sobota, 9 listopada 2013

Od Alice: Powrót

Od mojego powrotu do Partholonu z gór Trier minęło już około półtora tygodnia. Troskliwie opiekowałam się Etain, wciąż rozmyślając nad moją rozmową z boginią. Twierdziła, że miłość może zwrócić naszej przywódczyni życie.
Siedziałam przy łożu, gdzie leżało ciało Etain. Po chwili wstałam i podeszłam do drzwi na taras. Księżyc był już wysoko na niebie. Do pełni tuż, tuż, a nie ma nikogo, kto odprawił by obrzędy Obchodów Pełni Księżyca.
Nagle na dworze coś mignęło. Szybko wyciągnęłam sztylet. Można powiedzieć, że znów odzyskałam dawny charakter "twardzielki". Wyszłam ostrożnie i rozejrzałam się dookoła. Nie było widać nikogo. Zaczęłam myśleć, że może coś mi się przywidziało i to tylko moja wyobraźnia, kiedy coś z zawrotną prędkością wleciało we mnie i razem wypadliśmy na trawnik. Gdy podniosłam łeb, ujrzałam nie kogo innego, jak Heliosa.
- Jak widzę, twoje powitania nadal są "zabójcze" - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie mogłem się doczekać, kiedy znów cię zobaczę - odparł.
- Ja też tęskniłam - rzekłam, po czym przyjacielsko trąciłam go łbem. W końcu padliśmy sobie w objęcia. Po dokładnym wyściskaniu się przyszedł czas na wyjaśnienia.
- Po co tu przyleciałeś? Przecież wiesz,  że gdy cię tu zobaczą, zostaniesz wtrącony do lochu - martwiłam się.
- Nie jest dobrze. Dzisiaj rano Misa i Marco odwiedzili mnie. Widzieli nas, kiedy się tobą opiekowałem. Oskarżyli mnie o zdradę. Ledwo co im umknąłem. Musiałem do ciebie przylecieć i cię ostrzec. Jeżeli nie znajdą mnie, zaczną szukać ciebie. Zabiją cię - opowiadał z przejęciem.
- Spokojnie. Umiem się bronić. Teraz ty musisz się ukryć. Jeżeli strażnicy cię zobaczą, to ty będziesz miał kłopoty, a nie ja - ostrzegłam go.
Gdy tak rozmawialiśmy, nagle usłyszałam szelest liści. Gdy się odwróciła, zauważyłam Rosę. Ta bez skrupułów wyszła z ukrycia i zawołała straże. Nakazała aresztować Heliosa.
- Helios uciekaj! - krzyczałam.
- Nie zostawię cię! - odpowiedział po czym rzucił się na straże. Jednak nie wygrał walki. Zakuli go w łańcuchy i poprowadzili do lochu.
- Rosa nie! - błagałam.
- Będziesz miała kłopoty moja droga. Zadajesz się z naszym śmiertelnym wrogiem - mówiła z wyrzutem.
- On jest inny! Nie znasz go - zaprzeczałam. Ona jednak nie usłuchała. Po policzkach zaczęły spływać mi łzy i poczułam się winna tego, co się przed chwilą stało.
Wczesnym świtem pobiegłam do lochów, zobaczyć się z moim lubym. Siedział w kącie, a kiedy mnie zobaczył, podszedł do krat.
- Cieszę się, że nic ci nie jest - powiedział łagodnie po czym trącił mnie łbem.
- Ja cię tak nie zostawię. Zobaczysz, wyciągnę cię - zapewniałam go.
Chwilę potem zobaczyłam kartkę wiszącą nad jego celą:
Skazany na stracenie w najmroźniejszy dzień zimy.
Helios uśmiechnął się do mnie i powiedział:
- Choćbym i umarł, to zawsze pozostaniesz w moim sercu.
Rozpłakałam się i pocwałowałam do świątyni by ponownie porozmawiać z Eponą. Wbiegłam rozgniewana przez wrota i krzyknęłam na cały głos:
- A miałaś mi pomóc!
Wtedy zawiał silny podmuch wiatru, a przede mną stanęła Epona, tyle tylko, że we własnej postaci.
Zastanów się, czy to nie ty popełniłaś błąd.
- Gdzie niby?! Miałam go zaprosić do zamku?! Tam też straże by go złapały - przeczyłam.
Co się stało, to się nie odstanie. Teraz pomyśl, jak możesz wykonać powierzone tobie przeze mnie zadanie.
- Przecież on jest w więzieniu. Straże stoją na każdym kroku. Nawet oknem się nie prześlizgnę - mówiłam.
Ja ci pomogę. Uwierz w siebie i pozwól działać boskiej mocy. Na trzy dni przez pełnią księżyca, udaj się pod okno celi twego ukochanego. Wybierz jedną z cegiełek podtrzymujących kraty i delikatnie w nią uderz. Z jednej cegiełki utworzy się ogromna dziura, przez którą uciekniecie nad wodospad. Tam dopełnijcie całego zadania i dajcie zakwitnąć swej miłości, a potem zrodzić jej owoce.
Westchnęłam, gdyż uznałam, że jak zwykle to tylko bujdy, które i tak się nie spełnią. Jak ogromny ogier ma się przecisnąć przez otwór szerokości jednej cegiełki! Zwykłe kłamstwa i tyle. Nadal jednak, jakaś mała część mnie, kazała mi wykonać powierzone mi zadanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz