-Cześć Harry.- powiedziałam uśmiechając się.
-Cześć siostrzyczko! Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!- zaśmiał się i mnie mocno przytulił.
-Nie wysilaj się.- odpowiedziałam oschle na jego gest.
-No co jest?
-Dobrze wiesz, że urodziłam się w halloween.- odpowiedziałam. -I ciąży na mnie ta gówniana klątwa...- dodałam prawie płacząc. Łzy powoli zaczęły spływać po moich policzkach. Tak... ciążyła na mnie klątwa Halloween, która ujawniała się w halloween lub kilka dni po.
Martwię się, bo zawsze zmieniam się w coś przerażającego i próbuję się opanować, ale nie mogę...
-Nie martw się. Damy radę, a teraz chodź. Mam coś dla ciebie.- powiedział tajemniczo się uśmiechając. Zaprowadził mnie w przestronne miejsce i uśmiechnął się.
-To tutaj!- powiedział w końcu.
-Co to..- zaczęłam lecz gdy zobaczyłam piękno miejsca, w które mnie zaprowadził oniemiałam. Było cudownie... wokoło wierzby i krzaki, a po środku płynęła rzeka z lśniącą magicznie wodą. Całą halloweenową noc spędziłam tu z bratem na wspólnej zabawie na moją cześć.
<Powiedzmy, że Halloween jest oddzielnie od Samhain ~ Almette>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz