piątek, 29 listopada 2013

Od Alice

Poczułam silny ucisk. Rżałam płaczliwie, przywołując Heliosa. Tego nie było jednak w pobliżu. Na moje nieszczęście jego obecność była mi teraz bardzo potrzebna.
Zaczęłam rodzić zgodnie z terminem, lecz akurat w tym dniu nie mogłam powstrzymać się od wieczornego spaceru. Było tak pięknie..
- Heliosie! - krzyczałam.
Nagle pojawiła się ulga i usłyszałam ciche rżenie. Potem znów coś mnie ścisnęło i trzymało przez kilka minut. Ból znów ustąpił.
Podniosłam łeb i spojrzałam za siebie. Leżały tam dwa urocze źrebaczki, w tym maleńki pegaz.





Przytuliłam oba maluchy i wstałam. Te próbowały mnie naśladować, ale niestety wciąż potykały się oraz upadały. W końcu udało im się zrównać krok z moim. Szło im co raz lepiej.
Poszliśmy na łąkę, gdzie bawiłam się z maluchami. Potem nakarmiłam je i położyłam się obok nich. Chwilę potem na łąkę przyleciał Helios. Miał wyjątkowo zdziwioną minę na widok małego brzoskwiniowego pegaza i srokatej klaczki.
- Oto nasze dzieci Heliosie - powiedziałam.
Ogier trącił mnie łbem i przytulił maluchy. Te od razu poznały tatę.
- Jak je nazwiemy? - spytał.
Zastanowiłam się chwilę.
- Nazwiemy je Olimp i Sunrise.
- Piękne imiona.
Wtedy ni stąd, ni zowąd pojawiła się Etain. Pogratulowała nam zdrowych maluchów i pobłogosławiła je słowami Niechaj Epona ma w opiece potomków młodych Alice i Heliosa. Ześlij im szczęście i dobrobyt, aby mogli być spełnioną rodziną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz