Tego dnia postanowiłam pójść na drobny spacer. Doszłam aż do ruin zamku MacCallana. Następnie szłam wzdłuż gór. Usłyszałam kroki, więc ukryłam się w krzakach. Po tym co ujrzałam, moje serce stanęło. To był... Fomorianin. Byłam tego pewna. Czarny, skrzydlaty ogier. I ta dzikość w jego spojrzeniu. Spojrzeniu które... dostrzegło mnie. Zaczęłam szykować się do ucieczki. On jednak był szybszy i mnie zatrzymał.
- Dlaczego uciekasz, Etain? - spytał nieznajomy
- Skąd wiesz, jak mam na imię?
- Twe imię jest znane w całym Partholonie - odrzekł. Milczałam przez chwilę.
- Ale ty nie jesteś z Partholonu.
- Trochę jestem, trochę nie. Mam na imię Lochlan.
- Ale ty jesteś... twój ojciec był...
-... Fomorianinem? Tak, zgadza się. Ale jestem inny.
Lochlan opowiedział całą historię. O podziale Fomorian, na tych, których pochłonęło szaleństwo pochodzące od krwi ich ojców i na tych, którzy wyrośli na dobrych wojowników wychowanych przez swoje matki. Współczułam mu. Nie wiem dlaczego, ale pozwoliłam mu dołączyć do stada, choć czułam, że coś ukrywa...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz