niedziela, 17 listopada 2013

Od Etain: Lochlan

- Chętnie - zgodził się ogier. Poszliśmy zatem wolnym spacerkiem w stronę jeziora.
- Przykro mi, że musiałeś siedzieć w tych ochydnych lochach. Ale nie wiń też Rosy, na jej miejscu postapiłabym podobnie... gdybym wiedziała tylko tyle co ona...
- Ciiii... - wyszeptał - Najważniejsze, że jesteś tutaj ze mną, cała i zdrowa. No i żywa - dodał ze śmiechem. Strzeliłam mu kopniaka w zad, oczywiście żartobliwie. Ten tylko się zaśmiał.
- Widzę, że jesteś u szczytu formy - spojrzałam na niego unosząc jedną brew.
- Chłodno tu trochę... to przez to jezioro. Może pójdziemy gdzieś indziej? - spytałam
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, milady! - powiedział kłaniając się żartobliwie.
- Och, przestań! -  szturchnęłam go lekko - Gadasz jak te służące przysyłane tu przez moją matkę. Zatem błagam, tylko nie milady! - powiedziałam
- No dobrze, dobrze - uśmiechnął się. Doszliśmy do Łąki Muz. Tam zaczęliśmy się całować. Do czasu aż...
- Umiłowana Epony! - westchnęłam na dźwięk piskliwego głosu jakiejś klaczki. Po chwili zobaczyliśmy całe stado piszczących dzieci biegnących w naszym kierunku. Rzuciłam Lochlanowi spojrzenie w stylu "pomóż", ale on tylko parsknął śmiechem.
Pochwili ta pierwsza klaczka podeszła do nas:


- Bb... bądź pozdrowiona Umiłowana Epony... ty także, Milordzie - powiedziała nieśmiało klaczka.
- Witaj, jak masz na imię? - spytałam klaczkę.
- Lenobia - powiedział już pewniejszym tonem źrebak. 
- Lenobia... masz przepiękne imię. Ja mam na imię Etain, a to jest mój... kolega Lochlan. - Powiedziałam zmrażając Lochlana spojrzeniem, zmuszając go do uśmiechu.
- Twe imię znałam milady, za to pierwszy raz słyszałam o twoim... koledze Lochlanie. - powiedziała
- Tak, no bo on jest... nieśmiały - wydusiłam. Lochlan spojrzał na mnie krzywo.
- Nie wygląda na nieśmiałego - powiedziało inne dziecko.


C.D.N.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz