu stadu (po prostu dokończycie potem jej opko)>
<Al-Kapfa, dokańczasz potem opowiadanie Etain>
<Pozostali piszą wrażenia z imprezy, i co sądzą o zaistniałej potem sytuacji>


Almette/Serek/Etain



Od Etain: Stres

Nadszedł ten dzień... Samhain. Byłam wyjątkowo zestresowana, na szczęście jednak miałam przy sobie Alice i Rosę, moje najlepsze przyjaciółki. One mi pomogły, za co byłam im dozgonnie wdzięczna. Ujawnił się ich talent stylistyczny. Rosa ma świetny gust, wybrała dla mnie lekką, jaskrawo-czerwoną szatę, z przejrzystą koronką, zaś Alice założyła na mej głowie Srebrny Diadem Wybranki Epony:


- Dasz radę - usłyszałam słowa otuchy od Rosy. Weszłam na podest i ujrzałam liczny lud Partholonu...


<Za chwilę post dot. Samhain!>



Od Alice: Na kilka chwil przed Samhain

Na polanie zebrało się już kilkadziesiąt koni. Pojawiły się muzy ze Świątyni Muz, konie ze stada Ufasach oraz cały tabun koni z Partholonu. Na samą myśl, że o 20:00 będzie ich tu dwa razy więcej, robiło mi się słabo. Mój wzrok krążył po zebranych wypatrując Etain. Niestety nie mogłam jej zauważyć. Na to święto wybrałam swoją najpiękniejszą szatę,
mieniącą się blaskiem księżyca. Nosiłam również tiarę oraz naszyjnik wysadzany szafirami, równie pięknie błyszczącymi. Po dłuższym czasie poszukiwań naszej przywódczyni, odnalazłam ją tuż nad rzeką.
- Etain? Coś się stało? Nie wyglądasz najlepiej - spytałam zatroskana.
- Stresuję się przed odprawieniem modłów - odpowiedziała dysząc.
- Spokojnie. Mamy jeszcze dwie godziny - pocieszyłam ją.
Wzięłam Etain pod rękę i poszłyśmy do zamku ogłosić parę rzeczy reszcie koni. Etain postanowiła pozostać przy starej wierzbie nad rzeką. Uznała, że tam czuje się bezpiecznie.
Gdy doszłam do zamku zobaczyłam wszystkich członków naszego stada, wystrojonych jak nigdy.
- Na Eponę! Jak wy cudownie wyglądacie! - krzyknęłam uradowana. - Mam dla was ważną informację. Obrzędy do Samhain rozpoczną się o godzinie dwudziestej. Niestety ze swoimi świecącymi blaskiem miliona gwiazd strojami musicie jeszcze poczekać.
Najbardziej zauroczył mnie wygląd Lochana. Ubrany w wytworną, satynową szatę w odcieniach czerni wyglądał zjawiskowo przystojnie. Ciekawe dla kogo się tak wystroił...

Powitanie od nowej moderatorki

Witam!
Jak już zauważyliście zostałam nową moderatorką. Bardzo dziękuję Almette za dostąpienie tego zaszczytu. Od tego momentu możecie do mnie wysyłać swoje opowiadania. Mam nadzieję, że ta zmiana nie wywróci bloga do góry nogami. Pozdrawiam!

Aszlo/Alice

Nowa moderatorka!

Aszlo jest teraz modkiem, pierwszym w historii SWP !!! Posty od niej dodane będą na dole podpisywane: Alicja Sheen. Możecie wysyłać do niej swoje opowiadania (nick na howrse: Aszlo) aby mnie trochę odciążyć. Ale bez zbędnego gadania, witam i czekam na pierwszy post od ciebie <3


Almette/Etain/Serek <3

Od Alice: Etain i dekoracje

Spojrzałyśmy po sobie. Rosa rzekła:
- My właśnie w tej sprawie. Mamy dla ciebie niespodziankę!
- A żeby to była to prawdziwa niespodzianka... - dodałam, po czym zawiązałam satynową falbanę na oczach Etain.
Razem zaprowadziłyśmy ją na polanę a potem powoli odsłoniłyśmy oczy naszej przywódczyni. Etain zerknęła na nasze dzięło i momentalnie utkwiła wzrok w jednym punkcie. Ognisko było otoczone kamieniami, które tworzyły wzór symbolu Epony.
- Ten wzór to pomysł Rosy - powiedziałam. - Ach! Na śmierć bym zapomniała!
Wraz z Rosą odczepiliśmy przywiązane do naszych grzbietów tobołki. Po chwili na obrzeżach stanął stół, a na nim różne przysmaki. Po długim czasie oglądania polany, Etain podeszła do nas.
- Ja... ja nie wiem co powiedzieć - wyznała.

sobota, 2 listopada 2013

Od Etain: Reno

Czułam się dziwnie. Jeszcze dziś całowałam się z Lochlanem, wracając spotkała Reno i teraz jestem w jego objęciach. No, niezłe ze mnie ziółko.
- Stresuję się przed Samhain - zaczęłam się mu wyżalać. - To mój pierwszy taki rytuał.
- Przecież wiesz jak to się robi, no nie?
- Tak,  milion razy widziałam jak robi to moja matka. Ale się stresuję. Chyba rozumiesz o co mi chodzi?
- Myślę, że tak - powiedział swoim łagodnym głosem. Zastanawiałam się, jaki zacząć teraz temat do rozmów.
- Co tam u Blackie? Dawno jej nie widziałam.
- Wszystko dobrze - powiedział. Nagle coś mnie trafiło. Dekoracje! Na śmierć o nich zapomniałam!
- Muszę już iść. Mam mnóstwo pracy...
- W porządku. No to cześć!
- Do jutra! - powiedziałam, następnie pognałam galopem. Wpadłam na Rosę i Alice. Miały dziwne miny, jakby przeciwko mnie spiskowały.
- Jak dobrze że jesteście! Pomożecie mi przy dekoracjach? - spytałam zdyszana.

<Niech Rosa lub Alice odpowie (dodam tylko opko tej, która pierwsza odpowie).>

Od Lochlana: Etain

- No dobrze - zgodziła się Etain. Szliśmy długo bez celu i bez słowa. Doszliśmy do Ruin Zamku MacCallana:





- Przydałoby się go odbudować - powiedziała Etain zerkając na widoczną część Ruin.
- Tak... Ostatnie co przy nim robiono, to pogrzeb MacCallana, twojego pra, pra dziadka - powiedział. Poczułem się nieco skrępowany, ponieważ to moja rasa do tego doprowadziła. Etain jednak nic nie powiedziała.
- Ścigasz się? - to chyba było pytanie retoryczne, gdyż zanim zdążyłem odpowiedzieć, ona już była w locie. Także wzbiłem się w powietrze i krzyknąłem:
- No, no, widzę że zdrowiejesz - powiedziałem dogryzając jej. Etain się roześmiała.
- Lepiej patrz przed siebie! - spojrzałem przed siebie a tam... drzewo, w które oczywiście przywaliłem. Opadłem na miękką trawę, koło drzew. Etain także wylądowała (ale nie awaryjnie). Spojrzała na mnie wzrokiem pełnym "współczucia" i popędziła galopem, ja za nią. Na końcu oboje wyrównaliśmy ale... potknęliśmy się o kamień i ostatecznie leżeliśmy w dwuznacznej pozycji. Etain już miała wychodzić spode mnie, lecz ją zatrzymałem i delikatnie pocałowałem. Wyglądała na speszoną, ale (byłem pewny w stu procentach) zarumieniła się. Natychmiast wstaliśmy i otrzepaliśmy się z trawy. 
- Muszę już iść - powiedziała. Zawsze tak mówiła, zaraz po tym, jak udawało mi się do niej "zbliżyć".
- Czekaj! - krzyknąłem, lecz mnie zignorowała.
- Widzimy się jutro, Lochlanie! Do Samhain! - no i odleciała.



Od Reno: Blackie i Reno c.d.

Poszedłem lasem i jakimś cudem spotkałem tam Etain.
- Cześć - powiedziałem - Co ty tu robisz? - spytałem
- Idę. Spaceruję i takie tam. - odpowiedziała
- Może pójdziemy razem nad łąkę muz? - spytałem niepewnie
- Możemy, ale po co? - spytała
- A tak sobie - odpowiedziałem. Kiedy zaczęliśmy iść odetchnąłem z ulgą. Dotarliśmy na łąkę. Rozmawialiśmy cały dzień. Kiedy zaczęło zachodzić słońce objąłem ją lekko.

<Etain?>

Od Blackie: Blackie i Reno c.d.

Wróciliśmy z Renem do domu. Położyliśmy się.
- Reno... Zastanawiam się, jak to jest. Jakim cudem się tu znaleźliśmy... Jakim cudem nas tu coś sprowadziło... - szepnęłam do mojego brata.
- Nie wiem Blackie, ale jest to dosyć miłe, że tak nas przyjęli. Ale spodobała mi się jedna klacz... Tylko nie wiem, jak jej to powiedzieć... - odpowiedział
- Po prostu się nie bój. Powiedz jej to, a nawet jeśli odmówi to nie będziesz żałował, że nie spróbowałeś.- odpowiedziałam. Poszliśmy spać. Rano, kiedy się obudziłam Rena już nie było...

<Reno?>

Od Alice: Rosa

- Świetny pomysł! To ja lecę obtoczyć kamieniami miejsce na ognisko - rzekłam, po czym pogalopowałam na wskazaną przez Rosę polanę.
W pobliskim strumyku znalazłam kilka kamieni i ułożyłam z nich okrąg. Do środka rzuciłam parę sztuk drwa. Wyszukałam w lasku długie gałęzie, po czym wraz z Rosą zawiesiłyśmy na nich dekoracje. Pozapalałyśmy świece w lampionach z dyń. Na zawieszonych na gałęziach falbanach, podoczepiałyśmy herbaciane róże i wianki z kwiatów. Dynie poustawiałyśmy przy wejściu na polanę. Pracowałyśmy do późnej nocy. Zmęczone i usatysfakcjonowane naszą pracą, spojrzałyśmy na nasze dzieło. Księżyc był już wysoko na niebie. Polana wyglądała cudownie. Mieniła się milionami światełek i migotała jak gwiazda. Pogratulowałyśmy sobie nawzajem z Rosą i poszłyśmy do domu. W lesie było ciemno, więc ciarki nam przelatywały, gdy przed nami przeleciało jakieś małe, nocne zwierzątko. Na szczęście dotarłyśmy do zamku całe i zdrowe.

Od Rosy: Alice

Poszłam do Alice.
-Cześć, i jak tam? Wszystko gotowe? Samhain już jutro, dzisiaj musimy wszystko przygotować.-powiedziałam.
-Masz racje.-odparła Alice.
-To chodźmy, a właściwie to gdzie to zorganizujemy? W lesie widziałam dużą polanę. Jest tam mnóstwo miejsca. Jak rozpalimy ognisko to będzie cudownie.-zaproponowałam:




















<Alice?>

piątek, 1 listopada 2013

Od Rosy: Dekoracje

Wzięłam się za przygotowanie dekoracji. Etain mówiła coś o dyniach. Postanowiłam wykorzystać jej pomysł. Chciałam jeszcze dodać herbaciane róże, oraz ozdobne wianki z jesiennych liści:


























Większość ozdób już przygotowałam. To była ciężka praca. Związywanie kwiatów,wycinanie dyń. Smahain za dwa dni. Mam nadzieje,że ja i Alice zdążymy z wym wszystkim.Jeszce musimy zanieść wszystko na miejsce i udekorować je tym.
Mam nadzieje, że to wszystko spodoba się Etain.