Gdy
dostałam od Bogini Epony róg byłam prze szczęśliwa. W trakcie ceremonii
usłyszałam dziwne dźwięki dochodzące z lasu. Poszłam to sprawdzić. W lesie
było ciemno i mroczno. Mimo tego, że jestem odważna po plecach przeszły mi
zimne ciarki.
Przeszłam jeszcze kawałek. Nagle z krzaków oddalonych o kilkanaście metrów ode mnie wyleciała czarna klacz pegaza. Odskoczyłam w bok. Nieznajoma najwyraźniej mnie nie zauważyła i odleciała. Byłam lekko zdziwiona i przerażona. Podeszłam do zarośli z których wyleciała klacz. To co tam zobaczyłam było straszne. W krzakach leżała martwa Brenna. Miała poderżnięte gardło. To był okropny widok. Odwróciłam głowę. Pobiegłam prosto przed siebie. Byłam kłębkiem nerwów. Roztrzęsiona próbowałam się uspokoić i wziąść w garść. Po kilku minutach serce przestało bić jak szalone, a oddech ustabilizował się. Nadal nie mogłam uwierzyć co się stało. W pewnej chwili zobaczyłam w oddali Harrego i Gemmę. Byłam szczęśliwa, że przyszli. Od razu podbiegłam do nich. Rodzeństwo było zdziwione moim zachowaniem. - Uspokój się. Co się stało? - spytał Harry. Wyjaśniłam im wtedy całe zajście i to co zobaczyłam. - Musimy powiadomić o tym resztę - oznajmiła Gemma. - Masz rację - przyznałam nadal niespokojna. <Harry, Gemma dokończycie?> |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz