Samhain było udane. Ja jednak stałam z boku. Nie lubię rzucać się w
oczy. To już chyba każdy wie. Nagle spostrzegłam, że w moją stronę idzie
jakiś ogier. Gdy podszedł bliżej spostrzegłam, że to Falladon.
- Witaj - przywitał się
- Witaj - również się przywitałam
- Czemu stoisz tu sama? - spytał.
- Chyba wiesz, że lubię być sama?
- Tak. Ale to Samhain. Możesz odpuścić - zaśmiał się.
- No nie wiem - odpowiedziałam.
- Czy zechciałabyś ze mną zatańczyć?
- Ja? - spytałam zdziwiona.
- Tak. Nikt inny tu nie stoi - odparł z uśmiechem.
- No nie wiem.
- Proszę - nalegał.
- No dobrze - odpowiedziałam rumieniąc się.
Falladon chwycił mnie i wyszliśmy na środek. Czułam na sobie wzrok
wszystkich. Po raz pierwszy nie miałam na sobie płaszcza, ponieważ na
taką okazję jednak nie wypada się tak ubrać. Zaczęła grać muzyka.
<Falladon?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz