Moja matka odjechała już jakiś czas temu, zostawiając mi tylko Brennę i kilka służących na wypadek, gdybym czegoś potrzebowała, lub źle się poczuła. Lochlan i reszta też już sobie poszli. Od czasu do czasu odwiedzały mnie Alice lub Rosa. Źle się czułam z faktem, iż do Samhain będę zapewne przykuta do łóżka. Na myśl o tym, że będę jeszcze musiała zająć się organizacją uroczystości i tak dalej, zaczynała mnie boleć głowa. Ciążyło mi to jak kamień. Codziennie musiałam wypijać jakieś ohydne ziółka zaparzane przez Brenne, mające mi pomóc. Gdy poczułam się lepiej pozwolono mi wyjść na dwór (ale nie mogłam przekraczać murów świątyni). Gdy słońce zaczęło zachodzić, służące i Brenna (na szczęście) opuściły świątynię Epony. Wtedy więcej osób zaczęło mnie odwiedzać (przy okazji złożyłam Gemmie życzenia), a pewnego razu przyszedł nieoczekiwany gość. Nikt inny, lecz oczywiście Lochlan.
- Hej Etain, jak się czujesz? - wszedł se na luzie do MOJEGO pokoju, jak gdyby nigdy nic, przeszedł BRUDNYMI kopytami po MOIM ręcznie tkanym dywanie, a potem rozsiadł się wygodnie na moim ulubionym szezlongu!
- Wyjdź stąd i przyjdź jak będziesz miał czyste kopyta! - wrzasnęłam w myślach, bo w rzeczywistości jakoś nie miałam odwagi. Po za tym nie miałam siły krzyczeć.
- Jest Dobrze - powiedziałam, następnie spoglądałam to na jego nogi, to mu w oczy, to na nogi, to w oczy i tak w kółko. Nie zrozumiał co mu zasugerowałam, więc spytał tylko:
- Idziesz na spacer?
<Lochlan?>
czwartek, 31 października 2013
Od Alice: Rosa
- No nie wiem. To duża odpowiedzialność - odpowiedziałam.
- No proszę, zgódź się! - nalegała Rosa.
- No... dobrze. Ja zajmę się przekąskami i zagospodarowaniem miejsca pod uroczystość - zaproponowałam.
- Dobrze. Ja zajmę się dekoracjami i oświetleniem - dodała Rosa.
- Możemy urządzić także coś w rodzaju niespodzianki dla Etain. Gdy się wykuruje będzie szczęśliwa, że nie musi się jeszcze przeciążać organizacją święta - stwierdziłam.
Rosa kiwnęła łbem i obie rozeszłyśmy się do swoich prac. Postanowiłam podać małe, sycące przekąski, które niewielką ilością potrafią zwalczyć wielki głód. Musiałam także zadbać, o odpowiednią ilość miejsca na ognisko oraz miejsce pod modły dla innych koni i szamanów. Wszystko wymagało największej precyzji. Miało być odświętnie i urokliwie. W końcu to święto naszej bogini.
- No proszę, zgódź się! - nalegała Rosa.
- No... dobrze. Ja zajmę się przekąskami i zagospodarowaniem miejsca pod uroczystość - zaproponowałam.
- Dobrze. Ja zajmę się dekoracjami i oświetleniem - dodała Rosa.
- Możemy urządzić także coś w rodzaju niespodzianki dla Etain. Gdy się wykuruje będzie szczęśliwa, że nie musi się jeszcze przeciążać organizacją święta - stwierdziłam.
Rosa kiwnęła łbem i obie rozeszłyśmy się do swoich prac. Postanowiłam podać małe, sycące przekąski, które niewielką ilością potrafią zwalczyć wielki głód. Musiałam także zadbać, o odpowiednią ilość miejsca na ognisko oraz miejsce pod modły dla innych koni i szamanów. Wszystko wymagało największej precyzji. Miało być odświętnie i urokliwie. W końcu to święto naszej bogini.
Od Gemmy: Urodziny
Przechadzałam się lasem gdy nagle zauważyłam mojego brata. Szedł spokojnie, jak to zazwyczaj robił.
-Cześć Harry.- powiedziałam uśmiechając się.
-Cześć siostrzyczko! Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!- zaśmiał się i mnie mocno przytulił.
-Nie wysilaj się.- odpowiedziałam oschle na jego gest.
-No co jest?
-Dobrze wiesz, że urodziłam się w halloween.- odpowiedziałam. -I ciąży na mnie ta gówniana klątwa...- dodałam prawie płacząc. Łzy powoli zaczęły spływać po moich policzkach. Tak... ciążyła na mnie klątwa Halloween, która ujawniała się w halloween lub kilka dni po.
Martwię się, bo zawsze zmieniam się w coś przerażającego i próbuję się opanować, ale nie mogę...
-Nie martw się. Damy radę, a teraz chodź. Mam coś dla ciebie.- powiedział tajemniczo się uśmiechając. Zaprowadził mnie w przestronne miejsce i uśmiechnął się.
-To tutaj!- powiedział w końcu.
-Co to..- zaczęłam lecz gdy zobaczyłam piękno miejsca, w które mnie zaprowadził oniemiałam. Było cudownie... wokoło wierzby i krzaki, a po środku płynęła rzeka z lśniącą magicznie wodą. Całą halloweenową noc spędziłam tu z bratem na wspólnej zabawie na moją cześć.
-Cześć Harry.- powiedziałam uśmiechając się.
-Cześć siostrzyczko! Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!- zaśmiał się i mnie mocno przytulił.
-Nie wysilaj się.- odpowiedziałam oschle na jego gest.
-No co jest?
-Dobrze wiesz, że urodziłam się w halloween.- odpowiedziałam. -I ciąży na mnie ta gówniana klątwa...- dodałam prawie płacząc. Łzy powoli zaczęły spływać po moich policzkach. Tak... ciążyła na mnie klątwa Halloween, która ujawniała się w halloween lub kilka dni po.
Martwię się, bo zawsze zmieniam się w coś przerażającego i próbuję się opanować, ale nie mogę...
-Nie martw się. Damy radę, a teraz chodź. Mam coś dla ciebie.- powiedział tajemniczo się uśmiechając. Zaprowadził mnie w przestronne miejsce i uśmiechnął się.
-To tutaj!- powiedział w końcu.
-Co to..- zaczęłam lecz gdy zobaczyłam piękno miejsca, w które mnie zaprowadził oniemiałam. Było cudownie... wokoło wierzby i krzaki, a po środku płynęła rzeka z lśniącą magicznie wodą. Całą halloweenową noc spędziłam tu z bratem na wspólnej zabawie na moją cześć.
<Powiedzmy, że Halloween jest oddzielnie od Samhain ~ Almette>
Od Rosy: Alice
Gdy dowiedziałam się, że Etain zasłabła przeraziłam się nie na żarty. Już po kilku minutach pobiegłam do zamku. Tam Etain miała już fachową opiekę. Nie mogłam zostać.Przy wyjściu spotkałam Alice. Poszłyśmy razem na spacer.
- Całe szczęście,że wszystko się dobrze skończyło.- powiedziałam.- Nie dziwię się Etain. Ona ma strasznie dużo na głowie. Jeszcze przygotowanie do Samahain...
- Masz racje. -przytaknęła Alice.
- Mam pomysł jak jej pomóc. My zajmijmy się przygotowaniem święta.-zaproponowałam.
<Alice?>
- Całe szczęście,że wszystko się dobrze skończyło.- powiedziałam.- Nie dziwię się Etain. Ona ma strasznie dużo na głowie. Jeszcze przygotowanie do Samahain...
- Masz racje. -przytaknęła Alice.
- Mam pomysł jak jej pomóc. My zajmijmy się przygotowaniem święta.-zaproponowałam.
<Alice?>
Urodziny i Przypomnienie
Gemma ma dzisiaj urodziny! Życzymy jej dużo zdrowia i szczęścia, sto lat!
Proszę napisać opowiadanie dotyczące urodzin.
Przypominam, że Samhain odbędzie się nie dziś, lecz 3-ego listopada!
Proszę napisać opowiadanie dotyczące urodzin.
Przypominam, że Samhain odbędzie się nie dziś, lecz 3-ego listopada!
środa, 30 października 2013
Od Lochlana
- Słyszałem, jak z kimś rozmawiałaś - spojrzałem na nią i zauważyłem, że jest zakłopotana. W końcu jednak powiedziała:
- No dobrze, rozmawiałam z Zephirą, boginią Magii z mojego poprzedniego stada - wyjaśniła. Gdy wracaliśmy razem na równiny, opowiedziała więcej o tej swojej bogini.
- Czyli że... nie wierzysz w Eponę lecz w Zephirę? - spytałem
- Nie - zaśmiała się - Zephira to co innego niż Epona, to... - klacz urwała - Co do... - Poszedłem za jej wzrokiem. Wstrzymałem oddech. Ujrzałem Harry'ego trzymającego nieprzytomną, jasno-siwą klacz. Etain.
- Etain! - krzyknęła Laura i galopem pognała do klaczy i do Harry'ego. Również tam podbiegłem, starając się zachować kamienny wyraz twarzy, w rzeczywistości jednak byłem wstrząśnięty.
- Jak dobrze że jesteście! Etain źle się poczuła i straciła przytomność - powiedział spocony Harry. Pewnie sporo sił włożył w niesienie jej taki kawał. Natychmiast (jak to miałem w zwyczaju) zacząłem mówić innym co mają robić.
- Lauro, sprowadź Uzdrowicielkę ze Stada Ufasach. Ma na imię Brenna, spytasz się matkę Etain - nie trzeba było dwa razy powtarzać, klacz już gnała w stronę bagien.
- Harry, powiadom resztę stada, ja ją zaniosę do świątyni Epony - powiedziałem. Wziąłem bezwładne ciało Etain na grzbiet, następnie wzbiłem się w powietrze. Na szczęście skrzydła Fomorian były dużo mocniejsze od skrzydeł zwykłych pegazów. Mniej więcej w połowie drogi, klacz się obudziła.
- Lochlanie? Co się... - gdy usłyszałem jej szept, poczułem jej ciepły oddech tuż przy uchu dostałem gęsiej skórki.
- Nic nie mów, odpoczywaj... - powiedziałem szybko. Po piętnastu minutach wylądowaliśmy na balkonie, z którego wszedłem do jej ogromnego pokoju, potem położyłem ją na jej posłaniu.
- Dzięki - podziękowała krótko, gdy przyniosłem jej trochę zimnej wody. Po pewnym czasie do pomieszczenia wpadła Pentesilea (matka Etain) razem ze stadkiem służących i z uzdrowicielką- Brenną.
- Dziękuję Lochlanie za opiekę nad moim jelonkiem - uśmiechnęła się do mnie dosyć w podeszłym wieku jednorożka. Otworzyłem usta, aby wyjaśnić, że powinna podziękować Harry'emu, ale Etain odezwała się szybciej:
- Mamo, miałaś nie nazywać mnie jelonkiem przy osobach trzecich! - powiedziała osłabiona, lecz oburzona klacz marszcząc brwi. Następnie odezwała się Brenna:
- Etain, jadłaś dzisiaj śniadanie, Etain?
- Nie, nie miałam na to czasu. Stresowałam się przygotowaniami do Samhain...
- Wszystko jasne! Idę przygotować napar z ziół - dosłownie po kilku sekundach od wyjścia Brenny, do pomieszczenia wparowała kolejna grupka koni. Tym razem byli to pozostali członkowie stada. Alice i Rosa od razu znalazły się przy swojej przywódczyni.
Po pięciu minutach Brenna wróciła z naparem i podała go klaczy, która duszkiem go wypiła. Potem odezwała, się matka Etain :
- Lauro, Harry. Wykonaliście kawał dobrej roboty. Epona na pewno jest wam wdzięczna. - powiedziała, po czym dodała:
- Możecie wyjść, poradzę sobie. Miałam do czynienia z moją córką od dawna - dodała z humorem. Całe stadko wyszło, lecz ja zostałem. Pentesilea zaprowadziła Etain do pokoju kąpieliskowego (gdzie mnie nie wpuszczono, choć bardzo tego żałowałem). Po kilku minutach Etain wyszła z włosami całymi w stronkach, a w promieniach słońca wyglądała jak sama bogini.
<Etain?>
- No dobrze, rozmawiałam z Zephirą, boginią Magii z mojego poprzedniego stada - wyjaśniła. Gdy wracaliśmy razem na równiny, opowiedziała więcej o tej swojej bogini.
- Czyli że... nie wierzysz w Eponę lecz w Zephirę? - spytałem
- Nie - zaśmiała się - Zephira to co innego niż Epona, to... - klacz urwała - Co do... - Poszedłem za jej wzrokiem. Wstrzymałem oddech. Ujrzałem Harry'ego trzymającego nieprzytomną, jasno-siwą klacz. Etain.
- Etain! - krzyknęła Laura i galopem pognała do klaczy i do Harry'ego. Również tam podbiegłem, starając się zachować kamienny wyraz twarzy, w rzeczywistości jednak byłem wstrząśnięty.
- Jak dobrze że jesteście! Etain źle się poczuła i straciła przytomność - powiedział spocony Harry. Pewnie sporo sił włożył w niesienie jej taki kawał. Natychmiast (jak to miałem w zwyczaju) zacząłem mówić innym co mają robić.
- Lauro, sprowadź Uzdrowicielkę ze Stada Ufasach. Ma na imię Brenna, spytasz się matkę Etain - nie trzeba było dwa razy powtarzać, klacz już gnała w stronę bagien.
- Harry, powiadom resztę stada, ja ją zaniosę do świątyni Epony - powiedziałem. Wziąłem bezwładne ciało Etain na grzbiet, następnie wzbiłem się w powietrze. Na szczęście skrzydła Fomorian były dużo mocniejsze od skrzydeł zwykłych pegazów. Mniej więcej w połowie drogi, klacz się obudziła.
- Lochlanie? Co się... - gdy usłyszałem jej szept, poczułem jej ciepły oddech tuż przy uchu dostałem gęsiej skórki.
- Nic nie mów, odpoczywaj... - powiedziałem szybko. Po piętnastu minutach wylądowaliśmy na balkonie, z którego wszedłem do jej ogromnego pokoju, potem położyłem ją na jej posłaniu.
- Dzięki - podziękowała krótko, gdy przyniosłem jej trochę zimnej wody. Po pewnym czasie do pomieszczenia wpadła Pentesilea (matka Etain) razem ze stadkiem służących i z uzdrowicielką- Brenną.
- Dziękuję Lochlanie za opiekę nad moim jelonkiem - uśmiechnęła się do mnie dosyć w podeszłym wieku jednorożka. Otworzyłem usta, aby wyjaśnić, że powinna podziękować Harry'emu, ale Etain odezwała się szybciej:
- Mamo, miałaś nie nazywać mnie jelonkiem przy osobach trzecich! - powiedziała osłabiona, lecz oburzona klacz marszcząc brwi. Następnie odezwała się Brenna:
- Etain, jadłaś dzisiaj śniadanie, Etain?
- Nie, nie miałam na to czasu. Stresowałam się przygotowaniami do Samhain...
- Wszystko jasne! Idę przygotować napar z ziół - dosłownie po kilku sekundach od wyjścia Brenny, do pomieszczenia wparowała kolejna grupka koni. Tym razem byli to pozostali członkowie stada. Alice i Rosa od razu znalazły się przy swojej przywódczyni.
Po pięciu minutach Brenna wróciła z naparem i podała go klaczy, która duszkiem go wypiła. Potem odezwała, się matka Etain :
- Lauro, Harry. Wykonaliście kawał dobrej roboty. Epona na pewno jest wam wdzięczna. - powiedziała, po czym dodała:
- Możecie wyjść, poradzę sobie. Miałam do czynienia z moją córką od dawna - dodała z humorem. Całe stadko wyszło, lecz ja zostałem. Pentesilea zaprowadziła Etain do pokoju kąpieliskowego (gdzie mnie nie wpuszczono, choć bardzo tego żałowałem). Po kilku minutach Etain wyszła z włosami całymi w stronkach, a w promieniach słońca wyglądała jak sama bogini.
<Etain?>
Od Etain C.D.
Moje nogi zamieniły się (w przenośni) w watę. Czułam, że odpływam... Harry mnie złapał. Słyszałam jak głośno wołał coś w stylu "Etain obudź się!" , jednak słyszałam tylko echo. Nie miałam czasu zastanawiać się, jak Harry powiadomi innych, skoro byliśmy oddaleni od najbliższego zamku... Po prostu zapadłam w głęboki sen.
Nowa Postać!
Oto Zaphira, bogini Magii z dawnego stada Magii
Zaphira
Bogini magii z dawnego stada Laury. Opiekowała się nią
Od Laury C.D.
Szłam sobie lasem. Wtedy pojawiła się znowu Zaphira.
- Witaj - przywitałam ją
- Witaj. Widzę, że nic ci na razie nie jest - uśmiechnęła się
- Nie. Mówiłam ci żebyś się nie martwiła
- Spokojnie. Zło jeszcze ni minęło. Musisz na siebie uważać - powiedziała
- Dobrze - odpowiedziałam - ty jako bogini magii wiesz najlepiej - zaśmiałam się
Zaphira się do mnie dołączyła. Trochę się pośmiałyśmy, potem się pożegnałyśmy i Zaphira zniknęła. Wtedy zza krzaków wyszedł Lochlan. Nie wiedziałam, że słyszał całą moją rozmowę z Zaphirą. Patrzyłam na niego. Trochę się odsunęłam. Wiedziałam już kim jest. Przed nimi ostrzegała mnie moja opiekunka.
- Co tu robisz ? - spytał
- Ja.... ja.... spacerowałam - troszkę skłamałam
- Witaj - przywitałam ją
- Witaj. Widzę, że nic ci na razie nie jest - uśmiechnęła się
- Nie. Mówiłam ci żebyś się nie martwiła
- Spokojnie. Zło jeszcze ni minęło. Musisz na siebie uważać - powiedziała
- Dobrze - odpowiedziałam - ty jako bogini magii wiesz najlepiej - zaśmiałam się
Zaphira się do mnie dołączyła. Trochę się pośmiałyśmy, potem się pożegnałyśmy i Zaphira zniknęła. Wtedy zza krzaków wyszedł Lochlan. Nie wiedziałam, że słyszał całą moją rozmowę z Zaphirą. Patrzyłam na niego. Trochę się odsunęłam. Wiedziałam już kim jest. Przed nimi ostrzegała mnie moja opiekunka.
- Co tu robisz ? - spytał
- Ja.... ja.... spacerowałam - troszkę skłamałam
<Lochlan?>
wtorek, 29 października 2013
Od Etain: Harry
Pytanie Harry'go było trudne. Co gorsza, zauważył moje zakłopotanie. Ale ja naprawdę nie wiedziałam kim był dla mnie Lochlan. Postanowiłam udać totalną idiotkę, udawając, że źle zrozumiałam pytanie.
- Lochlan, nie znasz go? - powiedziałam z głupkowatym uśmiechem.
- Nie o to mi chodziło, ale w porządku. Wszystko OK ? Nie wyglądasz najlepiej... - widziałam Harrego jak przez mgłę, wszystko zaczęło mi się zamazywać przed oczami...
C.D.N.
Proszę, aby nikt nie dokańczał za mnie. Sama zrobię to jutro.
- Lochlan, nie znasz go? - powiedziałam z głupkowatym uśmiechem.
- Nie o to mi chodziło, ale w porządku. Wszystko OK ? Nie wyglądasz najlepiej... - widziałam Harrego jak przez mgłę, wszystko zaczęło mi się zamazywać przed oczami...
C.D.N.
Proszę, aby nikt nie dokańczał za mnie. Sama zrobię to jutro.
Od Harry'ego: Etain
Odszedłem spokojnie od Etain. Byłem już daleko. Nie byłem zły. Rozumiem jeśli ma kogoś wyjątkowego i tym kimś jest właśnie Lochlan. Nie będę się narzucać.
-Etain!- krzyknąłem gdy zobaczyłem jak biegła wzdłuż równiny, którą się przechadzałem. Odwróciła głowę w moją stronę i podeszła.
-Hej... jak tam?- spytała i uśmiechnęła się.
-Dobrze. Kto to był?- zapytałem.
<Etain?>
-Etain!- krzyknąłem gdy zobaczyłem jak biegła wzdłuż równiny, którą się przechadzałem. Odwróciła głowę w moją stronę i podeszła.
-Hej... jak tam?- spytała i uśmiechnęła się.
-Dobrze. Kto to był?- zapytałem.
<Etain?>
Od Lochlana: Etain
- Więc co to za ważna sprawa!? - spytała wściekła Etain. Sam nie wiedziałem, co to była za sprawa. Chciałem tylko przerwać tą sielankę. Widok Etain z innym ogierem wyraźnie mi nie odpowiadał.
- Czemu mi nie ufasz? - wydusiłem jedyne, co mi przyszło do głowy.
- To jest ta ważna sprawa? - spytała klacz, unosząc brew.
- Tak, to jest ta sprawa. Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie to ważne - starałem się mówić najpoważniej jak tylko umiałem. Etain zaczęła się zastanawiać. Czyli to ją przekonało!
- Przecież... przecież Partholon zmaga się między innymi z tobą od lat! Mam ci do tego jeszcze ufać??
- Czy uważasz, że powinno się winić dzieci za czyny rodziców, w moim przypadku ojca? - spytałem, starając się odszukać w jej oczach choć cień zrozumienia. Po pewnym czasie się odezwała:
- Nie, uważam, że nie powinno się - powiedziała klacz
- Więc czemu mnie winisz? - zrobiłem krok do przodu, a ona się nie cofała. Postęp!
- Nie... nie wiem - powiedziała łamiącym się głosem - Od kiedy tylko cię spotkałam po raz pierwszy, rozum nakazywał mi ci nie ufać, miałam wrażenie, że coś ukrywasz - powiedziała. Niestety, miała rację. Miałem wiele tajemnic.
- Nie mam nic do ukrycia - skłamałem. Zrobiłem kolejny krok do przodu. Dzieliły nas centymetry. Miała spuszczoną głowę. Wystarczyłoby mi kilka sekund, aby wyjąć sztylet, powiedzieć formułkę oraz złożyć ją w ofierze. I byłoby po sprawie. Zostalibyśmy uwolnieni od krwi naszych ojców. Moglibyśmy na stałe osiedlić się w Partholonie... Wieźć spokojne życie. Ale nie, nie zabiję jej. Nie potrafię, choć przez chwilę miałem sztylet w ręku. Po pewnym czasie klacz uniosła głowę, spojrzała na mnie błyszczącymi, szklącymi się oczami. Nasze twarze zaczęły się przybliżać, zakończyłyby się pocałunkiem, gdyby ona w ostatniej chwili nie odwróciła się i nie uciekła. Rozejrzałem się. W krzakach zobaczyłem Misę. Wyglądała na niezadowoloną.
- Czemu mi nie ufasz? - wydusiłem jedyne, co mi przyszło do głowy.
- To jest ta ważna sprawa? - spytała klacz, unosząc brew.
- Tak, to jest ta sprawa. Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie to ważne - starałem się mówić najpoważniej jak tylko umiałem. Etain zaczęła się zastanawiać. Czyli to ją przekonało!
- Przecież... przecież Partholon zmaga się między innymi z tobą od lat! Mam ci do tego jeszcze ufać??
- Czy uważasz, że powinno się winić dzieci za czyny rodziców, w moim przypadku ojca? - spytałem, starając się odszukać w jej oczach choć cień zrozumienia. Po pewnym czasie się odezwała:
- Nie, uważam, że nie powinno się - powiedziała klacz
- Więc czemu mnie winisz? - zrobiłem krok do przodu, a ona się nie cofała. Postęp!
- Nie... nie wiem - powiedziała łamiącym się głosem - Od kiedy tylko cię spotkałam po raz pierwszy, rozum nakazywał mi ci nie ufać, miałam wrażenie, że coś ukrywasz - powiedziała. Niestety, miała rację. Miałem wiele tajemnic.
- Nie mam nic do ukrycia - skłamałem. Zrobiłem kolejny krok do przodu. Dzieliły nas centymetry. Miała spuszczoną głowę. Wystarczyłoby mi kilka sekund, aby wyjąć sztylet, powiedzieć formułkę oraz złożyć ją w ofierze. I byłoby po sprawie. Zostalibyśmy uwolnieni od krwi naszych ojców. Moglibyśmy na stałe osiedlić się w Partholonie... Wieźć spokojne życie. Ale nie, nie zabiję jej. Nie potrafię, choć przez chwilę miałem sztylet w ręku. Po pewnym czasie klacz uniosła głowę, spojrzała na mnie błyszczącymi, szklącymi się oczami. Nasze twarze zaczęły się przybliżać, zakończyłyby się pocałunkiem, gdyby ona w ostatniej chwili nie odwróciła się i nie uciekła. Rozejrzałem się. W krzakach zobaczyłem Misę. Wyglądała na niezadowoloną.
Od Etain: Harry i Zazdrosny Lochlan
- Z wielką chęcią - odparłam uśmiechając się jak najpromienniej do nowe, go ogiera
- Tak więc jak już pewnie wiesz, to jest Morze Powołania [...]
-No to już chyba ostatnie miejsce, Świątynia Muz - powiedziałam, zerkając na ogromną budowlę z bogato zdobionymi, pozłacanymi kolumnami i dachem. Po kilku chwilach bawiące się tam młode klaczki (były takie słodkie, że aż przypomniały mi się moje źrebięce lata, gdy także uczyłam się w tej świątyni) zauważyły mnie. Po równo dwóch sekundach usłyszałam:
- Bądź pozdrowiona, bogini!
-Sławmy Eponę!
- Wielbimy cię, Wybranko Epony! - przez pół minuty byłam obrzucana piskliwymi głosikami, do czasu, aż jedna z muz ich nie uspokoiła. Rozpoznałam w niej Terpsychorę- muzę tańca, skinęłyśmy na siebie głowami.
- Uwielbiają cię - odezwał się Harry zerkając na młode klaczki
- Tak, pamię....
- Etain, mam pilną sprawę - odwróciliśmy się. Zobaczyłam nikogo innego, lecz oczywiście Lochlana.
- Wybacz, oprowadzam Harre... Harry, to jest Lochlan, Lochlan, to jest Harry. I nie mam teraz czasu Lochlanie- odwróciłam się już, ale Lochlan nie dawał za wygraną
-To bardzo ważne!
- Nie ma sprawy Etain, mogę sam o siebie zadbać - miałam ochotę rozszarpać Harry'go. Dlaczego nie powiedział nic w stylu: Nie, Etain jest zajęta. Gdy Harry odszedł, spytałam Lochlana:
- Więc co to za ważna sprawa?! - spytałam poirytowana
<Lochlan?>
- Tak więc jak już pewnie wiesz, to jest Morze Powołania [...]
-No to już chyba ostatnie miejsce, Świątynia Muz - powiedziałam, zerkając na ogromną budowlę z bogato zdobionymi, pozłacanymi kolumnami i dachem. Po kilku chwilach bawiące się tam młode klaczki (były takie słodkie, że aż przypomniały mi się moje źrebięce lata, gdy także uczyłam się w tej świątyni) zauważyły mnie. Po równo dwóch sekundach usłyszałam:
- Bądź pozdrowiona, bogini!
-Sławmy Eponę!
- Wielbimy cię, Wybranko Epony! - przez pół minuty byłam obrzucana piskliwymi głosikami, do czasu, aż jedna z muz ich nie uspokoiła. Rozpoznałam w niej Terpsychorę- muzę tańca, skinęłyśmy na siebie głowami.
- Uwielbiają cię - odezwał się Harry zerkając na młode klaczki
- Tak, pamię....
- Etain, mam pilną sprawę - odwróciliśmy się. Zobaczyłam nikogo innego, lecz oczywiście Lochlana.
- Wybacz, oprowadzam Harre... Harry, to jest Lochlan, Lochlan, to jest Harry. I nie mam teraz czasu Lochlanie- odwróciłam się już, ale Lochlan nie dawał za wygraną
-To bardzo ważne!
- Nie ma sprawy Etain, mogę sam o siebie zadbać - miałam ochotę rozszarpać Harry'go. Dlaczego nie powiedział nic w stylu: Nie, Etain jest zajęta. Gdy Harry odszedł, spytałam Lochlana:
- Więc co to za ważna sprawa?! - spytałam poirytowana
<Lochlan?>
Od Etain: Alice
Miłość jest w stanie pokonać wszystko. Nie ukrywaj swoich uczuć pod maską dzielnej klaczy... Te słowa przez dobre piętnaście sekund krążyły mi po głowie, po chwili zastanowienia odpowiedziałam na pytanie Alice:
- Myślę, że Epona chciała ci przekazać, że nie powinnaś udawać twardzielki, gdyż może cię to osłabić, lecz powinnaś dać się ponieść miłości i nie ukrywać swych uczuć, bo właśnie to cię wzmocni - powiedziałam, a moje słowa nabrały jakiejś dziwnej mocy, jakby zostały wypowiedziane przez samą boginię.
Przecież nią jesteś, Umiłowana... Głos bogini, tak dobrze mi znany jak zawsze miał rację.
<Koniec>
- Myślę, że Epona chciała ci przekazać, że nie powinnaś udawać twardzielki, gdyż może cię to osłabić, lecz powinnaś dać się ponieść miłości i nie ukrywać swych uczuć, bo właśnie to cię wzmocni - powiedziałam, a moje słowa nabrały jakiejś dziwnej mocy, jakby zostały wypowiedziane przez samą boginię.
Przecież nią jesteś, Umiłowana... Głos bogini, tak dobrze mi znany jak zawsze miał rację.
<Koniec>
Od Etain: Rosa i Przygotowania do Samhain
-Inni? No cóż... leniuchują - powiedziałam raczej z rozbawieniem niż z pogardą. Rosa też się uśmiechnęła, po czym spytała:
- Masz jeszcze jakieś pomysły na dekoracje?
- Mogłabyś powycinać jakieś fajne twarze w dyniach, a następnie powkładać tam świece - zaproponowałam
- Ale czy na Samhain nie powinno nie być żadnych świateł?
- Stare dzieje! - machnęłam kopytem - Owszem, pomodlimy się przy zgaszonym ogniu, ale nie będzie całkiem ciemno, czasy się zmieniają. Ostatnio moja babcia robiła ten rytuał w ten sposób- zaśmiałam się, lecz potem trochę posmutniałam na myśl o nieżyjącej już babci. Pamiętałam, że zawsze chciałam nosić jej imię- Nesteja.
- No nic, biorę się do pracy - powiedziała Rosa
<Koniec>
- Masz jeszcze jakieś pomysły na dekoracje?
- Mogłabyś powycinać jakieś fajne twarze w dyniach, a następnie powkładać tam świece - zaproponowałam
- Ale czy na Samhain nie powinno nie być żadnych świateł?
- Stare dzieje! - machnęłam kopytem - Owszem, pomodlimy się przy zgaszonym ogniu, ale nie będzie całkiem ciemno, czasy się zmieniają. Ostatnio moja babcia robiła ten rytuał w ten sposób- zaśmiałam się, lecz potem trochę posmutniałam na myśl o nieżyjącej już babci. Pamiętałam, że zawsze chciałam nosić jej imię- Nesteja.
- No nic, biorę się do pracy - powiedziała Rosa
<Koniec>
Od Alice: Wspomnienie
Od momentu, gdy zobaczyłam Lochana rozmawiającego z Fomorianami, nie mogłam się otrząsnąć z tamtego wspomnienia. Dzielna klacz zmieniła się w trzęsącą galaretę. Ciągle chodziłam wystraszona i czujna jak nigdy.
Właśnie przechadzałam się polną drogą, gdy tuż za mną ktoś krzyknął:
- Hej Alice!
- Na Epone!
Wrzasnęłam jak oparzona i rzuciłam się do przodu. Jako, że Rosa była ode mnie o wiele szybsza, dogoniła mnie w mgnieniu oka.
- Alice, co ci się stało? - spytała przejęta.
- Nic, nic. Tylko się przestraszyłam - odpowiedziałam uspokojona.
- Ostatnio dziwnie się zachowujesz. Potrafiłabyś stanąć oko w oko z niedźwiedziem, a teraz boisz się nawet mnie. Stało się coś? Mi możesz o wszystkim powiedzieć - zapewniła.
- Nie, nie. Wszystko w porządku. Denerwuję się tylko przed Samhain. - kłamałam.
- Pamiętaj, że na mnie zawsze możesz liczyć - powiedziała, po czym odeszła.
Głupio mi było i miałam wyrzuty sumienia, że okłamałam swoją najlepszą przyjaciółkę. Ciągle śnił mi się tamten pegaz, a słowa, które Epona przekazała mi w świątyni, jeszcze bardziej mnie zaniepokoiły. Miłość? Uczucia skrywane pod maską? Kompletnie tego nie rozumiałam. Postanowiłam zapytać Etain. Może ona wyjaśni mi, o co chodziło naszej bogini.
Spotkałam ją o dziwo na naszej łące. Wyglądała zjawiskowo, w porannym blasku słońca.
- Hej Etain! - krzyknęłam radośnie.
- O! Witaj Alice! Co cię do mnie sprowadza? - spytała.
- Pomyślałam, że może mogłabyś mi w czymś pomóc - odpowiedziałam nieśmiało.
- O co chodzi? - spytała Etain.
Opowiedziałam Etain o słowach, które powiedziała mi bogini. To, że widziałam Lochlana z innymi Fomorianami przemilczałam.
- Pomożesz?
<Etain?>
Właśnie przechadzałam się polną drogą, gdy tuż za mną ktoś krzyknął:
- Hej Alice!
- Na Epone!
Wrzasnęłam jak oparzona i rzuciłam się do przodu. Jako, że Rosa była ode mnie o wiele szybsza, dogoniła mnie w mgnieniu oka.
- Alice, co ci się stało? - spytała przejęta.
- Nic, nic. Tylko się przestraszyłam - odpowiedziałam uspokojona.
- Ostatnio dziwnie się zachowujesz. Potrafiłabyś stanąć oko w oko z niedźwiedziem, a teraz boisz się nawet mnie. Stało się coś? Mi możesz o wszystkim powiedzieć - zapewniła.
- Nie, nie. Wszystko w porządku. Denerwuję się tylko przed Samhain. - kłamałam.
- Pamiętaj, że na mnie zawsze możesz liczyć - powiedziała, po czym odeszła.
Głupio mi było i miałam wyrzuty sumienia, że okłamałam swoją najlepszą przyjaciółkę. Ciągle śnił mi się tamten pegaz, a słowa, które Epona przekazała mi w świątyni, jeszcze bardziej mnie zaniepokoiły. Miłość? Uczucia skrywane pod maską? Kompletnie tego nie rozumiałam. Postanowiłam zapytać Etain. Może ona wyjaśni mi, o co chodziło naszej bogini.
Spotkałam ją o dziwo na naszej łące. Wyglądała zjawiskowo, w porannym blasku słońca.
- Hej Etain! - krzyknęłam radośnie.
- O! Witaj Alice! Co cię do mnie sprowadza? - spytała.
- Pomyślałam, że może mogłabyś mi w czymś pomóc - odpowiedziałam nieśmiało.
- O co chodzi? - spytała Etain.
Opowiedziałam Etain o słowach, które powiedziała mi bogini. To, że widziałam Lochlana z innymi Fomorianami przemilczałam.
- Pomożesz?
<Etain?>
Od Rosy: Stara Znajoma
Ostatnie dni Lata. W koronach drzew coraz więcej liści w kolorach złota,brązu i czerwieni.Coraz chłodniejsze noce i krótsze dni.Wybrałam się na spacer,jak to zwykłam robić.Miałam ten zwyczaj jeszcze w dzieciństwie.Jak byłam mała często chodziłam na długie spacery,żeby odciąć się od stad.
Spojrzałam w niebo.Zobaczyłam to:
Gryf wylądował koło mnie.Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-Ginewra.-krzyknęłam i podbiegłam do niej.
-A co myślałaś,przyleciałam odwiedzić dawną koleżankę.-odparła Ginewra.Wyściskałyśmy się.
Ginewra to moja stara znajoma.Gdy opuściłam swoje pierwsze stado podróżowałyśmy razem,ale pewnego dnia rozstałyśmy się.
-Mam nadzieje,że zostaniesz na dłużej.-powiedziałam gdy Ginewra skończyła opowieść o swoich przygodach.
-Zamierzam osiedlić się w jednej z górskich jaskiń.-odparła
-To świetnie,choć przedstawię cię moim przyjaciołom.-zaproponowałam
Ginewra poznała całe stado.Polubiła wszystkich.Rozmawiałyśmy jeszcze długo.Ale zapadł zmrok i musiałam wrócić do zamku,a Ginewra w góry.
Na pewno się jeszcze nie raz spodka i przeżyjemy jakieś przygody.
<koniec>
Spojrzałam w niebo.Zobaczyłam to:
Gryf wylądował koło mnie.Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-Ginewra.-krzyknęłam i podbiegłam do niej.
-A co myślałaś,przyleciałam odwiedzić dawną koleżankę.-odparła Ginewra.Wyściskałyśmy się.
Ginewra to moja stara znajoma.Gdy opuściłam swoje pierwsze stado podróżowałyśmy razem,ale pewnego dnia rozstałyśmy się.
-Mam nadzieje,że zostaniesz na dłużej.-powiedziałam gdy Ginewra skończyła opowieść o swoich przygodach.
-Zamierzam osiedlić się w jednej z górskich jaskiń.-odparła
-To świetnie,choć przedstawię cię moim przyjaciołom.-zaproponowałam
Ginewra poznała całe stado.Polubiła wszystkich.Rozmawiałyśmy jeszcze długo.Ale zapadł zmrok i musiałam wrócić do zamku,a Ginewra w góry.
Na pewno się jeszcze nie raz spodka i przeżyjemy jakieś przygody.
<koniec>
poniedziałek, 28 października 2013
Od Harry'ego- Etain
Przechadzałem się wzdłuż plaży. Morze Powołania jest naprawdę piękne. Zobaczyłem białą klacz w oddali. Postanowiłem podejść do niej i jakoś zagadać, no bo co?
-Witaj.. mam na imię Harry. Teraz należę do tego stada... ty też prawda?- zapytałem po chwili namysłu.
-Tak. Mam na imię Etain.- odpowiedziała.
-Ehehe...
-Co właściwie tu robisz?- zapytała nagle.
-Em... sam nie wiem. Tak sobie spaceruję.- odpowiedziałem.
-Tu jest dość niebezpiecznie.- powiedziała.
-Ow... nie wiedziałem. Mam takie pytanie... oprowadziłabyś mnie po terenach stada?- zapytałem i uśmiechnąłem się.
<Etain?>
-Witaj.. mam na imię Harry. Teraz należę do tego stada... ty też prawda?- zapytałem po chwili namysłu.
-Tak. Mam na imię Etain.- odpowiedziała.
-Ehehe...
-Co właściwie tu robisz?- zapytała nagle.
-Em... sam nie wiem. Tak sobie spaceruję.- odpowiedziałem.
-Tu jest dość niebezpiecznie.- powiedziała.
-Ow... nie wiedziałem. Mam takie pytanie... oprowadziłabyś mnie po terenach stada?- zapytałem i uśmiechnąłem się.
<Etain?>
Od Harry'ego: Nowe Otoczenie
Dołączyłem do nowego stada, z dala od mojej rodziny mogę zachowywać się jak tylko chcę. Mogę być w stu procentach sobą. Nowe otoczenie bardzo mnie zachwycało i chciałem zbadać każdy zakątek tego pięknego miejsca.
Szedłem spokojnie gdy nagle ujrzałem piękną klacz jedzącą świeżą trawę. Wyglądała zjawiskowo pięknie. Podszedłem do niej i uśmiechnąłem się.
-Hej... jestem Harry.- powiedziałem nieśmiało.
-Blackie. Czego tu szukasz?- zapytała.
-Jestem nowy. Zupełnie nie znam tutejszych terenów.- wyznałem. Blackie leciutko się uśmiechnęła i zaprzestała jeść trawę.
<Blackie?>
Szedłem spokojnie gdy nagle ujrzałem piękną klacz jedzącą świeżą trawę. Wyglądała zjawiskowo pięknie. Podszedłem do niej i uśmiechnąłem się.
-Hej... jestem Harry.- powiedziałem nieśmiało.
-Blackie. Czego tu szukasz?- zapytała.
-Jestem nowy. Zupełnie nie znam tutejszych terenów.- wyznałem. Blackie leciutko się uśmiechnęła i zaprzestała jeść trawę.
<Blackie?>
Od Rosy: Etain
Jadłam akurat kolacje,gdy przyszła Etain.
-Cześć!-przywitałam się.
-Witaj!-odparła.
-A jak tam idą przygotowani do święta? Ja już przygotowałam większość ozdób. A co robią inni?
<Etain dokończysz?>
-Cześć!-przywitałam się.
-Witaj!-odparła.
-A jak tam idą przygotowani do święta? Ja już przygotowałam większość ozdób. A co robią inni?
<Etain dokończysz?>
Od Laury
Dzisiejszy dzień spędziłam w jaskini. Postanowiłam wziąć się za porządki. Wtedy ukazała mi się Zaphira - bogini magii, która mnie wychowywała.
- Witaj - przywitała się
- Witaj. Ci cię tu sprowadza ? - spytałam
- Przyszłam cię ostrzec
- Przed czym ? - zdziwiłam się
- Musisz się mieć na baczności. Stadu grazi niebezpieczeństwo. Fomorianie się ujawniają - powiedziała
- To nie dobrze - odpowiedziałam zastanawiając się
- Proszę uważaj na siebie. Od małego się tobą opiekuję. Jesteś prawie jedną z nas. Nie chcę aby coś ci się stało - powiedziała troskliwie
- To nieprawda. Nie jestem jedną z was - zaśmiałam się
- Jeszcze się przekonasz. A teraz muszę już iść - powiedziała i zniknęła.
Cały dzień zastanawiałam się nad jej słowami. Zaphira od małego przekazywała mi swoją wiedzę i moc. Cały czas się mną opiekowała. Zastanawiałam się, dlaczego właśnie to ja, a nie ktoś inny. Dlaczego ona mnie wybrała.
C.D.N.
- Witaj - przywitała się
- Witaj. Ci cię tu sprowadza ? - spytałam
- Przyszłam cię ostrzec
- Przed czym ? - zdziwiłam się
- Musisz się mieć na baczności. Stadu grazi niebezpieczeństwo. Fomorianie się ujawniają - powiedziała
- To nie dobrze - odpowiedziałam zastanawiając się
- Proszę uważaj na siebie. Od małego się tobą opiekuję. Jesteś prawie jedną z nas. Nie chcę aby coś ci się stało - powiedziała troskliwie
- To nieprawda. Nie jestem jedną z was - zaśmiałam się
- Jeszcze się przekonasz. A teraz muszę już iść - powiedziała i zniknęła.
Cały dzień zastanawiałam się nad jej słowami. Zaphira od małego przekazywała mi swoją wiedzę i moc. Cały czas się mną opiekowała. Zastanawiałam się, dlaczego właśnie to ja, a nie ktoś inny. Dlaczego ona mnie wybrała.
C.D.N.
Od Alice: Dziwne zmiany
Po raz pierwszy od miesiąca wybrałam się nad morze. Szum fal i bryza uspokajająco na mnie wpływała. Już od kilku dni śledziłam Lochlana, ale jego zachowanie było zwyczajne. Nie wyglądało jakby coś ukrywał. Poza tym zauważyłam na swojej sierści dziwne zmiany. Końcówki ogona i grzywy pociemniały mi a nad kopytami sierść zaczęła się wydłużać, tworząc szczotki. Pysk nabrał różowych tonacji a oczy ciemnej głębi. A może tylko mi się wydawało...
W ostatnim czasie do stada dołączyło kilka urodziwych klaczy. Wiedziałam, że pod względem wyglądu nie mam z nimi szans.
Wtem moje zmysły wyczuły, że nieopodal przechodzi jakiś koń. Od razu wyczułam ten zapach. Lochlan! Ukryta pod płaszczem drzew i krzewów ruszyłam w ślad za nim. Szłam tak kilka godzin. Już na początku drogi zorientowałam się, że idzie w stronę gór Trier.
Gdy las powoli się kończył, skręcił w boczną ścieżkę wiodącą w dół. Doszedł do jaskini, gdzie spotkał się z...
O matko! Nogi mi się ugięły, serce zaczęło bić jak szalone i przez chwilę nie mogłam oddychać. Byli tam Fomorianie. Jeden z nich - czarny pegaz... zaczęło robić mi się w środku gorąco i pewnie się zarumieniłam. Szybko się opanowałam i po cichu wycofałam się w gąszcz. Cwałując najszybciej jak potrafiłam do Partholonu, zwolniłam dopiero przy Świątyni Muz. Zobaczyłam wracającego Lochlana. Przeszyłam go nieufnym i pełnym wyrzutów wzrokiem. Przecież wszyscy mu zaufaliśmy a on...
Pod wieczór udałam się do Świątyni Epony, porozmawiać z naszą boginią. Jedyne co od niej usłyszałam to "Miłość jest w stanie pokonać wszystko. Nie ukrywaj swoich uczuć pod maską dzielnej klaczy.".
W ostatnim czasie do stada dołączyło kilka urodziwych klaczy. Wiedziałam, że pod względem wyglądu nie mam z nimi szans.
Wtem moje zmysły wyczuły, że nieopodal przechodzi jakiś koń. Od razu wyczułam ten zapach. Lochlan! Ukryta pod płaszczem drzew i krzewów ruszyłam w ślad za nim. Szłam tak kilka godzin. Już na początku drogi zorientowałam się, że idzie w stronę gór Trier.
Gdy las powoli się kończył, skręcił w boczną ścieżkę wiodącą w dół. Doszedł do jaskini, gdzie spotkał się z...
O matko! Nogi mi się ugięły, serce zaczęło bić jak szalone i przez chwilę nie mogłam oddychać. Byli tam Fomorianie. Jeden z nich - czarny pegaz... zaczęło robić mi się w środku gorąco i pewnie się zarumieniłam. Szybko się opanowałam i po cichu wycofałam się w gąszcz. Cwałując najszybciej jak potrafiłam do Partholonu, zwolniłam dopiero przy Świątyni Muz. Zobaczyłam wracającego Lochlana. Przeszyłam go nieufnym i pełnym wyrzutów wzrokiem. Przecież wszyscy mu zaufaliśmy a on...
Pod wieczór udałam się do Świątyni Epony, porozmawiać z naszą boginią. Jedyne co od niej usłyszałam to "Miłość jest w stanie pokonać wszystko. Nie ukrywaj swoich uczuć pod maską dzielnej klaczy.".
niedziela, 27 października 2013
Nowe postacie!
Do zakładki: Inne postacie dołączają:
Helios
Przyjaciel Lochlana, W połowie Fomorianin
Misa
Przyjaciółka Lochlana, Partnerka Marco, W połowie Fomorianka
Marco
Przyjaciel Lochlana, Partner Misy, W połowie Fomorianin
Od Lochlana: Fomorianie
- Dobrze, że akurat byłem w pobliżu - dodałem z uśmiechem - Jak ci minął dzień?
- Było dobrze, aż do... teraz - powiedziała klacz spoglądając na swoje zabłocone nogi.
- Chyba powinnam pójść nad rzekę zmyć to z siebie... - powiedziała
- Zdecydowanie... mogę cię odprowadzić - powiedziałem. Po pewnym czasie doszliśmy do rzeki, a Laura się szykowała.
- Chyba powinienem pójść - powiedziałem, nie chcąc jej stawiać w niezręcznej sytuacji. Po za tym przypomniałem sobie o spotkaniu...
Po około piętnastu minutach w umówionym miejscu czekał na mnie mój przyjaciel- Helios
- Było dobrze, aż do... teraz - powiedziała klacz spoglądając na swoje zabłocone nogi.
- Chyba powinnam pójść nad rzekę zmyć to z siebie... - powiedziała
- Zdecydowanie... mogę cię odprowadzić - powiedziałem. Po pewnym czasie doszliśmy do rzeki, a Laura się szykowała.
- Chyba powinienem pójść - powiedziałem, nie chcąc jej stawiać w niezręcznej sytuacji. Po za tym przypomniałem sobie o spotkaniu...
Po około piętnastu minutach w umówionym miejscu czekał na mnie mój przyjaciel- Helios
- Spóźniłeś się, Lochlanie. Czekam tu na ciebie już od pewnego czasu. - powiedział niby ze złością Helios, lecz w rzeczywistości zaczął się uśmiechać do mnie.
- Wybacz, ratowałem pewną klacz z bagna - wyjaśniłem zawadiacko
- Lochlan! Przecież nie po to dołączyłeś do stada, żeby po filtrować z klaczami! Czy wykonałeś zadanie?
- Nie, nie mogę tego zrobić - powiedziałem - Nigdy bym jej nie skrzywdził.
- Tylko to uchroni nas przed szaleństwem z krwi naszych ojców! Wolisz, żebyśmy wszyscy zamienili się w prawdziwych fomorian byle żeby tylko ona żyła? Masz jakąś obsesję! Jeśli ty jej nie zabijesz, sam to zrobię!
- Nie! Przysięgam, że jeśli to zrobisz, osobiście...
- Tylko krew umierającej bogini może powstrzymać szaleństwo krwi twojego ojca, zapomniałeś już jak brzmiały słowa Morrigan, gdy była na łożu śmierci? - odezwała się Misa:
- Doskonale je pamiętam - powiedziałem przypominając sobie ciche szepty mojej matki, gdy umierała. - Ale mamy chyba sporo czasu, jeszcze nikogo z nas nie pochłonęło szaleństwo... - tam gdzie Misa, tam też oczywiście pojawiał się Marco:
- Mylisz się, Lochlanie. Pięciu naszych już opętało, a Chloe nie żyje - powiedział Marco beznamiętnie
- Co!? Co się stało?? Dlaczego ona...
- Czuła, że pochłania ją szaleństwo, czuła, że zamienia się w potwora, jakim był jej ojciec.... Wolała zginąć, niż się w to zamienić.
- Zabiła się? - spytałem. Byłem w szoku. Sądziłem, że mam więcej czasu.
- Tak, zabiła się, a Tristan, Eleonor, Candy, Rufus i Ashe uciekli w stronę gór, zamiast po tym jak...- Marco nie musiał dokańczać, bo się domyśliłem. "To samo może spotkać mnie" - pomyślałem
- Dajcie mi tydzień, załatwię to zaraz po Samhain - powiedziałem odwracając się, aby wrócić na tereny stada, jednak zatrzymała mnie Misa:
- Jesteś naszym przywódcą, Lochlanie, nie zawiedź nas... - powiedziała
- Nie zawiodę, ale obiecajcie, że sami nic nie zrobicie
- Obiecujemy - odparli razem, a ja ruszyłem w drogę powrotną. Gdy mijałem Świątynię Muz, zobaczyłem Alice. Patrzyła na nie nieufnie. Bardzo nieufnie...
< Alice niech opisze, jak śledziła Lochlana i widziała to zajście, ale nic nie słyszała. Tylko niech nic nie mówi Etain!
I tak z resztą pewnie omawiałyście to, no nie? Bo Almette mówiła, że tak>
Od Laury: Lochlan
Postanowiłam dzisiaj, że będzie to dzień, gdzie pozwiedzam trochę terenów stada. Gdy tak szłam w zamyśleniu wpatrzona w srebrny liść dębu, który zwisał na mojej szyi :
Nagle się zapadłam. Okazało się, że przez moją nieuwagę wpadłam w bagna. Zaczęłam się zapadać. Wołałam o pomoc. Nagle ktoś mnie wyciągnął. Był to Lochlan.
- Już drugi raz cię ratuję - zaśmiał się
- Tak. Dziękuję ci - powiedziałam i zarumieniłam się. Na szczęście nie było tego widać, ponieważ na moją twarz padał cień z kaptura płaszcza.
< Lochlan ? >
Nagle się zapadłam. Okazało się, że przez moją nieuwagę wpadłam w bagna. Zaczęłam się zapadać. Wołałam o pomoc. Nagle ktoś mnie wyciągnął. Był to Lochlan.
- Już drugi raz cię ratuję - zaśmiał się
- Tak. Dziękuję ci - powiedziałam i zarumieniłam się. Na szczęście nie było tego widać, ponieważ na moją twarz padał cień z kaptura płaszcza.
< Lochlan ? >
Od Rosy: Fellandon
-Ok.-odparłam zadowolona-Złap mnie jeśli potrafisz
Ruszyłam galopem.Felladon od razu odpowiedział na zaczepkę.
-Ze mną nie wygrasz - uciął i pogalopował za mną.Przez większość drogi prowadziłam,ale na końcu zmęczenie wzięło górę i wyścig zakończył się remisem.Ubawiłam się jak nie wiem.
-I co złapałem cię.-uśmiechną się Felladon chlapiąc na mnie.
-Osz ty!-wezwałam wiatr a na ogiera spadła fala wody.-Masz za swoje.
Bawiliśmy się jeszcze jakiś czas.Później suszyliśmy na polanie.
Nagle cisze przerwał huk.
-To kłusownicy.-oznajmiłam przerażona.-Lepiej stąd chodźmy.Boję się.
-...
<Felladon?>
Ruszyłam galopem.Felladon od razu odpowiedział na zaczepkę.
-Ze mną nie wygrasz - uciął i pogalopował za mną.Przez większość drogi prowadziłam,ale na końcu zmęczenie wzięło górę i wyścig zakończył się remisem.Ubawiłam się jak nie wiem.
-I co złapałem cię.-uśmiechną się Felladon chlapiąc na mnie.
-Osz ty!-wezwałam wiatr a na ogiera spadła fala wody.-Masz za swoje.
Bawiliśmy się jeszcze jakiś czas.Później suszyliśmy na polanie.
Nagle cisze przerwał huk.
-To kłusownicy.-oznajmiłam przerażona.-Lepiej stąd chodźmy.Boję się.
-...
<Felladon?>
Od Laury- Fellandon
- No .... ja..... przepraszam. - powiedziałam po chwili
- Ale za co ? - spytał zdziwiony
- Chodzi o to, że ja wszystko biorę poważnie - odpowiedziałam
Falladon nic nie odpowiedział.
< Falladon ? >
- Ale za co ? - spytał zdziwiony
- Chodzi o to, że ja wszystko biorę poważnie - odpowiedziałam
Falladon nic nie odpowiedział.
< Falladon ? >
Od Fellandona: Laura
-Panna nieśmiała się odezwała.- zażartowałem.
-Ha Ha, bardzo śmieszne. -oburzyła się.
-No przestań! To była żart!- pocieszałem ją.
<Laura? Brak pomysłu :\ ... >
-Ha Ha, bardzo śmieszne. -oburzyła się.
-No przestań! To była żart!- pocieszałem ją.
<Laura? Brak pomysłu :\ ... >
Od Fellandona: Rosa
-Jeśli chcesz mogę z tobą pójść na plaże.- powiedziałem.
-Dobra!- ucieszyła się klacz. Poszliśmy na nadmorską plażę. Rosa wbiegła w ciepłe, morskie fale. Ja położyłem się na brzegu. Rosa zawołała mnie do wody, ale odmówiłem. Nie chcę się moczyć w słonej wodzie. Gdy Rosa wyszła z wody, otrząsnęła się.
-Teraz ja wybieram gdzie idziemy.- powiedziałem dumnie.- Chodźmy nad jezioro.
<Rosa?>
-Dobra!- ucieszyła się klacz. Poszliśmy na nadmorską plażę. Rosa wbiegła w ciepłe, morskie fale. Ja położyłem się na brzegu. Rosa zawołała mnie do wody, ale odmówiłem. Nie chcę się moczyć w słonej wodzie. Gdy Rosa wyszła z wody, otrząsnęła się.
-Teraz ja wybieram gdzie idziemy.- powiedziałem dumnie.- Chodźmy nad jezioro.
<Rosa?>
Od Laury: Fellandon
Chodziłam po terenach stada. Jak zwykle z płaszczem i kapturem na głowie. Szłam zamyślona. W pewnym momencie wpadłam na kogoś.
- Prz... przepraszam - powiedziałam
- Nic się nie stało - odpowiedział - jesteś z tego stada ? Nie widziałem cię wcześniej
- Tak. Jestem tu nowa i jeszcze nikogo nie znam - odpowiedziałam nieśmiało
- W takim razie, jestem Fellandon - przedstawił się ogier
Na początku się wahałam, ale w końcu się odważyłam.
- Ja jestem Laura
< Fellandon ? >
- Prz... przepraszam - powiedziałam
- Nic się nie stało - odpowiedział - jesteś z tego stada ? Nie widziałem cię wcześniej
- Tak. Jestem tu nowa i jeszcze nikogo nie znam - odpowiedziałam nieśmiało
- W takim razie, jestem Fellandon - przedstawił się ogier
Na początku się wahałam, ale w końcu się odważyłam.
- Ja jestem Laura
< Fellandon ? >
sobota, 26 października 2013
Od Rosy: Fellandon
Wylegiwałam się na słońcu i odpoczywałam.Usłyszałam,że ktoś idzie.Myślałam,że to Etain lub Alice.Nie zwróciłam uwagi.Zdziwiłam się,gdy zamiast którejś z nich zobaczyłam Fellandona. Kary ogier przyglądał mi się chwilę.
-O,Witaj nie zauważyłam cię.-powiedziałam uśmiechając się
-Co robisz?-zapytał
-Na razie nic,ale chętnie bym poszła nad morze lub do lasy.-odparłam wstając.
<Fellandon dokończ>
-O,Witaj nie zauważyłam cię.-powiedziałam uśmiechając się
-Co robisz?-zapytał
-Na razie nic,ale chętnie bym poszła nad morze lub do lasy.-odparłam wstając.
<Fellandon dokończ>
Od Rosy: Etain c.d.
-Na razie nie prowadzimy wojen i nic nam nie zagraża,więc jako wojowniczka nudzę się.Z chęciom zajmę się dekoracjami.-odparłam z uśmiechem.-W końcu chcę się na coś przydać.
-Mogłabyś?-zapytała Etain
-No pewnie,mam kilka dni,ale lepiej zacząć od zaraz.Powiedz jak to ma wyglądać.Sama załatwię resztę.-powiedziałam
-...
<Etain dokończysz?>
-Mogłabyś?-zapytała Etain
-No pewnie,mam kilka dni,ale lepiej zacząć od zaraz.Powiedz jak to ma wyglądać.Sama załatwię resztę.-powiedziałam
-...
<Etain dokończysz?>
Od Etain: Alice i Al-Kapfa
- Lochlan twierdzi, że w górach kryją się zarówno dobrzy, jak i źli Fomor... - nie zdążyłam dokończyć bo usłyszałam w głowie głos Epony: Idź do świątyni, Umiłowana... Tak też postanowiłam zrobić.
- Alice, pójdziesz ze mną do świątyni Epony?
- Pewnie, ale po co?
- Epona - wyjaśniłam krótko, a klacz od razu zrozumiała. Po pięciu minut minutach drogi było widać już wieże świątyni. Ledwo zdążyłam przekroczyć próg świątyni z kremowego marmuru, Alice coś zauważyła.
- Etain, spójrz. To Fellandon z jakąś... nieznajomą.
- Faktycznie- powiedziałam mrużąc oczy
- Pójdę nad rzekę- powiedziała Alice zostawiając mnie (niestety) samą. Klacz którą przyprowadził Fellandon ukłoniła się i powiedziała:
-Witam Cię pani, ja Al-Kapfa, córka Al-Pini i Es-Korona, kłaniam ci się i proszę o pozwolenie na dołączenie do stada. - powiedziała klacz w 100% poważnym tonem. Myślałam, że wybuchnę śmiechem.
- Tak, tak pozwalam ci na dołączenie i wstań. - powiedziałam uśmiechając się. - Nie musiałaś tego robić tak oficjalnie, wystarczyło by "Hej, mogę dołączyć?", ale i tak cieszę się, że dołączyłaś. Mów mi Etain - powiedziałam, następnie podałyśmy sobie kopyta.
- Ja mam ci pokazać zamek Woulffa w którym będziesz mieszkać, czy wolisz aby zrobił to Fdllandon?
<Al-Kapfa?>
- Alice, pójdziesz ze mną do świątyni Epony?
- Pewnie, ale po co?
- Epona - wyjaśniłam krótko, a klacz od razu zrozumiała. Po pięciu minut minutach drogi było widać już wieże świątyni. Ledwo zdążyłam przekroczyć próg świątyni z kremowego marmuru, Alice coś zauważyła.
- Etain, spójrz. To Fellandon z jakąś... nieznajomą.
- Faktycznie- powiedziałam mrużąc oczy
- Pójdę nad rzekę- powiedziała Alice zostawiając mnie (niestety) samą. Klacz którą przyprowadził Fellandon ukłoniła się i powiedziała:
-Witam Cię pani, ja Al-Kapfa, córka Al-Pini i Es-Korona, kłaniam ci się i proszę o pozwolenie na dołączenie do stada. - powiedziała klacz w 100% poważnym tonem. Myślałam, że wybuchnę śmiechem.
- Tak, tak pozwalam ci na dołączenie i wstań. - powiedziałam uśmiechając się. - Nie musiałaś tego robić tak oficjalnie, wystarczyło by "Hej, mogę dołączyć?", ale i tak cieszę się, że dołączyłaś. Mów mi Etain - powiedziałam, następnie podałyśmy sobie kopyta.
- Ja mam ci pokazać zamek Woulffa w którym będziesz mieszkać, czy wolisz aby zrobił to Fdllandon?
<Al-Kapfa?>
Od Al-Kapfy: Moje życie C.D.
Zaczęła się wspinaczka po górach. Udało mi się wejść na jakąś drogę wiodącą przez szczyty. Nagle wyczułam jakiś niepokojący wstrząs. Spojrzałam w górę, a ze szczytu spadały skały. Udało mi się ich uniknąć. Po dłuższej wędrówce zeszłam ze szczytów gór. Znalazłam się w Partholonie. Biegłam przez łąkę do jakiegoś "zamku". Nagle stanął przede mną stanął jakiś kary ogier. Był tak jak ja kucem. Wydawał mi się znajomy.
-Al-Kapfa? Czy to Ty, o Wielka mędrczyni?- spytał ogier. Ciekawe skąd zna moje imię?
-Tak, to ja jestem Al-Kapfa, a ty młodzieńcze... Kim jesteś?- spytałam konia.
-Nie poznajesz mnie? To ja Felladon!- uśmiechnął się koń.
-Felladon? Ty żyjesz?!- zdziwiłam się. Jednak znalazłam członka poprzedniego stada.
-Tak, żyję.- powiedział- A ma matka i siostra?
-Nie wiem skarbeńku.- rzekłam miło do byłego podopiecznego.- Chodź musimy odszukać resztę stada...
-Nie opuszczę swojego stada.-uparł się.- Tu jest moje stado.
-Masz nowe stado?- spytałam go.
-Tak, mam. I go nie zostawię.- rzekł z dumą.- Jeśli chcesz możesz dołączyć.
Po chwili namysłu odpowiedziałam:
-Prowadź do przewodniczki.
Zabrał mnie pod jakiś pałac, a zeń wyszła piękna, młoda, jasnosiwa klacz, o przepięknych pierzastych skrzydłach.
~Pegaz!- pomyślałam i się ukłoniłam.
-Witam Cię pani, ja Al-Kapfa, córka Al-Pini i Es-Korona, kłaniam ci się i proszę o pozwolenie na dołączenie do stada.
<Przywódczyni?>
-Al-Kapfa? Czy to Ty, o Wielka mędrczyni?- spytał ogier. Ciekawe skąd zna moje imię?
-Tak, to ja jestem Al-Kapfa, a ty młodzieńcze... Kim jesteś?- spytałam konia.
-Nie poznajesz mnie? To ja Felladon!- uśmiechnął się koń.
-Felladon? Ty żyjesz?!- zdziwiłam się. Jednak znalazłam członka poprzedniego stada.
-Tak, żyję.- powiedział- A ma matka i siostra?
-Nie wiem skarbeńku.- rzekłam miło do byłego podopiecznego.- Chodź musimy odszukać resztę stada...
-Nie opuszczę swojego stada.-uparł się.- Tu jest moje stado.
-Masz nowe stado?- spytałam go.
-Tak, mam. I go nie zostawię.- rzekł z dumą.- Jeśli chcesz możesz dołączyć.
Po chwili namysłu odpowiedziałam:
-Prowadź do przewodniczki.
Zabrał mnie pod jakiś pałac, a zeń wyszła piękna, młoda, jasnosiwa klacz, o przepięknych pierzastych skrzydłach.
~Pegaz!- pomyślałam i się ukłoniłam.
-Witam Cię pani, ja Al-Kapfa, córka Al-Pini i Es-Korona, kłaniam ci się i proszę o pozwolenie na dołączenie do stada.
<Przywódczyni?>
Od Alice: Samhain
Przez te wszystkie przygotowania do Samhain w Partholonie aż wrzało i huczało. Każdy robił co innego. Cóż, skoro każdy miał jakieś zajęcie, to i mi wypadałoby się czymś zająć. Kierując się do zamku Etain, spostrzegłam ją wychodzącą z niego wraz z Rosą.
- Hej! O czym rozmawiacie? - spytałam radośnie.
- Rozmawiamy o tym kto ma przygotować dekoracje na Samhain - odpowiedziała Rosa.
- Ja właśnie też w tej sprawie. Czym ja mogłabym się zająć? - spytałam Etain.
- Jeszcze się zobaczy. Do Samhain jeszcze dużo czasu, więc bez pośpiechu. Coś na pewno się dla ciebie znajdzie - odpowiedziała.
Gdy Rosa odeszła planując w jakich odcieniach kolorystycznych dobrać lampiony, spytałam się po cichu naszej przywódczyni:
- Nie chcę ci przeszkadzać Etain, ale nie ufam temu nowemu - Lochanowi. Znasz prawdziwą naturę Fomorian. Choćby się przyrzekali na Eponę, to i tak Fomoriańska krew się w nich ozwie. Mogę go mieć na oku jak coś.
Po tych słowach popatrzyłam na chylące się ku morzu słońce. Niebo nabrało pomarańczowej barwy a wiatr stał się chłodniejszy i rzeźki. Nagle Etain rzekła:
- Alice...
- Tak?
<Etain dokończysz?>
- Hej! O czym rozmawiacie? - spytałam radośnie.
- Rozmawiamy o tym kto ma przygotować dekoracje na Samhain - odpowiedziała Rosa.
- Ja właśnie też w tej sprawie. Czym ja mogłabym się zająć? - spytałam Etain.
- Jeszcze się zobaczy. Do Samhain jeszcze dużo czasu, więc bez pośpiechu. Coś na pewno się dla ciebie znajdzie - odpowiedziała.
Gdy Rosa odeszła planując w jakich odcieniach kolorystycznych dobrać lampiony, spytałam się po cichu naszej przywódczyni:
- Nie chcę ci przeszkadzać Etain, ale nie ufam temu nowemu - Lochanowi. Znasz prawdziwą naturę Fomorian. Choćby się przyrzekali na Eponę, to i tak Fomoriańska krew się w nich ozwie. Mogę go mieć na oku jak coś.
Po tych słowach popatrzyłam na chylące się ku morzu słońce. Niebo nabrało pomarańczowej barwy a wiatr stał się chłodniejszy i rzeźki. Nagle Etain rzekła:
- Alice...
- Tak?
<Etain dokończysz?>
Od Etain: Rosa
- Cóż, nie myślałam nad tym... - na śmierć zapomniałam o tych (za przeproszeniem) cholernych dekoracjach!
- Bo raczej trzeba się tym zająć. Samhain tuż, tuż...
- Może wszyscy udekorujemy? A jeśli nie, to sama się tym zajmę. Poproszę matkę, aby kogoś mi przysłała...
- Myślę, że to nie będzie konieczne - powiedziała Rosa
- Co masz na myśli?
<Rosa??>
- Bo raczej trzeba się tym zająć. Samhain tuż, tuż...
- Może wszyscy udekorujemy? A jeśli nie, to sama się tym zajmę. Poproszę matkę, aby kogoś mi przysłała...
- Myślę, że to nie będzie konieczne - powiedziała Rosa
- Co masz na myśli?
<Rosa??>
Od Rosy: Dekoracje
Tego dnia poszłam z Etain na spacer.Minęłyśmy rzekę i bagna.Dotarłyśmy do jeziora.To były ostatnie tygodnie lata.Słońce nie grzało,już tak mocno,a liście na drzewach taciły barę świerzej zieleni.Rozmawiałyśmy o tym co ostatnio się wydażyło i otym co wydaży się za kilka dni,to jest Samhain.
-Już nie mogę się doczekać.-powiedziałam.-Chciałabym zobaczyć Boginę Eponę.
-Cierpliwośći,zobaczysz ją napewno.-odpała Etain.Ale już nie zastanawiałam się nad jej słowami.Coś pzyszło mi do głowy.Zastanawiałam sie kto przygotuje dekoracje na święto.
-Etain,w stadzie jeszcze niema dekoratora.Kto przygotuje ozdoby na święto?-Zapytałam po chwili.
-...
<Etain dokończysz?>
-Już nie mogę się doczekać.-powiedziałam.-Chciałabym zobaczyć Boginę Eponę.
-Cierpliwośći,zobaczysz ją napewno.-odpała Etain.Ale już nie zastanawiałam się nad jej słowami.Coś pzyszło mi do głowy.Zastanawiałam sie kto przygotuje dekoracje na święto.
-Etain,w stadzie jeszcze niema dekoratora.Kto przygotuje ozdoby na święto?-Zapytałam po chwili.
-...
<Etain dokończysz?>
Od Al-Kapfy: Moje życie
Wiele lat temu parze koni, Al-Pini i Es-Kornowi urodziła się córka. Mały radosny źrebak rósł, a nazwano go Al-Kapfa.
Czas mijał, aż Al-Kapfa urosła. Stała się piękną młoda klaczą. Ale nie podobało jej się już w stadzie, więc je opuściła. Całe stado
razem z ojcem i matką zostawiła za sobą. Zadecydowała o czymś co zmieni jej życie...
Dotarła do krainy o nazwie Horb. Dołączyła do tamtejszego stada. Jej wielka wiedza i doświadczenie, stały się nauką dla
źrebiąt z tamtego stada. Czteroletnia klacz spotkała tam przystojnego ogiera, Lotosa.
Zakochali się w sobie i dwa lata później byli parą i mieli źrebię. Była to klacz. Nazwano ją Allania. Miesiąc później zmarła.
Zamarzła na śmierć. Był to szok dla rodziców i dla stada. Ale życie Al-Kapfy biegło dalej, tak jak stado: Stado Horb składało się tylko z
małych kucyków, dlatego było narażone na ataki drapieżników. Rok później stado zaatakowały wilki.
Al-Kapfa uciekała jak szalona. Zostawiła stado i partnera by ratować siebie. Z oddali usłyszała rżenie koni. Była pewna, że to
mordowane stado. Stała jak wmurowana i nasłuchiwała. Nie mogła powstrzymać łez. Była już stara i wiele przeżyła, ale śmierć tylu
bliskich była dlań nowością. Ale miała w sobie to ziarenko nadziei, że ktoś z jej stada jeszcze żyje. Musi go odszukać...
Ja Al-Kapfa, córka Al-Pini i Es-Korona, już od roku wypełniam misje odnalezienia swego stada. Jakaś moc, jakiej nie rozumiem ciągnie mnie
nad Morze Powołania, gdzie leży Partholon. Muszę iść, odnaleźć stado.
-Góry Trier! To już Partholon!- ucieszyłam się na widok górzystych kształtów. Zaczęłam galopować. Słyszałam wiele legend o Partholonie. Nie przypuszczałam, że tu dojdę.
C.D.N.
Czas mijał, aż Al-Kapfa urosła. Stała się piękną młoda klaczą. Ale nie podobało jej się już w stadzie, więc je opuściła. Całe stado
razem z ojcem i matką zostawiła za sobą. Zadecydowała o czymś co zmieni jej życie...
Dotarła do krainy o nazwie Horb. Dołączyła do tamtejszego stada. Jej wielka wiedza i doświadczenie, stały się nauką dla
źrebiąt z tamtego stada. Czteroletnia klacz spotkała tam przystojnego ogiera, Lotosa.
Zakochali się w sobie i dwa lata później byli parą i mieli źrebię. Była to klacz. Nazwano ją Allania. Miesiąc później zmarła.
Zamarzła na śmierć. Był to szok dla rodziców i dla stada. Ale życie Al-Kapfy biegło dalej, tak jak stado: Stado Horb składało się tylko z
małych kucyków, dlatego było narażone na ataki drapieżników. Rok później stado zaatakowały wilki.
Al-Kapfa uciekała jak szalona. Zostawiła stado i partnera by ratować siebie. Z oddali usłyszała rżenie koni. Była pewna, że to
mordowane stado. Stała jak wmurowana i nasłuchiwała. Nie mogła powstrzymać łez. Była już stara i wiele przeżyła, ale śmierć tylu
bliskich była dlań nowością. Ale miała w sobie to ziarenko nadziei, że ktoś z jej stada jeszcze żyje. Musi go odszukać...
Ja Al-Kapfa, córka Al-Pini i Es-Korona, już od roku wypełniam misje odnalezienia swego stada. Jakaś moc, jakiej nie rozumiem ciągnie mnie
nad Morze Powołania, gdzie leży Partholon. Muszę iść, odnaleźć stado.
-Góry Trier! To już Partholon!- ucieszyłam się na widok górzystych kształtów. Zaczęłam galopować. Słyszałam wiele legend o Partholonie. Nie przypuszczałam, że tu dojdę.
C.D.N.
Od Lochlana
- W takim razie zaprowadzę cię do Etain - powiedziałem. Dziwiłem się tylko, .że ta Laura się mnie nie bała. Nie rozpoznała, że jestem w połowie Fomorianinem. Pewnie nie była z Partholonu. W końcu doszliśmy do świątyni Epony. W spojrzeniu Laury zauważyłem jedno wielkie "łał". W końcu na przeciw wyszła nam biała ,skrzydlata klacz. Etain.
- O, witaj Lochlanie, kim jest twoja towarzyszka? - spytała Etain jakimś dziwnym tonem. Wciąż mi nie ufała.
- To jest Laura. Napadli ją rabusie. Czy mogłaby dołączyć do stada? - spytałem najmilej jak tylko umiałem. Chciałem ją jakoś do siebie przekonać.
- Może - Etain uśmiechnęła się - Alice! - Ettain zawołała jakąś klacz - Zaprowadzisz Laurę do zamku Woulffa? - spytała aksamitnym głosem.
- Tak jest! - okrzyknęła Alice, salutując żartobliwie. Poszła razem z Laurą do zamku.
- A ty Lochlanie... wiesz gdzie mieszkasz?
- W zamkuf Laragona, wiem gdzie to jest. Znam Partholon jak własną kieszeń. - powiedziałem.
- No to super, nie będziesz miał problemu z trafieniem - powiedziała klacz z wyraźną ulgą, wchodząc do świątyni. Dalej mi nie ufała. Nie pozostało mi nic innego, jak iść do zamku Laragona.
- O, witaj Lochlanie, kim jest twoja towarzyszka? - spytała Etain jakimś dziwnym tonem. Wciąż mi nie ufała.
- To jest Laura. Napadli ją rabusie. Czy mogłaby dołączyć do stada? - spytałem najmilej jak tylko umiałem. Chciałem ją jakoś do siebie przekonać.
- Może - Etain uśmiechnęła się - Alice! - Ettain zawołała jakąś klacz - Zaprowadzisz Laurę do zamku Woulffa? - spytała aksamitnym głosem.
- Tak jest! - okrzyknęła Alice, salutując żartobliwie. Poszła razem z Laurą do zamku.
- A ty Lochlanie... wiesz gdzie mieszkasz?
- W zamkuf Laragona, wiem gdzie to jest. Znam Partholon jak własną kieszeń. - powiedziałem.
- No to super, nie będziesz miał problemu z trafieniem - powiedziała klacz z wyraźną ulgą, wchodząc do świątyni. Dalej mi nie ufała. Nie pozostało mi nic innego, jak iść do zamku Laragona.
Od Laury- Jak dołączyłam
Wędrowałam już przez dłuższy czas. Miałam na sobie płaszcz. Kaptur zakrywał mi twarz. Myślałam nad dołączeniem do nowego stada, ale bałam się czy nie będzie tak samo jak w poprzednim. Co prawda Saphira ( bogini magii, która potem mnie wychowywała ) powiedziała, abym się nie przejmowała, ale ja tak nie umiem. Gdy tak myślałam nie zauważyłam liny. Weszłam na nią i coś spętało mi przednie kopyta. Nie mogłam wstać ani rozwiązać sznura. Zza krzaków wyszedł nagle kary ogier.
- No proszę, jaka zdobycz - uśmiechnął się złowrogo
- Wypuść mnie ! - krzyknęłam
- Nie - odpowiedział nadal uśmiechając się.
Nagle nadleciał jakiś czarny pegaz.
- Zostaw ją ! - krzyknął, a kary ogier rzucił się na niego
Zaczęła się walka. Na szczęście walkę wygrał pegaz. Podszedł do mnie i uwolnił mnie
- Dziękuję - powiedziałam nieśmiało i już miałam iść, kiedy pegaz mnie zatrzymał
- Masz stado ? - spytał
- Nie - odpowiedziałam smutno
- A chcesz dołączyć ? - spytał
- Czemu nie - odpowiedziałam
- Jestem Lochlan, a ty ?
- Jestem Laura - przedstawiłam się
< Lochlan dokończ >
- No proszę, jaka zdobycz - uśmiechnął się złowrogo
- Wypuść mnie ! - krzyknęłam
- Nie - odpowiedział nadal uśmiechając się.
Nagle nadleciał jakiś czarny pegaz.
- Zostaw ją ! - krzyknął, a kary ogier rzucił się na niego
Zaczęła się walka. Na szczęście walkę wygrał pegaz. Podszedł do mnie i uwolnił mnie
- Dziękuję - powiedziałam nieśmiało i już miałam iść, kiedy pegaz mnie zatrzymał
- Masz stado ? - spytał
- Nie - odpowiedziałam smutno
- A chcesz dołączyć ? - spytał
- Czemu nie - odpowiedziałam
- Jestem Lochlan, a ty ?
- Jestem Laura - przedstawiłam się
< Lochlan dokończ >
Od Etain: Lochlan
Tego dnia postanowiłam pójść na drobny spacer. Doszłam aż do ruin zamku MacCallana. Następnie szłam wzdłuż gór. Usłyszałam kroki, więc ukryłam się w krzakach. Po tym co ujrzałam, moje serce stanęło. To był... Fomorianin. Byłam tego pewna. Czarny, skrzydlaty ogier. I ta dzikość w jego spojrzeniu. Spojrzeniu które... dostrzegło mnie. Zaczęłam szykować się do ucieczki. On jednak był szybszy i mnie zatrzymał.
- Dlaczego uciekasz, Etain? - spytał nieznajomy
- Skąd wiesz, jak mam na imię?
- Twe imię jest znane w całym Partholonie - odrzekł. Milczałam przez chwilę.
- Ale ty nie jesteś z Partholonu.
- Trochę jestem, trochę nie. Mam na imię Lochlan.
- Ale ty jesteś... twój ojciec był...
-... Fomorianinem? Tak, zgadza się. Ale jestem inny.
Lochlan opowiedział całą historię. O podziale Fomorian, na tych, których pochłonęło szaleństwo pochodzące od krwi ich ojców i na tych, którzy wyrośli na dobrych wojowników wychowanych przez swoje matki. Współczułam mu. Nie wiem dlaczego, ale pozwoliłam mu dołączyć do stada, choć czułam, że coś ukrywa...
- Dlaczego uciekasz, Etain? - spytał nieznajomy
- Skąd wiesz, jak mam na imię?
- Twe imię jest znane w całym Partholonie - odrzekł. Milczałam przez chwilę.
- Ale ty nie jesteś z Partholonu.
- Trochę jestem, trochę nie. Mam na imię Lochlan.
- Ale ty jesteś... twój ojciec był...
-... Fomorianinem? Tak, zgadza się. Ale jestem inny.
Lochlan opowiedział całą historię. O podziale Fomorian, na tych, których pochłonęło szaleństwo pochodzące od krwi ich ojców i na tych, którzy wyrośli na dobrych wojowników wychowanych przez swoje matki. Współczułam mu. Nie wiem dlaczego, ale pozwoliłam mu dołączyć do stada, choć czułam, że coś ukrywa...
piątek, 25 października 2013
Nowe Konie!
Powitajmy aż 3 nowe konie w stadzie: Laurę, Lochlana, Al-Kapfe oraz ich właścicieli!
Laura
Zwiadowczyni
Lochlan
Tropiciel
(zaadoptowany)
Al-Kapfa
Nauczycielka wiedzy
Nagroda Rosy
Uwaga! Informuję wszystkich że jako nagrodę Rosa wybrała Upominek Epony, więc nie zdziwcie się, gdy go nagle użyje! :P
Od Alice
Późnym popołudnie wybrałam się na spacer wzdłuż rzeki. Rozmyślałam nad naszym stadem i o tym co kryje się za górami Trier. Szczerze mówiąc, od kiedy usłyszałam tą historię od Etain, boję się zbliżać w tamte tereny. Problem w tym, że coś zawsze ciągnie mnie w tamtą stronę, kiedy zobaczę wierzchołki kamiennych olbrzymów.
Zdążyłam już usłyszeć o pojawieniu się nowego konia w naszym stadzie. W prawdzie Fellandon był całkiem uroczym ogierem, tak jak Reno, ale nigdy nie rozmyślałam o partnerze i potomstwie. Gdy byłam źrebakiem, zawsze chciałam założyć szczęśliwą rodzinę. Ale na przestrzeni czasu, przestały się dla mnie liczyć marzenia, a zaczęło to gdzie mogę przespać się w lesie i gdzie w zimie znaleźć choćby skrawek trawy.
I tak szłam rozmyślając nad przeszłością, przyszłością, ale całkowicie zapomniałam o teraźniejszości. Nagle potknęłam się o kamyk i wpadłam do rzeki. Woda była w miarę ciepła, więc pobawiłam się w niej trochę i ugasiłam pragnienie. Gdy wyszłam na brzeg zorientowałam się, że jestem u skraju bagien. Etain mówiła mi, że jest tu niebezpiecznie, więc wolałam ominąć to miejsce. Rozpędziłam się i ogromnym susem przeskoczyłam rzekę. Ta jedna z moich zdolności zawsze mnie zadziwiała.
Gdy minęłam ostatnie drzewo moim oczom ukazały się góry Trier. Piękne, majestatyczne i niebezpieczne. Kto wie, czy to właśnie nie za nimi skryli się Fomorianie.
To popołudnie spędziłam spokojnie. Przy zamku spotkałam się jeszcze z Blackie i Rosą. Rozmawiałyśmy w ogrodach jeszcze długo po zajściu słońca.
Zdążyłam już usłyszeć o pojawieniu się nowego konia w naszym stadzie. W prawdzie Fellandon był całkiem uroczym ogierem, tak jak Reno, ale nigdy nie rozmyślałam o partnerze i potomstwie. Gdy byłam źrebakiem, zawsze chciałam założyć szczęśliwą rodzinę. Ale na przestrzeni czasu, przestały się dla mnie liczyć marzenia, a zaczęło to gdzie mogę przespać się w lesie i gdzie w zimie znaleźć choćby skrawek trawy.
I tak szłam rozmyślając nad przeszłością, przyszłością, ale całkowicie zapomniałam o teraźniejszości. Nagle potknęłam się o kamyk i wpadłam do rzeki. Woda była w miarę ciepła, więc pobawiłam się w niej trochę i ugasiłam pragnienie. Gdy wyszłam na brzeg zorientowałam się, że jestem u skraju bagien. Etain mówiła mi, że jest tu niebezpiecznie, więc wolałam ominąć to miejsce. Rozpędziłam się i ogromnym susem przeskoczyłam rzekę. Ta jedna z moich zdolności zawsze mnie zadziwiała.
Gdy minęłam ostatnie drzewo moim oczom ukazały się góry Trier. Piękne, majestatyczne i niebezpieczne. Kto wie, czy to właśnie nie za nimi skryli się Fomorianie.
To popołudnie spędziłam spokojnie. Przy zamku spotkałam się jeszcze z Blackie i Rosą. Rozmawiałyśmy w ogrodach jeszcze długo po zajściu słońca.
czwartek, 24 października 2013
Konkursik wygrany ^^
Jak widzicie, pod tym postem jest nowy koń Fellandon. A dzięki komu on się tu znalazł? No właśnie, dzięki Rosie (na howrse nick: tofeliko). Proszę wybrać sobie jakiś przedmiot. Gratuluję wygranej!
Nowy Koń!
Powitajmy gracza Melanka9000 oraz konia: Fellandon!
Fellandon
Opiekun
P.S. Wybrał to samo stanowisko co Blackie ^^ Czyżby romans?? xD
Od Rosy: Dobra Rada
Tego dnia miałam zły humor.Cały czas mnie coś drażniło.Chodziłam bez celu po lesie.Nagle natknęłam się na sowę.Piękną,ognistą sowę:
Ptak przysiadł na gałęzi i uważnie mi się przypatrywał.Jakaś dziwna moc sprawiła,że się uśmiechnęłam.Od razu poprawił mi się nastrój.
-Jesteś wspaniała.-powiedziałam zerkając jeszcze raz na sowę.
-Dziękuje.-odparła.Zdziwiłam się.Większość sów nie gada.
-To ja powinnam ci dziękować.-Jeszcze bardziej się rozpromieniłam.Odwróciłam się i zaczęłam iść do domu.Za plecami usłyszałam:
-Pamiętaj,że nawet w deszczowy dzień,staraj się znaleźć promień słońca na niebie.-Powiedziała sowa.
Cenna lekcja na przyszłość.Wróciłam do domu,ale pouczenie zostawiłam dla siebie.
Podsumowując to był ciekawy i niezwykły dzień.Ognistą sowę zapamiętam do końca życia.Może kiedyś o niej powiem Etain,ale na razie to nie jest takie ważne.
Ptak przysiadł na gałęzi i uważnie mi się przypatrywał.Jakaś dziwna moc sprawiła,że się uśmiechnęłam.Od razu poprawił mi się nastrój.
-Jesteś wspaniała.-powiedziałam zerkając jeszcze raz na sowę.
-Dziękuje.-odparła.Zdziwiłam się.Większość sów nie gada.
-To ja powinnam ci dziękować.-Jeszcze bardziej się rozpromieniłam.Odwróciłam się i zaczęłam iść do domu.Za plecami usłyszałam:
-Pamiętaj,że nawet w deszczowy dzień,staraj się znaleźć promień słońca na niebie.-Powiedziała sowa.
Cenna lekcja na przyszłość.Wróciłam do domu,ale pouczenie zostawiłam dla siebie.
Podsumowując to był ciekawy i niezwykły dzień.Ognistą sowę zapamiętam do końca życia.Może kiedyś o niej powiem Etain,ale na razie to nie jest takie ważne.
Od Rosy: Blackie i Reno c.d.
Byliśmy w zamkowych ogrodach. Blackie i Reno sprawiali wrażenie miłych. Szybko się zadomowili. Zazdrościłam im tego,że mają siebie.Ja większość życia byłam sama, oni jako rodzeństwo trzymają się razem.
Chciałam ich bliżej poznać.
-Może pójdziemy nad morze? -zaproponowałam
-Ok.-odpowiedziało jednocześnie rodzeństwo.-Świetny pomysł!
Po drodze dołączyła się do nas Alice. Nad morzem było super. Chłodna bryza, słońce, letnia woda po prostu raj! Szybko wskoczyłam do wody. Po chwili dołączyła do mnie reszta. Chlapaliśmy się i bawiliśmy jak źrebaki.
Pod wieczór zrobiło się chłodno.Wyszliśmy na brzeg i suszyliśmy się w ostatnich promieniach zachodzącego słońca.
<Alice,Reno,Blackie?>
Do Alice i Rosy: oba wasze opowiadania musiałam nieznacznie z edytować, gdyż wysłałyście mi opowiadania prawie w tym samym czasie, dotyczące tego samego, tak więc Rosa nie musi dokańczać poniższego opowiadania Alice, a Alice niech nie dokańcza tego opowiadania, bo zrobią to Reno i Blackie.
Chciałam ich bliżej poznać.
-Może pójdziemy nad morze? -zaproponowałam
-Ok.-odpowiedziało jednocześnie rodzeństwo.-Świetny pomysł!
Po drodze dołączyła się do nas Alice. Nad morzem było super. Chłodna bryza, słońce, letnia woda po prostu raj! Szybko wskoczyłam do wody. Po chwili dołączyła do mnie reszta. Chlapaliśmy się i bawiliśmy jak źrebaki.
Pod wieczór zrobiło się chłodno.Wyszliśmy na brzeg i suszyliśmy się w ostatnich promieniach zachodzącego słońca.
<Alice,Reno,Blackie?>
Do Alice i Rosy: oba wasze opowiadania musiałam nieznacznie z edytować, gdyż wysłałyście mi opowiadania prawie w tym samym czasie, dotyczące tego samego, tak więc Rosa nie musi dokańczać poniższego opowiadania Alice, a Alice niech nie dokańcza tego opowiadania, bo zrobią to Reno i Blackie.
Od Alice: Reno i Blackie c.d.
Zgodnie z prośbą Etain, ja i Rosa zaprowadziłyśmy nowe konie do ich nowych pokoi.
- Śmiało, rozgośćcie się - rzekłam zachęcając do wejścia. Konie weszły i dokładnie obejrzały swoje siedziby.
- Pokazałybyście nam resztę zamku? - spytał Reno.
Wymieniłyśmy z Rosą spojrzenia i twierdząco kiwnęłyśmy łbami. Zgodnie z prośbą Reno, pokazałyśmy salę balową, jadalnię, tarasy i ogród z małym stawem. Nasi nowi przyjaciele z ekscytacją oglądali każdy zakątek ich nowego domu.
- Okropnie ten zamek wielki. Jak wy się w nim nie gubicie? - spytała nagle Blackie.
- Mieszkamy tu już jakiś czas i jakoś zapamiętałyśmy podstawowe drogi oraz skróty - odpowiedziała Rosa.
Potem wraz z Blackie i Reno poszliśmy nad rzekę. Tam przy wspólnym chlapaniu się i rozmowach spędziliśmy wieczór.
Gdy zaczęło zaczodzić, powróciliśmy do zamkowych ogrodów.
<dokończysz Roso?>
- Śmiało, rozgośćcie się - rzekłam zachęcając do wejścia. Konie weszły i dokładnie obejrzały swoje siedziby.
- Pokazałybyście nam resztę zamku? - spytał Reno.
Wymieniłyśmy z Rosą spojrzenia i twierdząco kiwnęłyśmy łbami. Zgodnie z prośbą Reno, pokazałyśmy salę balową, jadalnię, tarasy i ogród z małym stawem. Nasi nowi przyjaciele z ekscytacją oglądali każdy zakątek ich nowego domu.
- Okropnie ten zamek wielki. Jak wy się w nim nie gubicie? - spytała nagle Blackie.
- Mieszkamy tu już jakiś czas i jakoś zapamiętałyśmy podstawowe drogi oraz skróty - odpowiedziała Rosa.
Potem wraz z Blackie i Reno poszliśmy nad rzekę. Tam przy wspólnym chlapaniu się i rozmowach spędziliśmy wieczór.
Gdy zaczęło zaczodzić, powróciliśmy do zamkowych ogrodów.
<dokończysz Roso?>
wtorek, 22 października 2013
Ważne Informacje #1
1. Przede wszystkim chcę podziękować za tak liczne odwiedziny naszego stada. Spójrzcie:
19 października (dzień otwarcia) - 40 odsłon
20 października - 96 odsłon
21 października - 179 odsłon
22 października (dzisiaj) - 131 odsłon, a wciąż rośnie!
Nawet jeśli to mało w porównaniu z innymi, to jestem dumna z naszego skromnego wyniku który oznacza, że w ciągu czterech dni Stado Wzgórz Partholonu zostało odwiedzone 446 razy :D Dodając do tego wyświetlenia sprzed otwarcia (291 odsłon w ciągu prawie 2 miesięcy O_o) daje nam to 737 wyświetleń na chwilę obecną :D
Lecz mamy jeszcze niewielu członków w związku z czym przedstawiam wam kolejny punkt:
2. Mini Konkursik :D
A polega on na tym, że pierwsza osoba która namówi kogoś do dołączenia będzie mogła sobie wybrać jakiś przedmiot z... no, zakładki przedmioty xD Macie czas do Samhain ;)
3. Samhain
Z czwartku na piątek (za tydzień) czeka nas pierwsze Samhain (wtedy co halloween). Ponieważ wiem, że wiele osób wyjeżdża, albo będzie chodzić w przebraniach tej nocy, przekładam Samhain na 3 listopada. Oznacza to, że licznik po prawej stronie jest jakby nieaktualny. Kolejną ważną sprawą jest: (bo pewnie się zastanawiacie) na czym to polega itd. Napiszę post o nazwie Samhain, podczas którego opiszę całą uroczystość ( opis w zakładce: Nasza Wiara i Święta) a następnie objawi się Epona i nagrodzi jednego z koni. A nagrodzi najaktywniejszego członka stada (nie licząc Alfy). Lecz nie oznacza to pisania 5 opowiadań dziennie, wystarczy jedno na dwa dni. Po prostu opowiadania mają być długie i ciekawe. Zwycięstwo w "Mini Konkursiku" Też daje nam pewien immunitet. Epona może nagrodzić zwycięzkiego konia: przedmiotami, darami, a nawet skrzydłami lub rogiem, dlatego myślę, że warto się przyłożyć :)
4. Nowa zakładka- "Inne postacie"
Są tam inne konie które nie należą do stada, lecz odgrywają jakąś rolę w jego życiu. Mogą pisać opowiadania (pisze administracja). Myślę, że wiecie, o co chodzi. Obecnie znajdziecie tam rodziców Etain.
5. Ścigam was!
Strzała10- wklej banner na prezentację, napisz opowiadania od swoich koni
tofeliko, Aszlo - opowiadanie do dokończenia
6. Przypominam :)
Że cała kraina Partholonu itd. nie została wymyślona przeze mnie, lecz przez moją ulubioną pisarkę: Phyllis Christine Cast, więc żeby nie było, że ja się pod tym wszystkim podpisuję! Ja tylko to trochę przerobiłam, pozamieniałam imiona, ukoniowatowałam to itp. O i jeszcze jedna ważna rzecz. Jeśli bierzecie zdjęcie z dA, to wy ponosicie odpowiedzialność za ewentualne prawa autorskie ;)
No i to chyba tyle :P
Pozdrawiam, Almette
19 października (dzień otwarcia) - 40 odsłon
20 października - 96 odsłon
21 października - 179 odsłon
22 października (dzisiaj) - 131 odsłon, a wciąż rośnie!
Nawet jeśli to mało w porównaniu z innymi, to jestem dumna z naszego skromnego wyniku który oznacza, że w ciągu czterech dni Stado Wzgórz Partholonu zostało odwiedzone 446 razy :D Dodając do tego wyświetlenia sprzed otwarcia (291 odsłon w ciągu prawie 2 miesięcy O_o) daje nam to 737 wyświetleń na chwilę obecną :D
Lecz mamy jeszcze niewielu członków w związku z czym przedstawiam wam kolejny punkt:
2. Mini Konkursik :D
A polega on na tym, że pierwsza osoba która namówi kogoś do dołączenia będzie mogła sobie wybrać jakiś przedmiot z... no, zakładki przedmioty xD Macie czas do Samhain ;)
3. Samhain
Z czwartku na piątek (za tydzień) czeka nas pierwsze Samhain (wtedy co halloween). Ponieważ wiem, że wiele osób wyjeżdża, albo będzie chodzić w przebraniach tej nocy, przekładam Samhain na 3 listopada. Oznacza to, że licznik po prawej stronie jest jakby nieaktualny. Kolejną ważną sprawą jest: (bo pewnie się zastanawiacie) na czym to polega itd. Napiszę post o nazwie Samhain, podczas którego opiszę całą uroczystość ( opis w zakładce: Nasza Wiara i Święta) a następnie objawi się Epona i nagrodzi jednego z koni. A nagrodzi najaktywniejszego członka stada (nie licząc Alfy). Lecz nie oznacza to pisania 5 opowiadań dziennie, wystarczy jedno na dwa dni. Po prostu opowiadania mają być długie i ciekawe. Zwycięstwo w "Mini Konkursiku" Też daje nam pewien immunitet. Epona może nagrodzić zwycięzkiego konia: przedmiotami, darami, a nawet skrzydłami lub rogiem, dlatego myślę, że warto się przyłożyć :)
4. Nowa zakładka- "Inne postacie"
Są tam inne konie które nie należą do stada, lecz odgrywają jakąś rolę w jego życiu. Mogą pisać opowiadania (pisze administracja). Myślę, że wiecie, o co chodzi. Obecnie znajdziecie tam rodziców Etain.
5. Ścigam was!
Strzała10- wklej banner na prezentację, napisz opowiadania od swoich koni
tofeliko, Aszlo - opowiadanie do dokończenia
6. Przypominam :)
Że cała kraina Partholonu itd. nie została wymyślona przeze mnie, lecz przez moją ulubioną pisarkę: Phyllis Christine Cast, więc żeby nie było, że ja się pod tym wszystkim podpisuję! Ja tylko to trochę przerobiłam, pozamieniałam imiona, ukoniowatowałam to itp. O i jeszcze jedna ważna rzecz. Jeśli bierzecie zdjęcie z dA, to wy ponosicie odpowiedzialność za ewentualne prawa autorskie ;)
No i to chyba tyle :P
Pozdrawiam, Almette
Od Etain: Reno i Blackie
Właśnie rozmyślałam sobie na balkonie świątyni o śnie Rosy, gdy ujrzałam idącą w tym kierunku Alice, razem z dwoma obcymi końmi. Zleciałam w ich kierunku.
- Witaj Alice, kim są...
- To są Reno i Blackie, bliźniaki - odparła
- Macie jakieś stado? - spytałam uprzejmie
- Właściwie to n...
- No to teraz już macie. Osobiście zaprowadzę was do zamku Woulffa - odparłam z uśmiechem. Dziwiło mnie tylko, że jest między nimi tak małe podobieństwo, chociaż byli nie tylko rodzeństwem, lecz bliźniakami. Pokazałam im ich nowy dom tylko z wierzchu, bo chciałam im pokazać Partholon (oczywiście towarzyszyły nam moje pomocnice :D). Po pokazaniu im terenów zwróciłam się z prośbą do tych moich pomocnic:
- Roso, Alice, mogłybyście pokazać im ich pokoje? Ja niestety nie mam zbytnio czasu...
- Pewnie!
<Rosa, Alice??>
- Witaj Alice, kim są...
- To są Reno i Blackie, bliźniaki - odparła
- Macie jakieś stado? - spytałam uprzejmie
- Właściwie to n...
- No to teraz już macie. Osobiście zaprowadzę was do zamku Woulffa - odparłam z uśmiechem. Dziwiło mnie tylko, że jest między nimi tak małe podobieństwo, chociaż byli nie tylko rodzeństwem, lecz bliźniakami. Pokazałam im ich nowy dom tylko z wierzchu, bo chciałam im pokazać Partholon (oczywiście towarzyszyły nam moje pomocnice :D). Po pokazaniu im terenów zwróciłam się z prośbą do tych moich pomocnic:
- Roso, Alice, mogłybyście pokazać im ich pokoje? Ja niestety nie mam zbytnio czasu...
- Pewnie!
<Rosa, Alice??>
Od Alice: Nowi członkowie w stadzie
Po poinformowaniu mnie przez Rosę, o jej rozmowie z Etain, poszłam nad jezioro. Panujący nad naszymi równinami upał najwyraźniej nie doskwierał tylko mnie. Nad jeziorem spotkałam dwa konie, korzystające z ochładzającej kąpieli w jeziorze.
Bezszelestnie, ukryta w gąszczu krzaków i małych drzewek podeszłam bliżej, aby przyjrzeć się nieznajomym.
Rozpoznałam, że to bliźnięta - ogier i klacz.
Chcąc je poznać wyszłam i z radością rzekłam:
- Hej! Jak tam woda?
Konie momentalnie zaprzestały zabawy. Klacz odważnie wyszła na brzeg.
- Witaj! Jestem Blackie a to mój brat Reno. Jesteśmy tu nowi - powiedziała łagodnym tonem.
- Ja jestem Alice. Prócz mnie znajdziecie tu również klacz Rosę oraz naszą przywódczynię - Etain. Chodźcie, zaprowadzę was do niej - powiedziałam, i żwawym kłusem ruszyłam w stronę zamku. Nowi przybysze podążyli za mną. Wolałam nie mieszać się w sprawy Etain. Niech sama spyta nowe konie, czy chcą dołączyć do naszego stada. Byłam tu dopiero kilka dni, a już czułam się ważną częścią naszej końskiej społeczności i znałam każdą ścieżkę Partholonu. Nie bez powodu byłam tropicielką. Wybrałam zacienioną drogę. Najpierw lasem, później wzdłuż rzeki. Drzewa osłoniły nas przed palącym słońcem. Niedługo potem, ukazała nam się siedziba Etain.
<Etain, dokończ proszę>
Bezszelestnie, ukryta w gąszczu krzaków i małych drzewek podeszłam bliżej, aby przyjrzeć się nieznajomym.
Rozpoznałam, że to bliźnięta - ogier i klacz.
Chcąc je poznać wyszłam i z radością rzekłam:
- Hej! Jak tam woda?
Konie momentalnie zaprzestały zabawy. Klacz odważnie wyszła na brzeg.
- Witaj! Jestem Blackie a to mój brat Reno. Jesteśmy tu nowi - powiedziała łagodnym tonem.
- Ja jestem Alice. Prócz mnie znajdziecie tu również klacz Rosę oraz naszą przywódczynię - Etain. Chodźcie, zaprowadzę was do niej - powiedziałam, i żwawym kłusem ruszyłam w stronę zamku. Nowi przybysze podążyli za mną. Wolałam nie mieszać się w sprawy Etain. Niech sama spyta nowe konie, czy chcą dołączyć do naszego stada. Byłam tu dopiero kilka dni, a już czułam się ważną częścią naszej końskiej społeczności i znałam każdą ścieżkę Partholonu. Nie bez powodu byłam tropicielką. Wybrałam zacienioną drogę. Najpierw lasem, później wzdłuż rzeki. Drzewa osłoniły nas przed palącym słońcem. Niedługo potem, ukazała nam się siedziba Etain.
<Etain, dokończ proszę>
Od Etain: Odpowiedź
- To nie był sen proroczy, lecz mógł to być jakiś znak od Epony - wyjaśniłam - Matka uważa że po prostu powinniśmy być ostrożni - Rosa zamyśliła się przez chwilę, następnie powiedziała:
- A czy twoja matka mówiła coś na temat tych cieni?
- Zapewne mają one coś wspólnego z Pryderim. To bóg czczony przez... Fomorian - z trudem wypowiedziałam ostatnie słowa. Potem pożegnałam się z Rosą i poszłam do Świątyni Epony, aby wszystko przemyśleć.
- A czy twoja matka mówiła coś na temat tych cieni?
- Zapewne mają one coś wspólnego z Pryderim. To bóg czczony przez... Fomorian - z trudem wypowiedziałam ostatnie słowa. Potem pożegnałam się z Rosą i poszłam do Świątyni Epony, aby wszystko przemyśleć.
poniedziałek, 21 października 2013
Od Rosy: Pytanie do Etain
Słońce powoli wyłaniało się z za horyzontu tworząc różową poświatę. Wszędzie pachniało latem. Siedziałąm na wzgórzu i podziwiałam te piękne widoki wzdychając.Już nie pamiętałam tak przyjemnego poranka.Zjadłam śniadanie i poszłam szukać Etain. Chciałam dowiedzieć się co powiedziała jej matka.Szybko ją znalazłam.
-Cześć!-przywitałam się
-Witaj.-odparła.
-Co powiedziała twoja matka?-dopytywałam niecierpliwa.
<Etain dokończysz?>
-Cześć!-przywitałam się
-Witaj.-odparła.
-Co powiedziała twoja matka?-dopytywałam niecierpliwa.
<Etain dokończysz?>
Nowe konie!
Powitajmy Strzałę10 ! Wraz z nią do stada zawitają 2 nowe konie: Blackie oraz Reno. Są bliźniakami :D
(No i w końcu jakiś ogier xD)
(No i w końcu jakiś ogier xD)
Blackie
Opiekunka
Reno
Wojownik
Od Alice- Rosa
Prowadzona przez przeczucie, uważnie kroczyłam wąską ścieżką. Niedługo potem moim oczom ukazał się ogromny, cudowny zamek. Na samą myśl o mieszkaniu w nim poczułam podekscytowanie.
Weszłam przez ogromne wrota. Korytarze były cudownie oświetlone kinkietami. Idąc nimi do wskazanego mi pokoju uważnie obserwowałam ściany i wyrzeźbione na nich płaskorzeźby. Pokój był cudowny.
Po krótkim odświeżeniu się i obmyciu z kurzu i piachu, poszłam zwiedzić ogrody. Tam zastałam zbliżającą się do mnie Rosę.
Rozmawiałyśmy chwilkę, Rosa pokazała mi zamek, następnie się rozeszłyśmy. Bardzo ją polubiłam. Rosa podążyła w stronę zamku, a ja poszłam nieznaną mi ścieżką. Szłam kilkanaście minut. Krótko potem zobaczyłam rzekę z krystalicznie czystą wodą.
Nagle nie wiadomo skąd, poczułam pragnienie. Skusiłam się na parę łyków orzeźwiającej wody. Wieczorne, rześkie powietrze napełniało moje chrapy radością i energią.
Wtedy moje uszy wychwyciły jakieś dźwięki. Po dłuższym nasłuchiwaniu, stwierdziłam, że to leśne zwierzęta.
Wsadziłam moją nogę do rzeki, sprawdzając czy jest płytko. Gdy się upewniłam delikatnie wskoczyłam rozchlapując dookoła wodę.
Poczułam się jak źrebak. Młodsza o kilka lat. Spoglądając w lustro wody, ujrzałam siebie zmierzającą w stronę gór Trier. Zmąciłam wodę pyskiem, a przepowiednia rozmyła się i znikła.
Weszłam przez ogromne wrota. Korytarze były cudownie oświetlone kinkietami. Idąc nimi do wskazanego mi pokoju uważnie obserwowałam ściany i wyrzeźbione na nich płaskorzeźby. Pokój był cudowny.
Po krótkim odświeżeniu się i obmyciu z kurzu i piachu, poszłam zwiedzić ogrody. Tam zastałam zbliżającą się do mnie Rosę.
Rozmawiałyśmy chwilkę, Rosa pokazała mi zamek, następnie się rozeszłyśmy. Bardzo ją polubiłam. Rosa podążyła w stronę zamku, a ja poszłam nieznaną mi ścieżką. Szłam kilkanaście minut. Krótko potem zobaczyłam rzekę z krystalicznie czystą wodą.
Nagle nie wiadomo skąd, poczułam pragnienie. Skusiłam się na parę łyków orzeźwiającej wody. Wieczorne, rześkie powietrze napełniało moje chrapy radością i energią.
Wtedy moje uszy wychwyciły jakieś dźwięki. Po dłuższym nasłuchiwaniu, stwierdziłam, że to leśne zwierzęta.
Wsadziłam moją nogę do rzeki, sprawdzając czy jest płytko. Gdy się upewniłam delikatnie wskoczyłam rozchlapując dookoła wodę.
Poczułam się jak źrebak. Młodsza o kilka lat. Spoglądając w lustro wody, ujrzałam siebie zmierzającą w stronę gór Trier. Zmąciłam wodę pyskiem, a przepowiednia rozmyła się i znikła.
Od Rosy- Alice
Zgodnie z tym co powiedziała, Etain poszłam zobaczyć co z Alice. Klacz wyglądała na miłą. Szłam przez las rozglądając się, ale nie zbyt dokładnie.Wciąż chodził mi pogłowie mój koszmar.
Alice spotkałam dopiero w Zamku Woulffa.
-Widzę,że dotarłaś szczęśliwie.-uśmiechnęłam się.
-Nie trudno tu trafić.-odparła Alice
-Wiem,wreszcie nie będę tu sama.-powiedziałam oprowadzając klacz po zamku. Alice sprawiała wrażenie miłej. Zapowiadała się ciekawa znajomość. Zaprzyjaźniłyśmy się z Alice.
Alice spotkałam dopiero w Zamku Woulffa.
-Widzę,że dotarłaś szczęśliwie.-uśmiechnęłam się.
-Nie trudno tu trafić.-odparła Alice
-Wiem,wreszcie nie będę tu sama.-powiedziałam oprowadzając klacz po zamku. Alice sprawiała wrażenie miłej. Zapowiadała się ciekawa znajomość. Zaprzyjaźniłyśmy się z Alice.
Od Etain- Rosa, Alice i... przerażenie
Nie ukrywam, że sen Rosy mnie przestraszył. Opowiedziała mi o nim, podczas gdy spacerowałyśmy po plaży. Tam spotkałyśmy klacz.
- Witajcie, jestem Alice - przywitała nas nieznajoma
- Jestem Etain, a to jest Rosa - odparłam nie przestając się uśmiechać. Chciałam dodać jej pewności siebie.
- Należysz do jakiegoś stada? - spytała Rosa. Rzuciłam jej spojrzenie mówiące: "to moja kwestia".
- Cóż, właściwie to nie. A czy... do jakiego wy należycie stada? - spytała niepewnie.
- Stado Wzgórz Partholonu. Tak, możesz dołączyć - ostatnie zdanie dodałam żartobliwym tonem.
- Fajnie! Gdzie mogę pójść się... odświeżyć?
- W zamku Woulffa. Tam jest twój dom i tam mieszkają wszystkie konie ziemne - wyjaśniłam
- A gdzie jest ten zamek?
- Epona cię poprowadzi - odpowiedziałam modląc się cicho do bogini, aby tak właśnie zrobiła. Po chwili Alice poszła przed siebie, a ja przypomniałam sobie o niedokończonych sprawach omawianych z Rosą.
- Będę musiała skontaktować się z moją matką - powiedziałam - myślę, że ona nam doradzi. Ona najlepiej odgadnie, czy to był sen proroczy. - "Tylko Fomorian teraz brakuje" pomyślałam
- Przecież stąd na bagna to pięć godzin wolnym galopem.
- Mam swoje sposoby - mrugnęłam do niej - nie zapominaj, kim jestem! - dodałam ze śmiechem. Potem mój umysł wrócił do rzeczywistości.
- Mogłabyś sprawdzić czy z Alice wszystko OK ? - zapytałam, kompletnie zapominając o nowej, sympatycznej klaczy w stadzie.
- Pewnie - powiedziała i odbiegła. Zaczęłam się zastanawiać jak powiadomić moja matkę. No tak... przecież ona wie o wszystkim.
- Witajcie, jestem Alice - przywitała nas nieznajoma
- Jestem Etain, a to jest Rosa - odparłam nie przestając się uśmiechać. Chciałam dodać jej pewności siebie.
- Należysz do jakiegoś stada? - spytała Rosa. Rzuciłam jej spojrzenie mówiące: "to moja kwestia".
- Cóż, właściwie to nie. A czy... do jakiego wy należycie stada? - spytała niepewnie.
- Stado Wzgórz Partholonu. Tak, możesz dołączyć - ostatnie zdanie dodałam żartobliwym tonem.
- Fajnie! Gdzie mogę pójść się... odświeżyć?
- W zamku Woulffa. Tam jest twój dom i tam mieszkają wszystkie konie ziemne - wyjaśniłam
- A gdzie jest ten zamek?
- Epona cię poprowadzi - odpowiedziałam modląc się cicho do bogini, aby tak właśnie zrobiła. Po chwili Alice poszła przed siebie, a ja przypomniałam sobie o niedokończonych sprawach omawianych z Rosą.
- Będę musiała skontaktować się z moją matką - powiedziałam - myślę, że ona nam doradzi. Ona najlepiej odgadnie, czy to był sen proroczy. - "Tylko Fomorian teraz brakuje" pomyślałam
- Przecież stąd na bagna to pięć godzin wolnym galopem.
- Mam swoje sposoby - mrugnęłam do niej - nie zapominaj, kim jestem! - dodałam ze śmiechem. Potem mój umysł wrócił do rzeczywistości.
- Mogłabyś sprawdzić czy z Alice wszystko OK ? - zapytałam, kompletnie zapominając o nowej, sympatycznej klaczy w stadzie.
- Pewnie - powiedziała i odbiegła. Zaczęłam się zastanawiać jak powiadomić moja matkę. No tak... przecież ona wie o wszystkim.
Od Rosy: Etain
Nad morzem było bardzo przyjemnie.Później zjadłyśmy jakąś kolacje i poszłyśmy spać.Przed zaśnięciem myślałam o przeszłości,dawnym stadzie i o...tym co jest za górami.
W nocy maiłam koszmary.Widziałam śmierć i zniszczenie. Potem zobaczyłam jak z chmur spływa bogini Epona. Coś ją zaatakowało,nie mogłam określić co to.Wyglądało jak cień.Chciałam pomóc bogini ,nie mogłam.Krzyczałam ale zamiast swojego głosu słyszałam tylko głuche echo.
Otwożyłam oczy.Byłam cała zlana potem.Za oknem błysawice raz po raz przecinały niebo.Musiałm przez sen wywołać burzę.Powoli uspokojałam skołatane nerwy.Po chwili przyleciała do mnie Etain.Opowiedziałam jej o koszmarze.
-Wydaje mi się,że trzeba to potraktować poważnie.-powiedziałam kończąc opis.
<Etain dokończysz?>
W nocy maiłam koszmary.Widziałam śmierć i zniszczenie. Potem zobaczyłam jak z chmur spływa bogini Epona. Coś ją zaatakowało,nie mogłam określić co to.Wyglądało jak cień.Chciałam pomóc bogini ,nie mogłam.Krzyczałam ale zamiast swojego głosu słyszałam tylko głuche echo.
Otwożyłam oczy.Byłam cała zlana potem.Za oknem błysawice raz po raz przecinały niebo.Musiałm przez sen wywołać burzę.Powoli uspokojałam skołatane nerwy.Po chwili przyleciała do mnie Etain.Opowiedziałam jej o koszmarze.
-Wydaje mi się,że trzeba to potraktować poważnie.-powiedziałam kończąc opis.
<Etain dokończysz?>
Od Alice: Etain
Po porzuceniu mnie przez stado musiałam nauczyć się żyć w lesie. Musiałam nauczyć się odróżniać dobro od zła, szukać pożywienia w leśnym gąszczu i być czujna jak nigdy.
Dla tak małego źrebaka, jakim byłam wtedy było to prawie niemożliwe. Cóż, jakoś mi się udało i dotarłam na Równiny Partholonu. Mój bystry węch i wręcz idealny słuch już dawno poinformował mnie o obecności innych koni.
Dotarłam nad jezioro, gdzie zaspokoiłam swe pragnienie i głód. Krótko po tym postanowiłam odnaleźć słyszane przeze mnie konie.
Idąc bezszelestnie po mokrym piasku i nasłuchując szumu fal oraz rozmowy tajemniczych koni, rozglądałam się dookoła. Pragnęłam ujrzeć je zanim one to zrobią.
W końcu ujrzałam dwa, piękne konie idące brzegiem plaży. Postanowiłam bliżej je poznać.
<Etain dokończ proszę...>
Dla tak małego źrebaka, jakim byłam wtedy było to prawie niemożliwe. Cóż, jakoś mi się udało i dotarłam na Równiny Partholonu. Mój bystry węch i wręcz idealny słuch już dawno poinformował mnie o obecności innych koni.
Dotarłam nad jezioro, gdzie zaspokoiłam swe pragnienie i głód. Krótko po tym postanowiłam odnaleźć słyszane przeze mnie konie.
Idąc bezszelestnie po mokrym piasku i nasłuchując szumu fal oraz rozmowy tajemniczych koni, rozglądałam się dookoła. Pragnęłam ujrzeć je zanim one to zrobią.
W końcu ujrzałam dwa, piękne konie idące brzegiem plaży. Postanowiłam bliżej je poznać.
<Etain dokończ proszę...>
niedziela, 20 października 2013
Od Etain- Rosa
Przyjrzałam jej się dokładnie. Po chwili znałam jej aurę.
- Żółta - odparłam. Ona milczała, lecz po chwili spytała:
- A czy... to dobrze? - spytała niepewnie
- Cóż, można tak powiedzieć. To oznacza optymizm, szczęście, mądrość, przyjaźń, niezdecydowanie
i łatwość manipulacji. - dwie ostatnie cechy powiedziałam z lekką pogardą.
- Aha - powiedziała zamyślając się - Teraz już wiem nad czym popracować - dodała z uśmiechem, po czym spojrzała na góry - Dlaczego nie chciałabyś pójść za góry...
- ...Trier. Cóż, musiałabym ci opowiedzieć całą historię Partholonu, ale skoro chcesz, to słuchaj. Tak więc dawno temu, w stadzie Ufasach... pamiętasz jak pokazywałam ci bagna?
- Tak.
- No to tam właśnie urodziła się Wybranka Epony, Elphame. Elphame zobaczyła w swoim śnie śmierć swojego ojca, tam, gdzie pokazywałam ci ruiny starego zamku. Zamku MacCallana.
- Ty też miewasz takie sny, prawda?
- Tak, i moja matka też, podobnie jak babcia. To dziedziczne. Tak więc sen okazał się prawdziwy. Jej mąż, ClanFintan powiedział jej, że to musiało być Stado Fomorian. Po pewnym czasie doszło do wojny, w której zginął przywódca Fomorian, Nuada. Został zabity przez ClanFintana. Od tamtego czasu wszędzie nastał spokój. Jednak trwał ledwie połowę wiosny. Okazało się, że siostra Elphame, Egidia nie mogąc się pogodzić z tym, że Epona wybrała jej siostrę, postanowiła się zemścić. Używając czarnej magii przywróciła do życia Nuadę, oraz zjednoczyła nieliczną grupkę przetrwałych koni ze stada Fomorian. Zaczęli porywać klacze ze stad wyznających Eponę, oraz wykorzystywali je jak żywe inkubatory do wyhodowania nowej rasy Koni Fomorian. Nie miało dla nich znaczenia, że klacze prawie zawsze umierały rodząc zmutowane płody. Gdy Elphame dowiedziała się o zdradzie Egidii, postanowiła odszukać siostrę. Gdy już ją odnalazła zaczęły walczyć na śmierć i życie. Podczas walki Egidia spadła z klifu i zginęła. Jednak gdy Elphame była w drodze do stada, natknęła się na Nuadę. Gdy ten szykował się do ataku, w ostatniej chwili pojawił się ClanFintan i go zabił. Pozostałe konie ze stada Fomorian uciekły w stronę gór Trier. Od tamtego czasu w Partholonie zapanował spokój. Mijały lata. Na świat przychodziły pozostałe wybranki Epony, czyli moja matka babcia, prababcia i tak dalej. Fomorianie ukryli się za górami. Teraz rozumiesz?
- Żółta - odparłam. Ona milczała, lecz po chwili spytała:
- A czy... to dobrze? - spytała niepewnie
- Cóż, można tak powiedzieć. To oznacza optymizm, szczęście, mądrość, przyjaźń, niezdecydowanie
i łatwość manipulacji. - dwie ostatnie cechy powiedziałam z lekką pogardą.
- Aha - powiedziała zamyślając się - Teraz już wiem nad czym popracować - dodała z uśmiechem, po czym spojrzała na góry - Dlaczego nie chciałabyś pójść za góry...
- ...Trier. Cóż, musiałabym ci opowiedzieć całą historię Partholonu, ale skoro chcesz, to słuchaj. Tak więc dawno temu, w stadzie Ufasach... pamiętasz jak pokazywałam ci bagna?
- Tak.
- No to tam właśnie urodziła się Wybranka Epony, Elphame. Elphame zobaczyła w swoim śnie śmierć swojego ojca, tam, gdzie pokazywałam ci ruiny starego zamku. Zamku MacCallana.
- Ty też miewasz takie sny, prawda?
- Tak, i moja matka też, podobnie jak babcia. To dziedziczne. Tak więc sen okazał się prawdziwy. Jej mąż, ClanFintan powiedział jej, że to musiało być Stado Fomorian. Po pewnym czasie doszło do wojny, w której zginął przywódca Fomorian, Nuada. Został zabity przez ClanFintana. Od tamtego czasu wszędzie nastał spokój. Jednak trwał ledwie połowę wiosny. Okazało się, że siostra Elphame, Egidia nie mogąc się pogodzić z tym, że Epona wybrała jej siostrę, postanowiła się zemścić. Używając czarnej magii przywróciła do życia Nuadę, oraz zjednoczyła nieliczną grupkę przetrwałych koni ze stada Fomorian. Zaczęli porywać klacze ze stad wyznających Eponę, oraz wykorzystywali je jak żywe inkubatory do wyhodowania nowej rasy Koni Fomorian. Nie miało dla nich znaczenia, że klacze prawie zawsze umierały rodząc zmutowane płody. Gdy Elphame dowiedziała się o zdradzie Egidii, postanowiła odszukać siostrę. Gdy już ją odnalazła zaczęły walczyć na śmierć i życie. Podczas walki Egidia spadła z klifu i zginęła. Jednak gdy Elphame była w drodze do stada, natknęła się na Nuadę. Gdy ten szykował się do ataku, w ostatniej chwili pojawił się ClanFintan i go zabił. Pozostałe konie ze stada Fomorian uciekły w stronę gór Trier. Od tamtego czasu w Partholonie zapanował spokój. Mijały lata. Na świat przychodziły pozostałe wybranki Epony, czyli moja matka babcia, prababcia i tak dalej. Fomorianie ukryli się za górami. Teraz rozumiesz?
- Chyba tak. Choć tam chyba raczej są w połowie Fomorianie, a w połowie zwykłe konie, no nie?
- Pewnie tak, co nie zmienia faktu że są niebezpieczni.
- Aha. Pójdziemy nad morze Powołania?
- Okej - powiedziałam zerkając ostatni ras na góry. Ciekawe co kryją...
Od Rosy: Etain
Minęło kilka dni razem z Etain bardzo się zaprzyjaźniłyśmy.Zaproponowałam jej spacer, a ona się zgodziła. Szłyśmy przez las i łąkę. Dotarłyśmy na skraj gór.
-Jestem ciekawa co jest za tymi górami - powiedziałam.
-Ja bym tam nie szła.-odparła.
-Jak chcesz.uśmiechnęłam się i razem poszłyśmy na dalszy spacer.Doszłyśmy do małego jeziorka.Spojrzałam we własne odbicie w wodzie.
-Jakie masz dary.-zapytałam po chwili
-Mam prorocze sny,zatrzymuję czas,wywołuję wichury i tornada.rozmawiam z drzewami i widzę aury koni.-odparła i spojrzała na mnie.
-Czy mogłabyś mi powiedzieć jaką mam aurę?- poprosiłam.
<Etain, dokończysz?>
-Jestem ciekawa co jest za tymi górami - powiedziałam.
-Ja bym tam nie szła.-odparła.
-Jak chcesz.uśmiechnęłam się i razem poszłyśmy na dalszy spacer.Doszłyśmy do małego jeziorka.Spojrzałam we własne odbicie w wodzie.
-Jakie masz dary.-zapytałam po chwili
-Mam prorocze sny,zatrzymuję czas,wywołuję wichury i tornada.rozmawiam z drzewami i widzę aury koni.-odparła i spojrzała na mnie.
-Czy mogłabyś mi powiedzieć jaką mam aurę?- poprosiłam.
<Etain, dokończysz?>
Od Etain- Rosa
- Czy nie zechciałabyś dołączyć do mojego stada? - spytałam pełna nadziei. W końcu pierwszy członek w stadzie!
- Pewnie!- powiedziała wyraźnie uradowana klacz. Poszłyśmy razem na spacer (gdy noga Rosy czuła się lepiej) podczas którego Rosa opowiedziała mi swoją historię. Zrobiło mi się przykro tym bardziej, że ja byłam pegazem.
- Przykro mi... ale kto wie? Może ciebie los też kiedyś obdaruje rogiem lub... skrzydłami - dodałam nieco ciszej.
- Mam taką nadzieję - powiedziała Rosa prawie szeptając - A ty opowiesz mi o sobie? - zaczęłam jej opowiadać moją nudną historię, następnie pokazałam jej cały Partholon. Przyjemnie nam się razem rozmawiało i żartowało. Zapowiadała się przyjaźń.
- Pewnie!- powiedziała wyraźnie uradowana klacz. Poszłyśmy razem na spacer (gdy noga Rosy czuła się lepiej) podczas którego Rosa opowiedziała mi swoją historię. Zrobiło mi się przykro tym bardziej, że ja byłam pegazem.
- Przykro mi... ale kto wie? Może ciebie los też kiedyś obdaruje rogiem lub... skrzydłami - dodałam nieco ciszej.
- Mam taką nadzieję - powiedziała Rosa prawie szeptając - A ty opowiesz mi o sobie? - zaczęłam jej opowiadać moją nudną historię, następnie pokazałam jej cały Partholon. Przyjemnie nam się razem rozmawiało i żartowało. Zapowiadała się przyjaźń.
Od Rosy: Przyjaciółka
Opuściłam stado i błąkałam się po dolinach i górach. Nikt mnie nie akceptował. Czułam się jak oset pośród róż.
Dotarłam na łąkę, musiałam coś zjeść. Byłam głodna. Szybko nasyciłam się młodą trawą. Przeszłam kawałek dalej. W pewnej chwili ziemia zapadła się pode mną. Wpadłam do wielkiego dołu i złamałam nogę. Zaczęłam krzyczeć.
-Ratunku!Niech mi ktoś pomoże!
Spojrzałam w górę.Zobaczyłam białą klacz.Ona mi pomogła, opatrzyła ranę. Była pegazem.
-Mam na imię Rosa.-powiedziałam po chwili.- A ty?
-Jestem Etain.-odparła nieznajoma.- Do jakiego stada należysz?
-Ja...-zająknęłam się- Nie mam stada.
<Etain dokończysz?>
Dotarłam na łąkę, musiałam coś zjeść. Byłam głodna. Szybko nasyciłam się młodą trawą. Przeszłam kawałek dalej. W pewnej chwili ziemia zapadła się pode mną. Wpadłam do wielkiego dołu i złamałam nogę. Zaczęłam krzyczeć.
-Ratunku!Niech mi ktoś pomoże!
Spojrzałam w górę.Zobaczyłam białą klacz.Ona mi pomogła, opatrzyła ranę. Była pegazem.
-Mam na imię Rosa.-powiedziałam po chwili.- A ty?
-Jestem Etain.-odparła nieznajoma.- Do jakiego stada należysz?
-Ja...-zająknęłam się- Nie mam stada.
<Etain dokończysz?>
Nowy koń!
Powitajmy pierwszą (nie licząc Etain) klacz w Stadzie Wzgórz Partholonu- Rosę oraz jej właścicielkę - tofeliko!
Rosa
Wojowniczka
sobota, 19 października 2013
Wstęp
Pięćdziesiąt lat temu, w Stadzie Ufasach, na świat przyszła kolejna Wybranka Epony, Elphame.
Elphame była bardzo urodziwą jednorożką o miłym usposobieniu. Gdy była już starsza, Epona zesłała
jej Magiczny Sen, w którym widziała jak skrzydlate czarne konie napadają na Stado McCallana i zabijają
wszystkich, w tym jej ojca. Sen okazał się prawdziwy. Jej mąż, ClanFintan powiedział jej, że to musiało
być Stado Fomorian. Po pewnym czasie doszło do wojny, w której zginął przywódca Fomorian, Nuada. Został zabity przez ClanFintana.
Od tamtego czasu wszędzie nastał spokój. Jednak trwał ledwie połowę wiosny. Okazało się, że siostra Elphame, Egidia nie mogąc się pogodzić z tym, że Epona wybrała jej siostrę, postanowiła się zemścić. Używając czarnej magii przywróciła do życia Nuadę, oraz zjednoczyła nieliczną grupkę przetrwałych koni ze stada Fomorian. Zaczęli porywać klacze ze stad wyznających Eponę, oraz wykorzystywali je jak żywe inkubatory do wyhodowania nowej rasy Koni Fomorian. Nie miało dla nich znaczenia, że klacze prawie zawsze umierały rodząc zmutowane płody. Gdy Elphame dowiedziała się o zdradzie Egidii, postanowiła odszukać siostrę. Gdy już ją odnalazła zaczęły walczyć na śmierć i życie. Podczas walki Egidia spadła z klifu i zginęła. Jednak gdy Elphame była w drodze do stada, natknęła się na Nuadę. Gdy ten szykował się do ataku, w ostatniej chwili pojawił się ClanFintan i go zabił. Pozostałe konie ze stada Fomorian uciekły w stronę gór Trier. Od tamtego czasu w Partholonie zapanował spokój. Mijały lata. Na świat przychodziły pozostałe wybranki Epony: Agama, , Nesteja, Pentesilea i w końcu Etain, która postanowiła odejść od Stada Ufasach, i założyła Stado w pobliżu gór Trier, na Wzgórzach Epony. Stado nosi nazwę Stado Wzgórz Partholonu. Jednak cały Partholon wciąż żyje w strachu że Fomorianie powrócą...
Elphame była bardzo urodziwą jednorożką o miłym usposobieniu. Gdy była już starsza, Epona zesłała
jej Magiczny Sen, w którym widziała jak skrzydlate czarne konie napadają na Stado McCallana i zabijają
wszystkich, w tym jej ojca. Sen okazał się prawdziwy. Jej mąż, ClanFintan powiedział jej, że to musiało
być Stado Fomorian. Po pewnym czasie doszło do wojny, w której zginął przywódca Fomorian, Nuada. Został zabity przez ClanFintana.
Od tamtego czasu wszędzie nastał spokój. Jednak trwał ledwie połowę wiosny. Okazało się, że siostra Elphame, Egidia nie mogąc się pogodzić z tym, że Epona wybrała jej siostrę, postanowiła się zemścić. Używając czarnej magii przywróciła do życia Nuadę, oraz zjednoczyła nieliczną grupkę przetrwałych koni ze stada Fomorian. Zaczęli porywać klacze ze stad wyznających Eponę, oraz wykorzystywali je jak żywe inkubatory do wyhodowania nowej rasy Koni Fomorian. Nie miało dla nich znaczenia, że klacze prawie zawsze umierały rodząc zmutowane płody. Gdy Elphame dowiedziała się o zdradzie Egidii, postanowiła odszukać siostrę. Gdy już ją odnalazła zaczęły walczyć na śmierć i życie. Podczas walki Egidia spadła z klifu i zginęła. Jednak gdy Elphame była w drodze do stada, natknęła się na Nuadę. Gdy ten szykował się do ataku, w ostatniej chwili pojawił się ClanFintan i go zabił. Pozostałe konie ze stada Fomorian uciekły w stronę gór Trier. Od tamtego czasu w Partholonie zapanował spokój. Mijały lata. Na świat przychodziły pozostałe wybranki Epony: Agama, , Nesteja, Pentesilea i w końcu Etain, która postanowiła odejść od Stada Ufasach, i założyła Stado w pobliżu gór Trier, na Wzgórzach Epony. Stado nosi nazwę Stado Wzgórz Partholonu. Jednak cały Partholon wciąż żyje w strachu że Fomorianie powrócą...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

