Obudziłam się na puchowym łożu w ogromnej jaskini. Obok stał mój wybawca. Dopiero teraz zorientowałam się, że to jeden z przyjaciół Lochana.
- Jak się czujesz? - spytał.
- W miarę dobrze. Dziękuję za ratunek - odpowiedziałam.
- To tylko mała przysługa. Może masz ochotę na coś do jedzenia - zaproponował.
- Z chęcią - odrzekłam.
Z trudem zeszłam z łóżka. Zauważyłam, że moja noga jest zabandażowana. Spojrzałam się w stronę pegaza i powiedziałam:
- Dziękuję.
- Nic wielkiego. Tak przy okazji jestem Helios.
- Alice, miło mi.
Razem z Heliosem zjedliśmy śniadanie. Potem oprowadził mnie po okolicach jaskini, a w końcu poszliśmy nad kwiecistą łąkę.
- Tak tu pięknie. I pomyśleć, że to w tych znienawidzonych przeze mnie górach - stwierdziłam zachwycając się. Nagle próbując podejść bliżej rzeczki płynącej w poprzek łąki, potknęłam się i wpadłam wprost w ramiona Heliosa. Zarumieniłam się, on również. Szybko wstałam.
- Po raz kolejny mnie ratujesz - uśmiechnęłam się.
- Ech... to nic - odpowiedział niepewnie.
Potem razem wybraliśmy się nad górskie jezioro. Tamte tereny były mi zupełnie obce. Spędziliśmy wieczór na rozmowach. O dziwo Helios bez skrupułów przyznał się, że jest w połowie Fomorianinem. Opowiedział mi o sobie, a ja opowiedziałam mu swoją historię.
Przez kilka dni przebywałam z Heliosem w górach. Między nami zrodziła się przyjaźń, a może nawet coś więcej.
Pewnego razu wybraliśmy się nad kanion.
- Ścigamy się? Do tamtego głazu - spytałam.
Rana na mojej łopatce o dziwo szybko się zabliźniła. Zapewne to dzięki naszej bogini, która prawie od mojego przybycia do Partholonu czuwała nad moją osobą.
- Pewnie, czemu nie. I tak nie masz szans - zaśmiał się.
- To się okaże - odrzekłam, po czym ruszyliśmy cwałem.
Chęć zwycięstwa była ode mnie silniejsza. Pomimo lekkiego szczypania w ranie, biegłam coraz szybciej. Przy końcu wygrałam bieg o kilka metrów.
- I kto teraz się śmieje? - zadrwiłam.
- Po prostu miałaś szczęście - odpowiedział.
Potem chwilę bawiliśmy się, przewracaliśmy i skakaliśmy. Pod wieczór Helios zabrał mnie nad tajemnicze jeziorko. Księżyc przebijał się przez gałęzie wiśni, na których kwitły bajeczne kwiaty.
- To wyjątkowe miejsce. To tu matka zabrała mnie gdy miałem kilka dni. Potem zmarła - na to wspomnienie opuścił głowę.
- Heliosie, ważne jest teraz to, że żyjesz i wypełniasz prośbę swej matki. Chciała, żebyś żył i był szczęśliwy - pocieszyłam go, po czym przytuliłam mocno. Potem weszliśmy razem do jeziorka. Nagle Helios podszedł do mnie i trochę zmieszany powiedział:
- Alice... od kiedy cię zobaczyłem... ja...
Nasze głowy się zbliżyły. Popatrzyłam mu prosto w oczy, po czym pocałował mnie.
- Alice ja cię kocham - dokończył.
Przytuliłam go mocno. Moje serce zaczęło bić mocniej. Wtedy przypomniałam sobie słowa bogini Epony:
Miłość jest w stanie pokonać wszystko. Nie ukrywaj swoich uczuć pod maską dzielnej klaczy.
Dopiero teraz całkowicie zrozumiałam ich sens. Moje uczucie do Heliosa, jest w stanie pokonać fakt iż jest on Fomorianinem. Etain mówiła, że powinnam się dać ponieść miłości. W sumie właśnie to robię. Helios trzymał mnie w objęciach i całował po szyi. Szeptał mi do ucha czułe słówka. Raz po raz mówił Kocham cię Alice i Zrobiłbym dla ciebie wszystko. Gotów jestem nawet oddać za ciebie życie. Po chwili zrozumiałam, że to jest zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Wyrwałam się z jego ramion i uciekłam. Biegłam co sił przed siebie. Dotarłam aż na skraj lasu, nad urwisko. Usiadłam i rozpłakałam się. Jak mogłam być taka głupia?! Opętał mnie a ja mu na to pozwoliłam. Nagle zza drzew wyszedł Helios.
- Alice? Coś się stało? - spytał zatroskany.
- Ja już nie wiem co mam robić. Nie wiem kim jestem Heliosie! - powiedziałam wtulając swój łeb w jego pierś.
- Przepraszam cię. Nie powinienem w taki sposób ci tego wyznać... Mogłem pomyśleć, że to dla ciebie za wcześnie - odpowiedział zmieszany.
Tamtą noc spędziłam w jego ramionach. Rozmyślałam nad tym, czy rzeczywiście Helios wyznał mi szczere uczucie, czy to tylko część planu, którego końcowym punktem jest zabicie mnie.
Kolejny dzień przyniósł nową szansę. Po zjedzeniu śniadania, poszłam szukać Heliosa. Znalazłam go na łące. Zaraz po tym gdy mnie ujrzał, przyleciał do mnie radosny jak skowronek.
- Jak samopoczucie mojej ukochanej - spytał.
- To, że wczoraj się całowaliśmy, nie znaczy, że możesz nazywać mnie swoją ukochaną - rzuciłam opryskliwie, po czym pokłusowałam dalej.
- Ej! Co się znowu stało? Spędziłaś noc w moich objęciach, a teraz znów zaprzeczasz, że odwzajemniasz moje uczucie - wypominał mi. Przystanęłam.
- Wracam do Partholonu - wyrzuciłam z trudem.
- Co?! Ale dlaczego teraz?! Ja myślałem, że ci na mnie zależy - zasmucił się.
- Przykro mi, ale tam na pewno się o mnie martwią. Myślą pewnie, że nie żyję, zabita przez tamtą klacz - odpowiedziałam.
- Tego chcesz - spytał. Podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
- Muszę. To mój obowiązek. Etain mi zaufała. Nie mogę jej teraz tak zostawić - odrzekłam.
- Wiedz, że moje uczucie do ciebie zawsze było i będzie szczere - powiedział i mocno mnie przytulił.
Z trudem odwróciłam się i pogalopowałam. Po moich polikach zaczęły spływać łzy.
Gdy dobiegałam do lasu w Partholonie, zatrzymałam się i mimowolnie odwróciłam. Na widok wysokich gór, znów gorzko zapłakałam. Poczułam jak drży mi serce. Zrozumiałam wtedy, że go kocham. Poczułam żal na myśl, że tak go potraktowałam. Musiałam jednak wracać.
Gdy cwałowałam brzegiem rzeki, z naprzeciwka nadchodziła Rosa.
- Alice! Ty żyjesz - krzyknęła.
- Rosa! Tak długo cię nie widziałam - odpowiedziałam zapłakana.
- Alice! Co się z tobą działo - wypytywała.
- Na wszystkie pytania odpowiem później. Teraz muszę iść porozmawiać z Etain - rzekłam.
- Ale Alice... Etain... ona nie żyje - wydusiła.
Poczułam jak uginają mi się nogi. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Chwilę potem straciłam przytomność.
Przez kilka dni przebywałam z Heliosem w górach. Między nami zrodziła się przyjaźń, a może nawet coś więcej.
Pewnego razu wybraliśmy się nad kanion.
- Ścigamy się? Do tamtego głazu - spytałam.
Rana na mojej łopatce o dziwo szybko się zabliźniła. Zapewne to dzięki naszej bogini, która prawie od mojego przybycia do Partholonu czuwała nad moją osobą.
- Pewnie, czemu nie. I tak nie masz szans - zaśmiał się.
- To się okaże - odrzekłam, po czym ruszyliśmy cwałem.
Chęć zwycięstwa była ode mnie silniejsza. Pomimo lekkiego szczypania w ranie, biegłam coraz szybciej. Przy końcu wygrałam bieg o kilka metrów.
- I kto teraz się śmieje? - zadrwiłam.
- Po prostu miałaś szczęście - odpowiedział.
Potem chwilę bawiliśmy się, przewracaliśmy i skakaliśmy. Pod wieczór Helios zabrał mnie nad tajemnicze jeziorko. Księżyc przebijał się przez gałęzie wiśni, na których kwitły bajeczne kwiaty.
- To wyjątkowe miejsce. To tu matka zabrała mnie gdy miałem kilka dni. Potem zmarła - na to wspomnienie opuścił głowę.
- Heliosie, ważne jest teraz to, że żyjesz i wypełniasz prośbę swej matki. Chciała, żebyś żył i był szczęśliwy - pocieszyłam go, po czym przytuliłam mocno. Potem weszliśmy razem do jeziorka. Nagle Helios podszedł do mnie i trochę zmieszany powiedział:
- Alice... od kiedy cię zobaczyłem... ja...
Nasze głowy się zbliżyły. Popatrzyłam mu prosto w oczy, po czym pocałował mnie.
- Alice ja cię kocham - dokończył.
Przytuliłam go mocno. Moje serce zaczęło bić mocniej. Wtedy przypomniałam sobie słowa bogini Epony:
Miłość jest w stanie pokonać wszystko. Nie ukrywaj swoich uczuć pod maską dzielnej klaczy.
Dopiero teraz całkowicie zrozumiałam ich sens. Moje uczucie do Heliosa, jest w stanie pokonać fakt iż jest on Fomorianinem. Etain mówiła, że powinnam się dać ponieść miłości. W sumie właśnie to robię. Helios trzymał mnie w objęciach i całował po szyi. Szeptał mi do ucha czułe słówka. Raz po raz mówił Kocham cię Alice i Zrobiłbym dla ciebie wszystko. Gotów jestem nawet oddać za ciebie życie. Po chwili zrozumiałam, że to jest zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Wyrwałam się z jego ramion i uciekłam. Biegłam co sił przed siebie. Dotarłam aż na skraj lasu, nad urwisko. Usiadłam i rozpłakałam się. Jak mogłam być taka głupia?! Opętał mnie a ja mu na to pozwoliłam. Nagle zza drzew wyszedł Helios.
- Alice? Coś się stało? - spytał zatroskany.
- Ja już nie wiem co mam robić. Nie wiem kim jestem Heliosie! - powiedziałam wtulając swój łeb w jego pierś.
- Przepraszam cię. Nie powinienem w taki sposób ci tego wyznać... Mogłem pomyśleć, że to dla ciebie za wcześnie - odpowiedział zmieszany.
Tamtą noc spędziłam w jego ramionach. Rozmyślałam nad tym, czy rzeczywiście Helios wyznał mi szczere uczucie, czy to tylko część planu, którego końcowym punktem jest zabicie mnie.
Kolejny dzień przyniósł nową szansę. Po zjedzeniu śniadania, poszłam szukać Heliosa. Znalazłam go na łące. Zaraz po tym gdy mnie ujrzał, przyleciał do mnie radosny jak skowronek.
- Jak samopoczucie mojej ukochanej - spytał.
- To, że wczoraj się całowaliśmy, nie znaczy, że możesz nazywać mnie swoją ukochaną - rzuciłam opryskliwie, po czym pokłusowałam dalej.
- Ej! Co się znowu stało? Spędziłaś noc w moich objęciach, a teraz znów zaprzeczasz, że odwzajemniasz moje uczucie - wypominał mi. Przystanęłam.
- Wracam do Partholonu - wyrzuciłam z trudem.
- Co?! Ale dlaczego teraz?! Ja myślałem, że ci na mnie zależy - zasmucił się.
- Przykro mi, ale tam na pewno się o mnie martwią. Myślą pewnie, że nie żyję, zabita przez tamtą klacz - odpowiedziałam.
- Tego chcesz - spytał. Podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
- Muszę. To mój obowiązek. Etain mi zaufała. Nie mogę jej teraz tak zostawić - odrzekłam.
- Wiedz, że moje uczucie do ciebie zawsze było i będzie szczere - powiedział i mocno mnie przytulił.
Z trudem odwróciłam się i pogalopowałam. Po moich polikach zaczęły spływać łzy.
Gdy dobiegałam do lasu w Partholonie, zatrzymałam się i mimowolnie odwróciłam. Na widok wysokich gór, znów gorzko zapłakałam. Poczułam jak drży mi serce. Zrozumiałam wtedy, że go kocham. Poczułam żal na myśl, że tak go potraktowałam. Musiałam jednak wracać.
Gdy cwałowałam brzegiem rzeki, z naprzeciwka nadchodziła Rosa.
- Alice! Ty żyjesz - krzyknęła.
- Rosa! Tak długo cię nie widziałam - odpowiedziałam zapłakana.
- Alice! Co się z tobą działo - wypytywała.
- Na wszystkie pytania odpowiem później. Teraz muszę iść porozmawiać z Etain - rzekłam.
- Ale Alice... Etain... ona nie żyje - wydusiła.
Poczułam jak uginają mi się nogi. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Chwilę potem straciłam przytomność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz