środa, 30 października 2013

Od Lochlana

- Słyszałem, jak z kimś rozmawiałaś - spojrzałem na nią i zauważyłem, że jest zakłopotana. W końcu jednak powiedziała:
- No dobrze, rozmawiałam z Zephirą, boginią Magii z mojego poprzedniego stada - wyjaśniła. Gdy wracaliśmy razem na równiny, opowiedziała więcej o tej swojej bogini.
- Czyli że... nie wierzysz w Eponę lecz w Zephirę? - spytałem
- Nie - zaśmiała się - Zephira to co innego niż Epona, to... - klacz urwała - Co do... - Poszedłem za jej wzrokiem. Wstrzymałem oddech. Ujrzałem Harry'ego trzymającego nieprzytomną, jasno-siwą klacz. Etain.
- Etain! - krzyknęła Laura i galopem pognała do klaczy i do Harry'ego. Również tam podbiegłem, starając się zachować kamienny wyraz twarzy, w rzeczywistości jednak byłem wstrząśnięty.
- Jak dobrze że jesteście! Etain źle się poczuła i straciła przytomność - powiedział spocony Harry. Pewnie sporo sił włożył w niesienie jej taki kawał. Natychmiast (jak to miałem w zwyczaju) zacząłem mówić innym co mają robić.
- Lauro, sprowadź Uzdrowicielkę ze Stada Ufasach. Ma na imię Brenna, spytasz się matkę Etain - nie trzeba było dwa razy powtarzać, klacz już gnała w stronę bagien.
- Harry, powiadom resztę stada, ja ją zaniosę do świątyni Epony - powiedziałem. Wziąłem bezwładne ciało Etain na grzbiet, następnie wzbiłem się w powietrze. Na szczęście skrzydła Fomorian były dużo mocniejsze od skrzydeł zwykłych pegazów. Mniej więcej w połowie drogi, klacz się obudziła.
- Lochlanie? Co się... - gdy usłyszałem jej szept, poczułem jej ciepły oddech tuż przy uchu dostałem gęsiej skórki.
- Nic nie mów, odpoczywaj... - powiedziałem szybko. Po piętnastu minutach wylądowaliśmy na balkonie, z którego wszedłem do jej ogromnego pokoju, potem położyłem ją na jej posłaniu.
- Dzięki - podziękowała krótko, gdy przyniosłem jej trochę zimnej wody. Po pewnym czasie do pomieszczenia wpadła Pentesilea (matka Etain) razem ze stadkiem służących i z uzdrowicielką- Brenną.
- Dziękuję Lochlanie za opiekę nad moim jelonkiem - uśmiechnęła się do mnie dosyć w podeszłym wieku jednorożka. Otworzyłem usta, aby wyjaśnić, że powinna podziękować Harry'emu, ale Etain odezwała się szybciej:
- Mamo, miałaś nie nazywać mnie jelonkiem przy osobach trzecich! - powiedziała osłabiona, lecz oburzona klacz marszcząc brwi. Następnie odezwała się Brenna:
- Etain, jadłaś dzisiaj śniadanie, Etain?
- Nie, nie miałam na to czasu. Stresowałam się przygotowaniami do Samhain...
- Wszystko jasne! Idę przygotować napar z ziół - dosłownie po kilku sekundach od wyjścia Brenny, do pomieszczenia wparowała kolejna grupka koni. Tym razem byli to pozostali członkowie stada. Alice i Rosa od razu znalazły się przy swojej przywódczyni.
Po pięciu minutach Brenna wróciła z naparem i podała go klaczy, która duszkiem go wypiła. Potem odezwała, się matka Etain :
- Lauro, Harry. Wykonaliście kawał dobrej roboty. Epona na pewno jest wam wdzięczna. - powiedziała, po czym dodała:
- Możecie wyjść, poradzę sobie. Miałam do czynienia z moją córką od dawna - dodała z humorem. Całe stadko wyszło, lecz ja zostałem. Pentesilea zaprowadziła Etain do pokoju kąpieliskowego (gdzie mnie nie wpuszczono, choć bardzo tego żałowałem). Po kilku minutach Etain wyszła z włosami całymi w stronkach, a w promieniach słońca wyglądała jak sama bogini.

<Etain?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz