wtorek, 29 października 2013

Od Etain: Harry i Zazdrosny Lochlan

- Z wielką chęcią - odparłam uśmiechając się jak najpromienniej do nowe, go ogiera
- Tak więc jak już pewnie wiesz, to jest Morze Powołania [...]

-No to już chyba ostatnie miejsce, Świątynia Muz - powiedziałam, zerkając na ogromną budowlę z bogato zdobionymi, pozłacanymi kolumnami i dachem. Po kilku chwilach bawiące się tam młode klaczki (były takie słodkie, że aż przypomniały mi się moje źrebięce lata, gdy także uczyłam się w tej świątyni) zauważyły mnie. Po równo dwóch sekundach usłyszałam:
- Bądź pozdrowiona, bogini!
-Sławmy Eponę!
- Wielbimy cię, Wybranko Epony! - przez pół minuty byłam obrzucana piskliwymi głosikami, do czasu, aż jedna z muz ich nie uspokoiła. Rozpoznałam w niej Terpsychorę- muzę tańca, skinęłyśmy na siebie głowami.
- Uwielbiają cię - odezwał się Harry zerkając na młode klaczki
- Tak, pamię....
- Etain, mam pilną sprawę - odwróciliśmy się. Zobaczyłam nikogo innego, lecz oczywiście Lochlana.
- Wybacz, oprowadzam Harre... Harry, to jest Lochlan, Lochlan, to jest Harry. I nie mam teraz czasu Lochlanie- odwróciłam się już, ale Lochlan nie dawał za wygraną
-To bardzo ważne!
- Nie ma sprawy Etain, mogę sam o siebie zadbać - miałam ochotę rozszarpać Harry'go. Dlaczego nie powiedział nic w stylu: Nie, Etain jest zajęta. Gdy Harry odszedł, spytałam Lochlana:
- Więc co to za ważna sprawa?! - spytałam poirytowana

<Lochlan?>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz