piątek, 25 października 2013

Od Alice

Późnym popołudnie wybrałam się na spacer wzdłuż rzeki. Rozmyślałam nad naszym stadem i o tym co kryje się za górami Trier. Szczerze mówiąc, od kiedy usłyszałam tą historię od Etain, boję się zbliżać w tamte tereny. Problem w tym, że coś zawsze ciągnie mnie w tamtą stronę, kiedy zobaczę wierzchołki kamiennych olbrzymów.
Zdążyłam już usłyszeć o pojawieniu się nowego konia w naszym stadzie. W prawdzie Fellandon był całkiem uroczym ogierem, tak jak Reno, ale nigdy nie rozmyślałam o partnerze i potomstwie. Gdy byłam źrebakiem, zawsze chciałam założyć szczęśliwą rodzinę. Ale na przestrzeni czasu, przestały się dla mnie liczyć marzenia, a zaczęło to gdzie mogę przespać się w lesie i gdzie w zimie znaleźć choćby skrawek trawy.
I tak szłam rozmyślając nad przeszłością, przyszłością, ale całkowicie zapomniałam o teraźniejszości. Nagle potknęłam się o kamyk i wpadłam do rzeki. Woda była w miarę ciepła, więc pobawiłam się w niej trochę i ugasiłam pragnienie. Gdy wyszłam na brzeg zorientowałam się, że jestem u skraju bagien. Etain mówiła mi, że jest tu niebezpiecznie, więc wolałam ominąć to miejsce. Rozpędziłam się i ogromnym susem przeskoczyłam rzekę. Ta jedna z moich zdolności zawsze mnie zadziwiała.
Gdy minęłam ostatnie drzewo moim oczom ukazały się góry Trier. Piękne, majestatyczne i niebezpieczne. Kto wie, czy to właśnie nie za nimi skryli się Fomorianie.
To popołudnie spędziłam spokojnie. Przy zamku spotkałam się jeszcze z Blackie i Rosą. Rozmawiałyśmy w ogrodach jeszcze długo po zajściu słońca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz