Słoneczny gorący dzień. Nie było ani jednego krzaczka do ukrycia się, a tym bardziej cienia. Jedynym chałasem było moje sapanie i latające sępy które czekały na jakąś padlinę. W końcu zobaczyłem las. Napiłem się z bliskiego strumyka. Piłem ile sił. Potem położyłem się w cieniu drzew i winorośli. Było słychac śpiew ptaków i odgłosy zwierząt. Zacząłem się nudzic, więc poszedłem pooglądac miejsce w którym jestem. Spotkałem pewną klaczkę. Była piękna o niespotykanej maści. Przedstawiłęm się. Opowiedziała mi o stadzie które prowadzi. Brzmiało to bardzo zachęcająco. Zgodziłą się na moją proźbę. Zwiedzałęm tereny z wielką przyjemnością z moim niezastapionym towarzyszem.
- Pięknie tu co ? - spytałem Picalla
- Jacha ! Pięknie - powiedział co chwila patrząc na przelatujące ptaki.
<To opko było nie na temat, ale niech będzie :) Załóżmy, że to było przed Samhain >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz