Zaczęła się wspinaczka po górach. Udało mi się wejść na jakąś drogę wiodącą przez szczyty. Nagle wyczułam jakiś niepokojący wstrząs. Spojrzałam w górę, a ze szczytu spadały skały. Udało mi się ich uniknąć. Po dłuższej wędrówce zeszłam ze szczytów gór. Znalazłam się w Partholonie. Biegłam przez łąkę do jakiegoś "zamku". Nagle stanął przede mną stanął jakiś kary ogier. Był tak jak ja kucem. Wydawał mi się znajomy.
-Al-Kapfa? Czy to Ty, o Wielka mędrczyni?- spytał ogier. Ciekawe skąd zna moje imię?
-Tak, to ja jestem Al-Kapfa, a ty młodzieńcze... Kim jesteś?- spytałam konia.
-Nie poznajesz mnie? To ja Felladon!- uśmiechnął się koń.
-Felladon? Ty żyjesz?!- zdziwiłam się. Jednak znalazłam członka poprzedniego stada.
-Tak, żyję.- powiedział- A ma matka i siostra?
-Nie wiem skarbeńku.- rzekłam miło do byłego podopiecznego.- Chodź musimy odszukać resztę stada...
-Nie opuszczę swojego stada.-uparł się.- Tu jest moje stado.
-Masz nowe stado?- spytałam go.
-Tak, mam. I go nie zostawię.- rzekł z dumą.- Jeśli chcesz możesz dołączyć.
Po chwili namysłu odpowiedziałam:
-Prowadź do przewodniczki.
Zabrał mnie pod jakiś pałac, a zeń wyszła piękna, młoda, jasnosiwa klacz, o przepięknych pierzastych skrzydłach.
~Pegaz!- pomyślałam i się ukłoniłam.
-Witam Cię pani, ja Al-Kapfa, córka Al-Pini i Es-Korona, kłaniam ci się i proszę o pozwolenie na dołączenie do stada.
<Przywódczyni?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz