- Więc co to za ważna sprawa!? - spytała wściekła Etain. Sam nie wiedziałem, co to była za sprawa. Chciałem tylko przerwać tą sielankę. Widok Etain z innym ogierem wyraźnie mi nie odpowiadał.
- Czemu mi nie ufasz? - wydusiłem jedyne, co mi przyszło do głowy.
- To jest ta ważna sprawa? - spytała klacz, unosząc brew.
- Tak, to jest ta sprawa. Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie to ważne - starałem się mówić najpoważniej jak tylko umiałem. Etain zaczęła się zastanawiać. Czyli to ją przekonało!
- Przecież... przecież Partholon zmaga się między innymi z tobą od lat! Mam ci do tego jeszcze ufać??
- Czy uważasz, że powinno się winić dzieci za czyny rodziców, w moim przypadku ojca? - spytałem, starając się odszukać w jej oczach choć cień zrozumienia. Po pewnym czasie się odezwała:
- Nie, uważam, że nie powinno się - powiedziała klacz
- Więc czemu mnie winisz? - zrobiłem krok do przodu, a ona się nie cofała. Postęp!
- Nie... nie wiem - powiedziała łamiącym się głosem - Od kiedy tylko cię spotkałam po raz pierwszy, rozum nakazywał mi ci nie ufać, miałam wrażenie, że coś ukrywasz - powiedziała. Niestety, miała rację. Miałem wiele tajemnic.
- Nie mam nic do ukrycia - skłamałem. Zrobiłem kolejny krok do przodu. Dzieliły nas centymetry. Miała spuszczoną głowę. Wystarczyłoby mi kilka sekund, aby wyjąć sztylet, powiedzieć formułkę oraz złożyć ją w ofierze. I byłoby po sprawie. Zostalibyśmy uwolnieni od krwi naszych ojców. Moglibyśmy na stałe osiedlić się w Partholonie... Wieźć spokojne życie. Ale nie, nie zabiję jej. Nie potrafię, choć przez chwilę miałem sztylet w ręku. Po pewnym czasie klacz uniosła głowę, spojrzała na mnie błyszczącymi, szklącymi się oczami. Nasze twarze zaczęły się przybliżać, zakończyłyby się pocałunkiem, gdyby ona w ostatniej chwili nie odwróciła się i nie uciekła. Rozejrzałem się. W krzakach zobaczyłem Misę. Wyglądała na niezadowoloną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz