Szłam powoli brzegiem rzeki. Od dawna rozmyślałam o tym, czy rzeczywiście jestem w ciąży, czy też moje psychiczne przygotowania są zbędne.
Był chłodny jesienny wieczór. Delikatny wiatr rozwiewał moją grzywę i poruszał ogonem. Jak na angloaraba byłam dość niezwykła. Co prawda nie jestem do końca pewna, czy jestem rasowym koniem, ale zawsze warto mieć jakieś nadzieje.
Nagle podbiegł do mnie Helios i pocałował na powitanie. Razem udaliśmy się na spacer nad łąkę.
Szliśmy wśród gnących się pod podmuchami wiatru traw i różnokolorowych kwiatów.
- Cieszę się, że cię mam. Jesteś jedyną osobą, na której mi zależy - powiedział.
- A Lochlan? Przecież to twój przyjaciel - odparłam.
- No tak, ale to co innego, gdy kogoś kochasz - wytłumaczył.
- Masz rację - dodałam, po czym podeszłam do niewielkiego płotu, za którym słychać było szum fal.
- Podoba ci się tu? - spytał Helios.
- Tak, bardzo. Uwielbiam szum morza - opowiedziałam.
- Więc, chciałbym cię w tym miejscu o coś spytać... - powiedział niepewnie.
- Hmm? O co takiego? - zaciekawiłam się.
- Alice, czy ty... czy zostaniesz moją partnerką? - wydusił.
Moje oczy zrobiły się ogromne, a głos utknął mi w gardle. Nie wiedziałam co powiedzieć. Kochałam go, on mnie, bla, bla, bla i tak dalej, ale czy tego chciałam? Czy chciałam, aby tak szybko do tego doszło? Czy w ogóle chciałam z nim być? W mojej głowie kołowało mnóstwo pytań, a on wpatrywał mi się prosto w oczy, wyczekując odpowiedzi. Co ja mam zrobić Epono?
Słuchaj głosu swego serca.
W końcu, słuchając tego "głosu serca" odpowiedziałam całkowicie pewna:
- Tak.
Helios uśmiechnął się i zawiesił mi na szyi naszyjnik z kryształem. Pocałowałam go i poszliśmy w stronę lasu.
Słońce schowało się za horyzontem, a my siedzieliśmy na malutkiej polanie. Oczywiście, po pełnym emocji dniu, trzeba było trochę się zabawić więc, ja i Helios "spędziliśmy" trochę czasu na "zabawie". Teraz już na pewno będę źrebna pomyślałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz